czwartek, 30 maja 2013

46."What you don't know; What you can't see; What you don't realize you once had until you see that it's not free"



Blondyn uniósł dłonią jej podbródek, ponieważ miała spuszczoną głowę chcąc uniknąć jego wzroku. Był już naprawdę blisko. Oparł (nie wiem jak to inaczej nazwać) swój nos o jej.
-Co ty robisz? -Spytała niepewnie
-Chcę spełnić twoje oczekiwania -uśmiechnął się
-Ale to nie są moje oczekiwania. Oczekuje, żebyśmy stąd wyszli, bo mi zimno
-Dobrze wiem, że tak naprawdę chcesz tego pocałunku. Przestań się wreszcie oszukiwać. Chyba każdy wie, że kiedyś dasz mi tą drugą szansę... Na co ty wciąż czekasz? Co za różnica, czy wrócimy do siebie teraz, za tydzień, czy za miesiąc?
-Ale czy ty myślisz, że jest mi tak łatwo tobie znowu zaufać? Może i zachowujesz się inaczej, ale ten pocałunek zostaje w mojej podświadomości. Po prostu moja głębia mówi, żeby jeszcze zaczekać
-To przestań słuchać głębi tylko posłuchaj serca... I uczuć... I ust. Wiem, że chcą tego pocałunku -powiedział. Dziewczyna za to nic nie odpowiedziała. Jedyne co zrobiła to zamknęła oczy. Jej oddech znacznie przyśpieszył. Blondyn jedynie zaczął przybliżać swoje usta. Czyli właściwie ostatnią rzecz jaką mógł przybliżyć do przyjaciółki. Stał przyciśnięty do niej każdą częścią ciała. Wreszcie ich wargi się zetknęły.
-O Matko! -Krzyknęła Rydel, która weszła z ciekawości do łazienki, ponieważ drzwi były otwarte na oścież. Przyjaciele oczywiście od razu się od siebie oderwali. Ich pocałunek... Jeżeli dwie sekundy zetknięcia ust można nazwać pocałunkiem, został przerwany. -Nie przeszkadzajcie sobie... Tylko na przyszłość zamykajcie drzwi
-Po co tu w ogóle właziłaś? -Spytał lekko poddenerwowany Ross
-Bo drzwi były otwarte... Z resztą nieważne -powiedziała, po czym opuściła łazienkę.
Przyjaciele się na siebie spojrzeli.
-Może byśmy tak... -Zaczął Ross jednak Olivia mu przerwała
-Nie -odparła, po czym z trudem wysunęła się spod Ross'a, wyszła spod prysznica i poszła do pokoju
-Pewnie, a jakże by inaczej -westchnął do siebie chłopak, po czym wyszedł z łazienki, a potem z pokoju nie zaglądając nawet do dziewczyn poszedł do siebie.
-Jesteś bardziej mokry niż gdy tam poszedłeś -powiedział Rocky
-Brałem prysznic -odparł sucho podchodząc do szuflady i wygrzebując najpierw suche bokserki, a później jakieś spodenki
-Poszedłeś do Olivii i zamiast ją podrywać brałeś prysznic? -Spytał zdziwiony
-A kto powiedział, że brałem ten prysznic sam...
-A nie brałeś? -Wtrącił Ell
-Eee... No wiecie... Pójdę się ubrać -powiedział zawstydzony i ruszył w stronę łazienki -wy chodzicie? -Spytał Riker'a widząc jak siedzi i obejmuje Millie
-Tak -odparł uśmiechnięty
-Aha. Szczęścia -powiedział sucho, po czym wszedł do łazienki
-On coś ukrywa... -Powiedział Rocky -Millie... Idź zobacz, co się dzieje u dziewczyn
-Nie, wolę zostać z Riker'em -odpowiedziała z uśmiechem
-Pewnie, ja wszystko muszę robić. Ci zakochani -powiedział z wyrzutem, po czym wyszedł z pokoju i udał się do dziewczyn.
Olivia w tym czasie grzebała po szafie nie wiedząc, w co się ubrać. Rydel co jakiś czas na nią spoglądała.
-Co to było? -Nie wytrzymała w końcu
-Nic -odparła niepewnie, po czym skierowała się do łazienki -idę się ubrać... To znaczy przebrać
Gdy chciała wejść natknęła się na Rocky'ego, który wparował do pokoju bez pukania.
-Czemu jesteś mokra? -Spytał unosząc jedną brew do góry
-Brałam prysznic -odparła po cichu
-W ubraniu?
-Spytaj brata -odpowiedziała sucho, po czym weszła do łazienki
-o to chodzi w tym dziwnym świecie? -Zapytał siostry
-Ehh żebym to ja wiedziała -westchnęła -ale kurcze... Przychodzę do pokoju, drzwi do łazienki otwarte na oścież więc zajrzałam...
-Noo... I co tam zobaczyłaś?
-No więc... Olivia stała przyciśnięta do ściany... A Ross stał przyciśnięty do Olivii... I jakby się całowali... Chociaż nie jestem pewna
-mały, głupi cwel -powiedział do siebie Rocky
-Poważnie Rocky? Czy ty wiesz w ogóle, kto to cwel?
-Nie...
-Szkoda, bo ja też nie.
-Serio?
-Nie no, tak poważnie to cwel to osoba... W więzieniu... Wykorzystywana seksualnie... Czy twój brat był kiedykolwiek w więzieniu? I czy był wykorzystywany seksualnie? Nie sądzę
-Jeenyyy... Prysznic, więzienie, co za różnica... Zmieńmy temat... Ale ty podrzuć, bo ja nie mam pomysłu
-Pouczmy się, jutro mam sprawdzian
-To ja już lecę -powiedział, po czym ruszył w stronę drzwi
-Jak zwykle nie będziesz się uczyć...
-Nauczyć się, zdać, zapomnieć -odparł z entuzjazmem
-No właśnie, nauczyć się
-Nauczę się innym razem -mrugnął do siostry -a poza tym, ty masz jutro sprawdzian -dodał, po czym opuścił pokój i udał się do swojego.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następnego dnia wszyscy udali się do szkoły... Wszyscy za wyjątkiem Ross'a. Został on w pokoju sam, bez elektryczności. Miał się uczyć i nadrabiać zaległości. Nie szło mu to jednak za dobrze. Co chwilę wyglądał z nudów przez okno... Nic innego nie mógł zrobić, bo gitary też zabrali z pokoju. Usiadł na łóżku i sięgnął po książkę od biologii. Otworzył na stronie 269. Gapił się w literki przez dwie minuty.
-Matko, jakie to nudne -powiedział do siebie i zamknął książkę. Wstał z łóżka i zaczął grzebać w szufladzie, później w łazience... W końcu znalazł jakąś wsuwkę Rydel. Wyszedł z pokoju i udał się pod drzwi dziewczyn. Zaczął grzebać wsuwką przy zamku. Nacisnął na klamkę i tryumfalnie wszedł do pokoju myśląc, że sam otworzył zamek. Udał się do głównej części pokoiku.
-Rydel?! Co ty tu robisz? -Spytał zdziwiony na widok siostry
-Przyszłam po książkę, bo zapomniałam. A ty? Po co przyszedłeś?
-Chciałem pożyczyć ten... No... Słownik. Masz słownik?
-Umm... Zależy jaki?
-Hinduski
-Nie mam hinduskiego... Po co ci hinduski? -Spytała zdziwiona siostra
-Miałem na myśli ten język, którego się uczę... To był ten... No... Też na H...
-Hiszpański?
-Tak, właśnie! Hiszpański... Masz?
-Tak... Pewnie, bierz
-Dzięki -powiedział, po czym bez entuzjazmu wrócił do pokoju.
Położył się na łóżku, położył słownik na szafce, po czym wrócił do czytania biologii
-Co to za gó***! Po co mam się znowu uczyć jak jest zbudowany mój układ rozrodczy. Wiem, jak jestem zbudowany! Tak, wiem, że do zapłodnienia dochodzi, gdy męskie plemniki łączą się z gametami... Albo i nie... Bo podręcznik mówi inaczej. Co ma dziewczyna... Jądra... Niee... Olivia nie może mieć jąder, bo ja mam... Olivia ma jajniki! Ale nie wiem co jest z tym zapłodnieniem. Ale wiem jak to się dzieje! Jak chłopak przeleci dziewczynę i dojdzie, i nie będą mieli zabezpieczenia... Ciekawe jak Olivia wygląda bez... Lepiej się zamknę. -Powiedział do siebie, po czym wgrzebał się pod kołdrę i zamknął oczy.
*oczami Ross’a*
Dobra, jak mam otworzyć te drzwi… -pomyślałem spoglądając na klamkę. -Musi być na to jakiś sposób – znów pomyślałem i oparłem się ręką o klamkę. Ku mojemu zdziwieniu drzwi się otworzyły… -ale jakim niby cudem? Byłem pewien, że są zamknięte. Ale dobra… mam tylko nadzieję, że nikogo tam nie ma. Nie ma! – ucieszyłem się i poszedłem w głąb pokoju. -Tylko właściwie po co ja tu przyszedłem… -spojrzałem na podłogę i ujrzałem kartkę z napisem „zajrzyj do szuflady” -ee? Po co? Nie będę nikomu grzebał w rzeczach… ale dobra… może jest tam coś ważnego –no i poszedłem. Tylko nie wiedziałem, do której mam zajrzeć… i w której szafce szukać. Szafki są trzy, zupełnie jak dziewczyny… wtedy ujrzałem kolejną kartkę… pod szafką Olivii „otwórz szufladę” –tak… otwórz szufladę, tylko którą… -zacząłem zaglądać do szuflad po kolei… -książki, zeszyty… co ja mam znaleźć w książkach i zeszytach… -zacząłem je podnosić, przesuwać… znalazłem jakieś dziwne pudełko –raz się żyje… nie dowie się –pomyślałem i je otworzyłem –oo… zdjęcia ze mną… ciekawe, co jest dalej
*narrator*
Chłopak nagle się ocknął. Obudził go grzmot. Na dworze była nawałnica. Lało, grzmiało i błyskało się.
*co za pudełko* pomyślał *muszę je znaleźć*. Wstał z łóżka i zakręciło mu się w głowie.
-czemu tu jest tak gorąco? –powiedział do siebie, po czym podszedł do okna, otworzył je oraz zdjął z siebie koszulkę. Wyszedł z pokoju i poszedł do drzwi dziewczyn. Nacisnął klamkę, jednak było zamknięte. –miało być otwarte –westchnął i zaczął kombinować, jak otworzyć drzwi. Postanowił znowu spróbować jakąś wsuwką siostry. Ku jemu zdziwieniu udało u się, naprawdę, a nie jak ostatnio, gdy drzwi tak naprawdę były otwarte. Wszedł do pokoju zamykając za sobą drzwi. Poszedł do głównej części i podszedł do szafki Olivii. *dajesz, nie dowie się* pomyślał, po czym otworzył pierwszą szufladę. Ku jemu zdziwieniu i w przeciwieństwie do snu w pierwszej znajdowały się kosmetyki, szczotka i akcesoria do włosów oraz biżuteria. Od razu uznał. Że nie ma sensu szukać pudełka, bo byłoby je widać. Otworzył następną. *ee… nie tego się spodziewałem* pomyślał. W szufladzie tej były majtki i staniki dziewczyny. Wziął jeden z biustonoszy do ręki i zaczął oglądać.
-ciekawe jak Olivia wygląda w samym staniku… i jakiejś tam dolnej części ubrania, żeby nie było… chyba pójdę się leczyć –powiedział do siebie, odłożył stanik na miejsce i zamknął szufladę. Otworzył następną. Skarpetki. Zaczął w nich grzebać. Poczuł coś twardego. Było to pudełko. Nieduże… wielkości pudełka do butów, ale takich dziecięcych. Szybko je wyciągnął i siadł na łóżku. otworzył je i zaczął przeglądać. Na dwóch kupkach leżały zdjęcia, obok jakieś płyty, a obok płyt małe pudełeczko. Pierw otworzył pudełeczko i znalazł w nim łańcuszek. W kształcie misia. Miał srebrne obramowanie, a w środku był błękitny. Wziął go do ręki, odwrócił na drugą stronę. Było tam wygrawerowane imię. „Niall”
-czemu Niall? –zdziwił się i odłożył go do pudełeczka, a pudełeczko z powrotem na miejsce. Wziął do ręki zdjęcia. Na początku znajdowały się jego samego lub jego zdjęcia z Olivią. Później znalazł jakieś z jej dzieciństwa, z jej mamą i braćmi. –aww, ona zawsze była słodka –zaczął dalej przeglądać zdjęcia –Niall… wszędzie ten Niall –powiedział znów do siebie widząc zdjęcia, na których jest z Niall’em… ze zdjęcia na zdjęcie było coraz gorzej… przytulali się, aż w końcu trafił na zdjęcie, na którym się całowali –to pewnie to, o czym mówiła Liv… jak ja go nie lubię. Ale muszę patrzeć pozytywnie, jestem na wierzchu… dobra, wystarczy zdjęć –powiedział, po czym odłożył zdjęcia na miejsce. Teraz sięgnął po płyty, ale nie miał ich jak odtworzyć. Zaczął się rozglądać za czyimś laptopem. Znalazł Rydel. Szybko go uruchomił. Z płyt wybrał z napisem „wakacje <3” i ją odtworzył.
-Wygłupy z braćmi, z braćmi i Niall’em… ona sama z Niall’em –mówił do siebie przewijając –ona sama z Niall’em? Czemu oni się całują? –westchnął do siebie –czemu ona ma to na nagraniu… a czemu tu już są inaczej ubrani i też się całują? A podobno był to jeden raz… nie będę tego dalej oglądał… dobra, przyjaźń niezależna, pamiętaj i zapomnij o tym –powiedział, po czym wyjął płytę i zamknął laptopa. Odłożył wszystko ładnie na miejscu i skierował do drzwi. Usłyszał jednak, jak ktoś za nimi rozmawia. Była to na pewno Olivia… chyba z Rydel. Po chwili usłyszał, jak klucz jest wkładany w zamek. Spanikował i wrócił do głównej części pokoju.

Hej! Coś chyba za wcześnie dodaję ten rozdział, ale to takie jakby wynagrodzenie za to, że ostatnio musieliście czekać dwa tygodnie o ile dobrze pamiętam... tak... ale po tym rozdziale znowu możecie trochę poczekać, bo coraz bliżej do końca roku szkolnego, a w przyszłym tygodniu mam trochę nauki, bo nie chcę nic skopać, żeby nie stracić paska... ogólnie to dziękuję Wam za tyle komentarzy ;3 nawet nie wiecie jaką mi radość sprawia czytanie, że Wam się podoba to co piszę i że moja praca nie idzie na marnę i że ktoś to czyta :) miałabym tylko prośbę, osoby piszące z anonima, mogłybyście się podpisywać? Byłabym bardzo wdzięczna :) mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba, bo mi do pewnego momentu... ta pierwsza część dosyć, a potem, ten następny dzień już mniej... ale do Was należy ocena ;) 
to jest ten łańcuszek
i jeszcze piosenka ;)
~Gosia
 

poniedziałek, 27 maja 2013

45."Ain't got no time for what you think can be described as love; I'll cut your holds on me you're missing me I've had enough; It's been so long since you have treated me like I deserve"



Blondyn niepewnie podszedł do drzwi i delikatnie w nie zapukał. Otworzyła mu Olivia. Na chwilę zamarł.
-Cześć -zaczęła -fajnie cię znowu widzieć –powiedziała niepewnie
-Wzajemnie -lekko się uśmiechnął
-Co cię tu sprowadza?
-Chciałem pożyczyć jakieś zeszyty i dowiedzieć się z czego mam zaległe sprawdziany i kartkówki... Więc... Masz może zeszyty i mogłabyś mi podać lekcje i ten?
-Tak... Myślę, że tak... Ale teraz? Właśnie robię lekcje... Jakbyś mógł przyjść za godzinę... Na spokojnie ci wszystko powiem. Nie robi ci to problemu?
-Nie, skądże. Przyjdę, dzięki –odparł po czym ruszył w stronę swojego pokoju
-Ross? –zatrzymała go jeszcze na chwilę
-tak?
-nie, w sumie to nic… cieszę się, że wróciłeś –powiedziała na co blondyn się do niej uśmiechnął i poszedł do pokoju
*godzinę później*
Siedemnastolatek znów przyszedł i zapukał do drzwi. Tym razem otworzyła mu Millie.
-Roooss… czeeeeść… jak dobrze cię widzieć –powiedziała do chłopaka, po czym dodała –Olivia! Przyszedł twój kochaś
-o co ci znowu chodzi? –spytał chłopak –jaki kochaś?
-nie nic… nic… tylko te zaloty i ten… -Olivia się na nią groźnie spojrzała –wychodzę –uśmiechnęła się niewinnie, po czym opuściła pokój
-zaloty… moje zaloty… do ciebie… to chyba moje zaloty do ciebie, a nie moje zaloty do ciebie, o których wszyscy muszą wiedzieć –zwrócił się Ross do Olivii z wyrzutem siadając koło niej na łóżku
-ale ja mówiłam twojej mamie… to, że ona podsłuchiwała to już nie moja wina
-ale to i tak chyba prywatna sprawa, co ja z tobą robię, prawda? Jeżeli kiedyś będziemy razem… i załóżmy, że się z tobą prześpie, a potem zerwiemy z niewiadomych przyczyn też zamierzasz opowiadać mojej mamie, a ktoś najwyżej będzie podłuchiwał?
-Rydel tu siedzi –odparła Liv z kłopotliwym uśmieszkiem. Najstarsza tylko siedziała i słuchała robiąc wielkie oczy
-pójdę na spacer –powiedziała zakłopotana blondynka, po czym sięgnęła po kurtkę, wzięła buty w ręce i w pośpiechu opuściła pokój
-nie mam komentarza ani do tego, że jesteś kochasiem, ani do tego, dlaczego wszyscy od nas wychodzą… nie, Ross. Chyba wiem, co należy zachować dla siebie, a co można mówić innym
-po prostu zmieńmy temat… mam dla ciebie propozycję –powiedział blondyn dwukrotnie unosząc brwi
-nie, nie prześpię się z tobą, żebyś mógł sprawdzić, czy nikomu potem nie powiem –dziewczyna dopiero po chwili zrozumiała, co palnęła i zaczęła się zastanawiać, dlaczego w ogóle coś takiego powiedziała –to ja może zostawię was samych –dodała i ruszyła w stronę drzwi
-zostawisz nas, czyli kogo? –spytał blondyn łapiąc ją za rękę, żeby nie wychodziła
-no tam… łóżko na przykład… ale właściwie niekoniecznie tylko łóżko… masz jeszcze inne meble… i przedmioty… Jeny, to jest pokój, nie zostaniesz w nim sam, bo jest tu pełno przedmiotów
-nie będę ci kazał się tłumaczyć. Chcę żebyś usiadła i wysłuchała, co mam ci do zaproponowania –Olivia wykonała prośbę –nie lubię się z tobą kłocić… strasznie nie lubię… szczególnie jeśli chodzi o chłopców z jakimi się zadajesz
-po początku twojej przemowy boję się myśleć, do czego ty możesz zmierzać
-chcę przyjaźni niezależnej
-ouu… nie spodziewałam się tego po tobie –odparła zdziwiona –jakieś szczegóły?
-no na przykład nie czepiamy się z kim się zadajemy i mamy bliższe kontakty. Nie ma o to kłótni, nic nam do tego
-Ross, co się z tobą stało w tym szpitalu? Wzruszasz mnie –powiedziała, po czym wstała, żeby przytulić blondyna
-a w nagrodę za moją zmianę i za to, że mnie tak długo nie było dostanę całusa?
-to jest dla ciebie przyjaźń niezależna? –przytaknął –nie, nie dostaniesz całusa
-dobra… mogę te jakieś zeszyty, czy coś?
-tak… pewnie, proszę –powiedziała podając mu zeszyty do ręki -w jednym z nich powinna być kartka z listą wszystkiego, co masz do zaliczenia
-dzięki –uśmiechnął się, cmoknął przyjaciółkę w policz, puścił jen oko, po czym opuścił pokój
Poszedł do swojego. Otworzył drzwi i stanął jak wryty. Ujrzał Rocky’ego i Riker’a w bokserkach i koszulkach, śpiewających i tańczących do I Want You Bad. Jako mikrofon mieli dezodoranty. Kolejną rzeczą jaka zdziwiła najmłodszego był fakt, że oboje mieli na głowie jego różowe bokserki.
-myślałem, że Millie tu przyszła… i Rydel… i gdzie Ell? –spytał zdziwiony
-uciekli… -blondyn uniósł jedną brew do góry nie dowierzając –naprawdę, przestraszyli się i uciekli
-mam kilka pytań… co braliście, czemu macie moje bokserki na głowie i czemu Rocky śpiewa do mojego dezodorantu?
-no ktoś go musi użyć skoro ty tego nie robisz –zdenerwowany blondyn podszedł do braci i najpierw Riker’owi, później Rocky’emu zdjął bokserki z głowy i odwrócił się tyłem chcąc je włożyć z powrotem do szuflady –poważnie mógłbyś zacząć używać. Ładnie pachnie –dodał brunet i psiknął młodszemu bratu dezodorantem na włosy
-moje włosy!
-ładnie pachną –uśmiechnął się. Ross nic nie odpowiedział. Wyszedł z pokoju, wparował do Olivii, bez słowa wszedł do łazienki i opuścił ją z buteleczką jakiegoś perfumu. Wrócił do pokoju i podszedł do Rocky’ego, który stał tyłem
hej Rocky, ciekawe jak twoje włosy będą pachniały pod działaniem wody arbuzowej –nie zauważył, gdy brat się odwrócił i psiknął mu w same oczy
-ty debilu! Moje oczy!!! –zdenerwował się brunet zamykając piekące źrenice. Po chwili je otworzył. Wciąż bolały i miał zamazany obraz. Zauważył jednak szklankę Pepsi na stoliczku. Sięgnął po nią, po czym chlusnął bratu na spodnie tak, że wyglądało jakby się posikał. Młodszy bez zastanowienia je zdjął. Gdy już się ich pozbył zaczął się rozglądać za bratem. Spojrzał na Riker’a.
-łazienka –powiedział. Siedemnastolatek bez zastanowienia wkroczył do łazienki. Zaskoczył go jednak strumień zimnej wody z słuchawki prysznicowej.
-poddajesz się braciszku? –spytał przemoczonego blondyna
-możesz pomarzyć –odparł ściągając z siebie koszulkę, zostając w samych bokserkach. –poza tym to nie fair, że ty masz prysznic, a ja niczego
-dobra, weź sobie prysznic –powiedział podając mu słuchawkę. Blondyn oczywiście po nią sięgnął. Rocky w tym czasie zdążył wybiec z łazienki. Przy jego łóżku stała butla Pepsi. Wziął ją. W tym czasie Ross wyszedł z łazienki i zaczął iść w jego stronę bruneta. Nie zauważyli nawet kiedy Riker opuścił pokój.
-to jest fair? To ma być fair. Jesteś nie fair –powiedział zakładając ręce
-zaraz będzie bardziej nie fair –odparł brunet wyjmując zza pleców butlę i odkręcając ją. Na jego twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. Do siedemnastolatka po chwili dotarło, co za chwilę się wydarzy. Bez zastanowienia wybiegł z pokoju i wbiegł do dziewczyn. A właściwie do Olivii, która jako jedyna tam była. Zamknął drzwi na klucz i oparł się o nie. Liv krzyknęła.
-to jest twoja niezależność przyjacielska? –spytała przerażona
-to nie tak jak myślisz. Uciekałem przed Rocky’m
-dlatego jesteś cały mokry w samych bokserkach?
-tak, oblał mnie
-mhmm…
-pożyczysz mi coś do ubrania?
-chcesz moje ciuchy… weź sobie ręcznik z łazienki
-dzięki… dziękuję –powiedział, po czym wszedł do łazienki i wziął z niej ręcznik. Owinął się nim i usiadł koło Olivii na łóżku. Ta siedziała nieco skrępowana. W końcu miała obok siebie prawie że nagiego blondyna, który miewa różne pomysły -chcesz? Mogę zaśpiewać ci piosenkę... I zatańczyć do niej
-Wolę jednak żebyś tańczył będąc w ubraniu więc możesz mi po prostu zaśpiewać -odparła niepewnie
-Ale bez tańczenia to nie ma sensu. Tylko taniec wyraża moje uczucia przy tej piosence
-O jakiej mówisz?
-I Want You Bad
-Swoim tańcem wyrażasz, że jesteś napaleńcem mającym w głowie przelecenie jakiejś ładnej dziewczyny z widowni?
-Kto powiedział, że myślę wtedy o ładnej dziewczynie z widowni -powiedział mrugając do Olivii
-Proszę, zachowaj dla siebie fakt, o kim wtedy myślisz
-Dobrze, zmieńmy temat... Jak bardzo za mną tęskniłaś?
-Troszkę... Najbardziej za twoją klatą, której dawno nie widziałam -uśmiechnęła się Liv
-Każdy kocha moją klatę -powiedział, na co Olivia się zśmiała
-Co we mnie najbardziej lubisz? -Spytała niepewnie
-No... Na pewno jesteś śliczna, kocham twój uśmiech, zrobiłaś się pewna siebie, co mnie jeszcze bardziej do ciebie pociąga, jesteś mądra, inteligentna, zabawna, trzymasz mnie na dystans
-Lubisz to, że trzymam cię na dystans?
-To też mnie bardziej pociąga
-dobra... Muszę przestać trzymać cię na dystans i zrobić się nieśmiała
-a ty co we mnie najbardziej lubisz? -Spytał dwukrotnie unosząc brwi
-No muszę to przyznać, ale jesteś zabójczo przystojny, seksowny i w ogóle twoje ciało i ten... Ale jesteś zabawny, kochany, umiesz być mądry, spontaniczny... Całuśny
-Jestem całuśny? -Spytał z uśmieszkiem
-Tak
-A dokładniej?
-Nie powiem dokładnej, bo będziemy mieli niechciane rezultaty
-Ale ja nalegam -powiedział pipając ją w nos
-Nie powiem -odparła również pipając go w nos
-Ja to z ciebie wydusze
-Nie wydusisz, nie masz jak. Nijak nie zmusisz mnie do powiedzenia ci tego
-tak ci się tylko wydaje -powiedział, po czym wstał z łóżka, zostawił na nim ręcznik i wziął dziewczynę na ręce
-Co ty robisz? I tak ci się nie uda -zaśmiała się Olivia
-Lubisz zimne prysznice?
-Eeeee... -Siedemnastolatek złowieszczo się uśmiechnął i zaniósł dziewczynę do łazienki -zaczynam się ciebie bać
-Ależ nie masz czego -odparł wchodząc z Livvy na rękach do kabiny prysznicowej. Zasunął nogą drzwiczki i postawił przyjaciółkę tak, że była praktycznie wciśnięta w ścianę. Blondyn stał tak blisko niej. W jedną rękę wziął słuchawkę prysznicową i uniósł ją nad dziewczynę, drugą opierał się ręką o ścianę tuż przy głowie dziewczyny.
-możesz mi powiedzieć albo razem weźmiemy sobie prysznic -tryumfalnie się uśmiechnął
-To sobie bierzmy, lubię prysznice -twarz chłopaka od razu zmieniła się na
-Dobrze, więc bierzemy prysznic -odparł, po czym odkręcił wodę. Zimna ciecz zaczęła oblewać i jego i Olivie. Jemu to dużej różnicy nie robiło. I tak był mokry. Za to dziewczyna była sucha. Założyła tylko ręce i stała cierpliwie unikając wzroku blondyna.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rocky’emu odechciało się stać pod drzwiami i czekać aż Ross wyjdzie. Wiedział, że szybko to nie nastąpi. Poszedł do pokoju założyć spodnie, po czym dołączył do Riker’a, Millie, Ell’a i Rydel, którzy wracali już ze spaceru.
Na spacerze głównie rozmawiali. Większość czasu spędzili na ławce jedząc lody. Riker z Ratliff’em co chwilę kupowali nową porcję. Zrobili „zawody” kto więcej zje. Oczywiście Rydel i Ell dowiedzieli się przy okazji, że Riker i Millie są razem. Nie zdziwiło ich to jakoś specjalnie. Blondynka oczywiście chciała znać wszystkie szczegóły. Para wszystko dokładnie opowiedziała. Spotkali Rocky’ego podczas drogi powrotnej. Postanowili wrócić, bo zaczęło się chmurzyć.
-to wy chodzicie? –spytał brata widząc, jak trzyma się z Millie za rękę
-tak –odpowiedziała uśmiechnięta
-aha –odparł i wzruszył ramionami –szczęścia. Już wracacie?
-zimno się zrobiło… a ty nie z Ross’em? –spytał Riker
-niee…  uciekł do pokoju Olivii, bo chciałem go obrać Pepsi… pewnie już sobie zagospodarowali czas… czyli wracamy?
-tak, a niby gdzie idziemy?
-dobra, nic już nie mówię
____________________________________________
Olivia powoli zaczynała się trząść. Jej bluzka z krótkim rękawkiem przykleiła się do ciała i zaczęła prześwitywać. Ross widział dokładnie jej stanik. Właściwie przez większość czasu nie spuszczał wzroku z jej dekoltu. Po chwili się odezwał
-poważnie? Nie jest ci zimno? –spytał wciąż trzymając prysznic, z którego lała się zimna woda
-może troszkę…
-twoje cierpienia mogą się skończyć… tylko powiedz –uśmiechnął się
-co ci tak na tym zależy? Przyjaźnimy się. Nic z tego nie będzie
-oj tam, kiedyś będzie… powiedz mi –powiedział przybliżając się jeszcze bardziej do dziewczyny. Prawie sam ją przyciskał ciałem do ściany
-dobrze no… jesteś całuśny w sensie, że czasami mam ochotę się no… na ciebie rzucić i cię pocałować –odparła lekko skrępowana
-przecież wiesz, że chętnie spełnię twoje… że tak to nazwę oczekiwania… nawet teraz –powiedział, po czym zaczął przybliżać usta do jej.


Heeej!!! Nawet nie wiecie jak się cieszę, że wreszcie udało mi się napisać ten rozdział! Miałam napisane od dwóch tygodni 121 słów i nie mogłam się zabrać żeby dokończyć. I w końcu wczoraj podczas xFactora udało mi się ;D i ostatnie 200 słów dopisałam dzisiaj. Cały czas waham się, co do tego prysznica xD ale raz się żyje... piszcie co sądzicie ;) i mam nadzieję, że nie będę musiała kazać Wam czekać na następny rozdział tak długo
i piosenka jeszcze
 ~Gosia

wtorek, 14 maja 2013

44."Here we go back, this is the moment; Tonight is the night, we’ll fight 'til it’s over; So we put our hands up like the ceiling can’t hold us"



Riker odkąd się obudził około 5 rano zaczął nerwowo chodzić po pokoju usiłując znaleźć wyjaśnienie, jakim cudem auto znalazło się w bagnie. Chodził w kółko, gadając pod nosem… kilka razy Rocky prosił go o przestanie, bo chciałby jeszcze pospać jednak najstarszy nie słuchał. Brunet nie mogący ponownie zasnąć wziął pierwszą, lepszą książkę i zaczął ją czytać.
-Rocky, czy ty czytasz? Wszystko dobrze? –spytał blondyn
-nie, nie mogę spać. Wiesz może dlaczego? –odparł z wyrzutem
Po ponad godzinie główkowania uznał, że nie da się tego logicznie wyjaśnić i chyba będzie musiał powiedzieć prawdę tym bardziej, że rodzice mają przyjść około 7 by odebrać auto. Muszą wziąć Ryland’a, pojechać odebrać Ross’a, a potem oddać auto i udać się na lotnisko. Osiemnastolatek widząc, że brat wreszcie usiadł na łóżku odłożył książkę, położył się i zamknął oczy. Po chwili jego radość z próby ponownego zaśnięcia prysła. Usłyszał jak dzwoni jakiś telefon.
-kto musi dzwonić o tej zacnej godzinie –powiedział wkurzony
-to tylko Ross –uśmiechnął się Ryland sięgając po telefon –co tam bracie? A u nas nic. Czemu nie śpisz? Rodzice dopiero za godzinę będą u nas więc spokojnie możesz iść jeszcze spać, tym bardziej, że mogą mieć małe problemy z autem. […] dobra, do zobaczenia
-dziękuję, skończyłeś? –najmłodszy przytaknął –dobrze, pozwólcie mi się przespać przez tą godzinę –dodał, po czym znów zamknął oczy.
Po około 10 minutach zaczął dzwonić budzik. Zdenerwowany Rocky wstał z łóżka, wziął iPhona Riker’a, w którym dzwonił budzik, otworzył drzwi od pokoju, wyrzucił telefon, zamknął je i udał się z powrotem do łóżka.
-mój iPhone! –wykrzyknął Riker wygrzebując się w pośpiechu z łóżka i biegnąc na korytarz po telefon –jak dobrze, że nic ci nie jest. Może twój mam gdzieś wyrzucić? Najlepiej może spłukać w kiblu? –zwrócił się do młodszego brata
-przepraszam bardzo, że nie mogę spać od godziny. To tylko i wyłącznie twoja wina, bo zachciało ci się łazić i główkować. To się wymyśla spontanicznie. I dlaczego budzik dzwoni piętnaście po 6, a nie o 7? –wypalił zdenerwowany brunet
-bo o 7 będą rodzice i mamy być gotowi
-dobra, ale ja pierwszy idę do łazienki. Muszę się obudzić
-jak ci ma pomóc bycie pierwszym w łazience w obudzeniu się? –zdziwił się lekko Ratliff, który zaczął wygrzebywać się z łóżka
- ja już mam swoje sposoby –odparł dwukrotnie unosząc brwi, na co blondyn spojrzał się na niego dziwnym wzrokiem –to znaczy ten… wezmę prysznic oczywiście –uśmiechnął się kłopotliwie –nie wiem co ty sobie pomyślałeś… to ja już ten… -powiedział udając się do łazienki
-tylko po sobie posprzątaj –wtrącił Riker
-coo? -wystawił głowę zza drzwi osiemnastolatek
-Rocky, dobrze wiemy jak chcesz się rozbudzić. Spoko, masz swoje potrzeby, rozumiem, ale posprzątaj po sobie lub zrób to tak, żeby nie trzeba było sprzątać, bo to będzie ciekawe do tłumaczenia jak rodzice zobaczą...
-masz na myśli wodę spod prysznica? Jak ja mam się myć żeby nie było widać wody?
-ty już dobrze wiesz o co mi chodzi... Z resztą nie wnikam i nawet nie chcę próbować -zaśmiał się najstarszy, na co brunet zrobił wielkie oczy i z powrotem zamknął się w łazience
Chwilę po 7 do pokoju zawitali rodzice. Wszyscy chłopcy byli już uszykowani. Przywitali się, chwilę posiedzieli. W końcu musieli jednak przejść do tematu samochodu.
-no synu, gdzie masz kluczyki? –spytał Mark
-noo będzie ciekawie –zaśmiał się Rocky rozsiadając się wygodnie na kanapie
-kluczyki zostały w aucie... -powiedział po cichu blondyn
-czy ty nie wiesz, że nie można zostawiać auta z kluczykami w środku? Masz prawo od chyba 3 lat, a jeszcze się nie nauczyłeś? -zdenerwował się lekko ojciec -w takim razie chodźmy na parking sprawdzić, czy nikt go nie ukradł
-możesz go nie znaleźć na parkingu...
-aha, czyli jednak ktoś go ukradł
-niee, nikt go nie ukradł
-w takim razie gdzie jest?
-wiesz co, może zadzoń po taksówkę -odparł blondyn podając tacie telefon
Po mnie Mark'a było widać, że jednak woli nie wiedzieć co stało się z autem. Przyjechała taksówka, którą Riker, Stormie, Ryland i Mark pojechali na miejsce zdarzenia.
W środku jakiegoś lasu, blisko 20km od szkoły, w jakimś błocie spoczywał do połowy zanurzony samochód marki Toyota. Rodzice zaniemówili, a najmłodszy wybuchł śmiechem, jednak po złym spojrzeniu taty uciszył się.
-dobrze... Dobrze. Powiedz mi tylko jak my mamy to wytłumaczyć w wypożyczalni. Nie był chyba ubezpieczony na utonięcie w bagnie! -wykrzyknął Mark
-nie wiem... Mogę iść powiedzieć prawdę albo wykorzystamy Ross'a i jego urok osobisty -odparł Riker
-skąd ty mi tu weźmiesz Ross'a? Wypisy są od południa.
-weźmy Rocky'ego -zaproponował Ryland -bo mój urok osobisty raczej nie działa na starsze kobiety
-Riker nabroił, niech Riker odkręca -wtrąciła Stormie
-ale ja nie mogę nikogo bajerować moim urokiem osobistym, bo mam dziewczynę -uśmiechnął się blondyn
*dwie godziny później w wypożyczalni na lotnisku*
-powodzenia Rocky, dasz radę. Pamiętaj, że to od ciebie zależą nasze dalsze losy -powiedziała Stormie do syna klepiąc go po ramieniu.
Brunet niechętnie wszedł, a pozostali rozsiedli się w poczekalni. Kobieta siedząca za biurkiem pozytywnie go zaskoczyła. Nie była to jakaś stara osoba bliska emerytury tylko około dwudziestoma pięcio latka. Blond włosy związane w kok, biała bluzka, a niej szara marynarka. Tak mniej więcej wyglądała kobieta.
-dzień dobry... Powiem szczerze, że spodziewałem się jakiejś starszej kobiety tutaj -zaczął Rocky
-hah czy to znaczy, że jestem za młoda? -zaśmiała się kobieta
-nie, wręcz przeciwnie -uśmiechnął się -jestem Rocky, nie lubię jak się do mnie mówi pan czy jakoś tak, bo dopiero skończyłem osiemnastke więc jakby pani mogła mówić na ty, byłbym bardzo wdzięczny
-tak, nie ma problemu, ja jestem Linda, miło cię poznać -uśmiechnęła się kobieta podając mu rękę. -co cię tu sprowadza?
-masz chłopaka? Męża? Może jesteś wdową?
-jestem singielką, niedawno zerwałam z chłopakiem... Dlaczego pytasz?
-a nic, tak z ciekawości... Przyszedłem w sprawie oddania auta...
-dobrze... Poproszę dowód i kluczyki od niego
-i właśnie z tym może być problem -uśmiechnął się kłopotliwie osiemnastolatek i zaczął wyjaśniać całą sytuację
Kobieta wybuchła krzykiem, że mają poważne kłopoty i będą musieli zapłacić za samochód. Rocky jednak nie poddawał się i próbował dalej
-chcesz poznać Ross'a Lynch?
-niee... Kto to?
-taki blondyn z serialu... A może masz w rodzinie kogoś, kto go lubi? Albo może zespół R5?
-moja siostrzenica ich uwielbia! Dlaczego pytasz?
-tak się składa, że jestem z zespołu, za drzwiami są moi dwaj bracia, jeden z zespołu, drugi manager, potem jeden zostaje dzisiaj odebrany ze szpitala, drugi ma złamaną nogę... Więc dla dobra zespołu potrzebujemy uniewinnienia i drugiego auta, a obiecuje ci, że spotkamy się prywatnie z twoją siostrzenicą
-czy ty myślisz, że uwierzę w twoje bajeczki?
-mam dowód osobisty, mogę pokazać -powiedział i zaczął grzebać po kieszeniach -mama ma mój dowód osobisty, chwila. Ja po niego pójdę, a pani może poszukać w internecie i zobaczyć, że jestem prawdziwy
Po chwili chłopak wrócił z dowodem osobistym w ręce.
-widzisz? Rocky Lynch urodzony 1.11.1994. Pod nikogo się nie podszywam? To jak... Spotkanie z siostrzenicą i wymarzesz jakoś to auto z komputera żeby o nim zapomnieli? -spytał dwukrotnie unosząc brwi
-spotkanie z nią nie wystarczy. Ja wiem, że jesteś ode mnie młodszy... Ale jedno spotkanie... Na kawę. Zgadzasz się?
-rodzice nie poniosą konsekwencji i nie będą musieli płacić nawet za wynajem? -kobieta przytaknęła -stoi
-tylko bądź jeszcze tak miły i zostaw mi swój adres z numerem telefonu
-a tak, pewnie
W końcu Rocky wyszedł z pomieszczenia z tryumfalnym uśmiechem
-kto jest najlepszym synem na świecie jak nie ja? Oczekuję czegoś w zamian... I już nawet wiem czego
-może najpierw nam powiesz co dokładnie załatwiłeś -odparł Mark
-nie zrobiłem nic wielkiego. Jedyne co musimy zrobić to iść na spotkanie z jej siostrzenicą. To tyle -powiedział z satysfakcją
-Dobrze... Co chcesz w nagrodę?
-Samochód. Jak wrócimy to chcę mieć samochód
-Nie przesadzasz aby przypadkiem?
-Niee? Dzięki mnie nie musicie płacić za auto, którego i tak byście nie mogli używać
-Niczego ci nie mogę obiecać. Pomyślimy, ale nie rób sobie zbyt dużych nadziei
-Tak, tak, jak zwykle zresztą -odparł lekko rozczarowany
~~~~~~~~~~~~~~~
W tym samym czasie Ratliff udał się z dziewczynami do szkoły. Niedługo się jednak widzieli, ponieważ są w innych grupach. Przez całą krótką drogę do szkoły Olivia i Rydel próbowały z Millie wydusić co się da, a krótko mówiąc nie udało się nic. W końcu zmieniły temat na dzisiejszy powrót Ross'a. Olivia się nie odzywała, bo sama nie wiedziała co o tym myśleć, jak się z nim przywitać... Nadchodziły ją setki myśli.
____________________
Mark i Stormie odwieźli Rocky'ego i Riker'a do szkoły po czym razem z najmłodszym synem udali się do szpitala odebrać Ross'a. Około godziny 14 byli już w akademiku. Poszli do pani dyrektor, potem do nauczycieli. Ross ma do końca tygodnia zwolnienie z lekcji i w tym też czasie nie ma się obijać tylko nadrabiać zaległości. Pouczyć się żeby zaliczyć zaległe sprawdzany oraz napisać te nadchodzące w przyszłym tygodniu. W końcu rodzice i Ryland się z nim pożegnali i został sam w pokoju. To było oczywiste, że nie zabierze się do nauki. Siadł do laptopa i zaczął grać w grę słuchając muzyki. Czas szybko minął. Nim się obejrzał wrócili bracia z zajęć. Na początku nie zwrócili na niego szczególnej uwagi. Prawdę mówiąc musiał wtrącić w ich rozmowę żeby go zauważyli. Gdy tak się stało powiedzieli mu cześć. Riker oświadczył mu również, że ma iść do dziewczyn pożyczyć zeszyty, bo rodzice rozmawiali z nim jeszcze przed wylotem.
-Także pamiętaj. Jeśli myślisz, że będziesz się obijał przez ten czas to jesteś błędzie. Na czas naszej obecności będziemy ci zabierać elektryczności... Łącznie z tym nowym iPadem, który ci mieliśmy przekazać od rodziców bo zapomnieli. -Powiedział Riker
-Czemu tylko ja dostałem iPada? -Zdziwił się najmłodszy
-Bo my już mamy. W każdym razie teraz idź po zeszyty
-Jesteś okrutny. Dopiero wróciłem ze szpitala, a ty mi każesz się od razu uczyć i zbierasz elektryczności.
-Tak Ross, bo mówi się opuściłeś w nauce i jak tak dalej pójdzie, będziesz zagrożony. Idź po zeszyty i lekcje
-a dlaczego od was nie mogę się dowiedzieć i odpisać? -wciąż wypytywał blondyn
-Poważne? Chcesz zeszyty od nas? -Wtrącił Rocky
-Nieważne -odparł po czym wszedł i udał się do dziewczyn.

Heeej! Wreszcie skończyłam ten rozdział :) męczyłam się nad nim przez półtora tygodnia dopisując czasami zdanie na dzień :| jest taki jakiś o niczym... i nie chce mi się go czytać po raz kolejny żeby posprawdzać błędy... piszcie co sądzicie i nie wiem co tu jeszcze napisać... lecę uczyć się biologii xD następny rozdział pewnie jakoś w przyszłym tygodniu, a przynajmniej postaram się dodać w przyszłym tygodniu ;)
jeszcze moja kochana piosenka ;p
~Gosia

sobota, 4 maja 2013

43."Boy it's now or never; Time we get together; Been a long time coming, now I need that loving"

Po około 3 godzinach rodzice dali Ross'owi spokój. Zostawili go samego po czym udali się do szkoły, w której uczą się dzieci. Postanowili odwiedzić każdego z nauczycieli z osobna. Dowiedzieli się od samej pani dyrektor, że po tym roku zamierza odejść na emeryturę. Powodem są właśnie Lynch'owie razem z Ratliff'em, a w szczególności najmłodszy z chłopców - Ross. Pozostali nie byli idealni, Rocky i Ell nabroili równie dużo, jednak zachowanie najmłodszego bardzo ich zdziwiło. Nie był nigdy idealny, ale na pewno mniej broił niż w szkole.
Po wizycie u nauczycieli Stormie i Mark udali się zobaczyć z pozostałymi dziećmi.
__________________________________________
Młodzież zdążyła wrócić z miasta. Siedzieli na kanapie, jedli chipsy i paluszki połączone z truskawkami, czereśniami popijanymi Coca Colą. Kończyli również niedawno zakupione lody. Na podłodze były porozrzucane opakowania po przekąskach, które zdążyli już spożyć. Rodzice weszli do pokoju niespodziewanie. Na widok bałaganu zrobili wielkie oczy. Początkowo nastolatkowie nie zauważyli towarzystwa dorosłych. W pewnym momencie Rocky chcąc coś sprawdzić w telefonie wstał z kanapy i udał się po niego. Leżał na biurku. Sięgnął go, odwrócił się w stronę drzwi, podniósł wzrok i powiedział „o, cześć mamo i tato” po czym spuścił wzrok na ekran.
-mama, tata?! –zorientował się po chwili , odłożył telefon i rzucił się na rodziców z uściskiem. W jego ślady poszła reszta dzieci Lynch’ów. Ell razem z Liv i Millie po prostu się przywitali.
-no, muszę wam powiedzieć, że jesteście bardzo spostrzegawczy –zaśmiała się Stormie
-ale… no wiemy –zaśmiała się Rydel przytulając mamę
-ostatnim razem, gdy tu byliśmy nie mieliście takiego bałaganu… -zauważył Mark
-właśnie… chyba dawno was nikt nie przypilnował… możemy to nadrobić –powiedziała z entuzjazmem kobieta
-ale mamo –zaśmiał się ironicznie Rocky –chyba nie poświęcimy czasu, który moglibyśmy spędzić z wami na sprzątanie naszego pokoju
-Rocky, możecie sprzątać, a my będziemy wam mówić, co jest jeszcze do sprzątnięcia i sobie przy okazji z wami rozmawiać –uśmiechnęła się kobieta głaskając bruneta po głowie
-to suupeeer –wtrącił z wymuszonym uśmiechem Riker
-ha ha frajerzy, a ja sprzątać nie mogę –zaśmiał się Ratliff
-właśnie Ell, ty nam opowiesz o waszych głupich pomysłach i uściślisz dokładny przebieg tego wypadku
-mhmm… z wielką przyjemnością… ale chciałem iść odwiedzić Ross’a –zaczął wykręcać się zakłopotany
-nie wiem, czy o 19 wpuszczą cię do szpitala –odparł Mark
-jest 17:30
-ale zanim dojedziesz… nawet jakbym miał ciebie podwieźć to dojedziemy tam za co najmniej godzinę, bo o tej porze są korki
-chwila… macie samochód? –wtrącił Riker –skąd?
-wypożyczyliśmy na te trzy dni… w środę wylatujemy więc też oddamy
-mhmm… mógłbym go pożyczyć jutro? –spytał blondyn ojca
-myślę, że tak… ale po co? –spytał zdziwiony mężczyzna
-muszę… muszę gdzieś pojechać... –uśmiechnął się niewinnie. Rodzice spojrzeli się na niego podejrzanie –muszę coś pokazać gdzieś Millie
-umm… no dobrze… o której chcesz?
-o17, po lekcjach
-no dobrze…
-dzięki tato –podszedł i przytulił ojca
-to teraz porządki! –powiedziała Stormie –chłopcy, idźcie pożyczyć od pań sprzątaczek odkurzacz, miotłę, czy co one tam mają
Dziewczyny poszły do siebie, a Stormie przez bite 2 godziny wytykała chłopcom, co mają sprzątnąć. Kazała nawet zrobić młodszemu bratu niespodziankę i posprzątać. Pod łóżkiem blondynka Riker znalazł pełno pogniecionych kartek. Znajdowały się na nich różne rysunki, udane i nie oraz słowa z chwytami na gitarę. Najstarszy wiedział, że nie ładnie grzebać bratu w jego prywatnych rzeczach więc piosenek przejrzał tylko tytuły. „Love me girl”; „Why you hate me so much?”; „Let me do what I’m waiting for” *na co?* pomyślał sobie Riker, a różne myśli przyleciały mu do głowy dlatego też szybko przeszedł do kolejnej piosenki. Żadna nie była skończona. Każda miała zaledwie po kilka linijek. Może dlatego, że Ross nigdy nie był za dobry w pisaniu tekstów. Rysunki jednak były świetne. Na większości była ta sama dziewczyna, na pozostałych głównie… nieokreślone coś… jakieś wzorki, różne cosie… które tworzyły coś pięknego. Po chwili przeglądania odłożył je z powrotem na miejsce - pod łóżko.
Chwilę przed 22 zakończyli sprzątanie więc rodzice ich opuścili. Pozwolili nawet zostać Ryland'owi na noc.
Następny dzień mijał szybko. Ross spędził go po części na krótkim flircie z pielęgniarką, siedzeniem z rodzicami i badaniami. Młodzież natomiast każdą dłuższą przerwę spędzała z Ryland'em. Po południu Mark i Stormie znów odwiedzili nastolatków. Ross nazajutrz opuszcza szpital. Jutro po południu oni również wracają do L.A.
-to wy sobie tu posiedźcie, a ja... Muszę na chwilę wyskoczyć gdzieś z Millie -powiedział Riker wychodząc z pokoju
-dobrze, tylko nie wróć za późno -rzucił Mark na pożegnanie syna
Chłopak zawitał też do pokoju dziewczyn.
-Millie, jesteś gotowa?
-tak, już idę -powiedziała uśmiechnięta
-gdzież to się wybieracie? -spytała Stormie
na spacer... Samochodem -uśmiechnął się Riker z zakłopotaniem
-dobrze... Dziewczyny mi wszystko powiedzą –powiedziała, na co Rydel z Olivią się zaśmiały
Para opuściła budynek i udała się do auta stojącego na parkingu pod szkołą. Riker oczywiście otworzył Millie drzwi do pojazdu. Po chwili już jechali.
-too... Dokąd jedziemy? -spytała Millie z podekscytowaniem
-zobaczysz -uśmiechnął się tajemniczo blondyn -na piknik
-masz jedzenie?
-rodzice mi załatwili i jest już w bagażniku -powiedział i włączył muzykę. Słuchali nic innego jak piosenek R5
________________________
-to jak, wtajemniczycie mnie trochę dokąd się wybierają? -spytała Stormie dziewczyny
-same dokładnie nie wiemy... Po prostu gdzieś idą -odparła Rydel
-Olivia, kochanie, może chciałabyś opowiedzieć trochę co się stało między tobą, a Ross'em? Tak ładnie razem wyglądaliście w Sylwestra... Wyraźnie go to zerwanie dotknęło, on cię bardzo lubi -zwróciła się kobieta do młodszej
-no wiem proszę pani... Ale nie tak łatwo jest komuś zaufać po tym, jak całował się z przyjaciółką -lekko posmutniała
-oh, to ja nie wiedziałam... Ross całował się z kimś innym?
-dwa razy... I tak mi trochę... Ciężko mu znowu zaufać... To niby nic takiego, ale przez taki mały incydent... W ogóle to muszę pani powiedzieć, że ja z nim chodziłam dla jego przyjemności... Ale teraz, jak go nie ma to za nim tęsknię i potrzebuję jego obecności i... To jest ciężkie -westchnęła
-kochanie, nie będę cię przecież zmuszała do chodzenia z moim synem -uśmiechnęła się kobieta -ale musisz przemyśleć dlaczego tak czujesz...
-wiem, wiem. Wszyscy mi to mówią... I myślę, ale nie dochodzę do żadnych wniosków
-nie śpiesz się z tym, bo nikt cię nie goni
-Ross mnie goni… w pewnym sensie… ale ma pani rację. Dziękuje -powiedziała Olivia i przytuliła się do kobiety
~~~~~~~~~~~~~~~
W tym czasie Riker i Millie dojechali na miejsce. Była to zaciszna polana otoczona lasem dookoła. Z dala od życia codziennego, problemowej rzeczywistości... Wreszcie mogli pobyć sami. Blondyn rozłożył koc, wyjął koszyk, później z niego jedzenie. Siedli i rozpoczęli rozmowę. Tematy im się urywały. Tak długo rozmawiali, że nie zauważyli, że zaczyna się ściemniać. Millie usłyszała dźwięk telefonu dobiegający z samochodu. Ruszyła, by odebrać. Była to Rydel mówiąca żeby wracali, bo rodzice muszą jechać do hotelu. Dochodziła 21.
-niechętnie powiem, że musimy się zbierać –zwróciła się do chłopaka
-ehh... Jak mus to mus -odparł i zaczął wszystko zbierać. Dziewczyna mu pomogła. Po chwili jechali już przez las. Riker zmienił jednak drogę i pojechał inną ścieżką. Rozmowa znów ciągnęła się do pewnego momentu... Nagle samochód się zatrzymał i nie chciał dalej ruszyć. Riker natarczywie wciskał pedał, nic to jednak nie dało. Postanowił zobaczyć do silnika. Otworzył drzwi i wyciągnął jedną z nóg z auta. Chciał postawić ją na ziemi jednak wydała mu się ona dziwne miękka. Samochód wjechał w bagno.
-Umm... Millie... Mamy problem
-co? Co się stało?
-wyjrzyj przez okno -dziewczyna wykonała polecenie. Gdy ujrzała, że samochód stoi w jakimś bagnie i w dodatku z każdą chwilą się zapada spanikowała
-spokojnie, nie utoniemy. Wyjdziemy stąd -zaczął uspokajać przyjaciółkę.
Przez okno wyszedł z samochodu, wspiął się na jego dach i ruszył w stronę Millie. Poprosił ją by również wydostała się z pojazdu. Udało jej się. Po chwili znajdowała się na dachu obok blondyna.
-okej... Teraz tylko trzeba stąd jakoś zejść... O, wiem -powiedział Riker. Kawałek od samochodu, w bagnie znajdowała się kłoda. Chłopak bez wahania przeszedł na nią. Oddalona była o około metr. Wystarczył szerszy krok. Dla Millie było to problemem, ponieważ miała dość krótką spódniczkę oraz buty na koturnie.
-chodź, podaj mi rękę -powiedział Riker wyciągając do niej dłoń
-ale ja się boję... Nie chcę wpaść do tego błocka -odparła lekko przestraszona, podając mu rękę
-nie wpadniesz, przecież cię... -urwał w tym miejscu ponieważ ręka Millie wyślizgnęła się mu z ręki przez co dziewczyna momentalnie wpadła w błoto -trzymam -dokończył po chwili podaj rękę... -tym razem udało mu się sprowadzić brunetkę na kłodę. Była cała brudna.
Blondyn sprowadził ją na twardy ląd. Przyciągnął do siebie, otarł błoto z policzka i delikatnie musnął wargi dziewczyny. Ta momentalnie się uśmiechnęła, założyła mu ręce na szyję i zaczęli  pocałunek. Z coraz większą namiętnością oddawali się mu. Dopiero po chwili dziewczyna przerwała.
-dziękuję ci -powiedziała z uśmiechem na twarzy
-za co?
-gdybym nie wpadła do błota pewnie by się to nie stało
-w takim razie nie ma za co -zaśmiał się -a teraz... Jak wrócimy do domu? I co z samochodem?
-umm... Może zadzwońmy po taksówkę -zaproponowała brunetka
Tak też chłopak zrobił. Taksówka była po około 15 minutach. Z powrotem do akademika dotarli blisko 22. Rodziców już nie było. Para rozeszła się do pokojów.
-co ty taka brudna i wesoła? -spytała zdziwiona Olivia na widok uśmiechniętej przyjaciółki
-a tak po prostu
-czemu jesteś w jakimś błocie? I czy to nie jest nowa bluzka?
-owszem, jest -odpowiadała wciąż z zadowoleniem
-dobrze się czujesz?
-nawet nie wiesz jak dobrze -powiedziała po czym udała się do łazienki. Rydel i Olivia wymieniły się zdziwionymi spojrzeniami po czym wróciły do poprzednich zajęć.
__________________________________________________
-Riker, czemu jesteś w błocie? –spytał Rocky, gdy tylko brat wszedł do pokoju
-mieliśmy mały wypadek… utopiliśmy auto w bagnie –powiedział skrępowany
-haha a to niby ja jestem nieodpowiedzialny… w życiu bym nie utopił auta… między innymi dlatego, że jestem świetnym kierowcą
-pff na pewno nie jesteś lepszy ode mnie –odparł blondyn
-ja jakoś nigdy nie UTOPIŁEM AUTA –powiedział młodszy
-ale mam prawo jazdy, to chyba coś –w tym momencie przerwał Ratliff
-chłopcy, chłopcy! Po co te kłótnie! przecież to kompletnie bez sensu
-masz rację –powiedział Riker
-przecież to ja tu jestem najlepszym kierowcą i wszyscy o tym wiedzą
-zgadza się… co?
-tak, jestem najlepszym kierowcą
-nie możesz jeździć – wtrącił Rocky
-ale ogólnie to jestem
-przestańcie tą kłótnię! –wtrącił się w końcu Ryland, który został na jeszcze jedną noc –ja tu jestem najlepszym kierowcą i koniec dyskusji
-ty nie masz jeszcze prawka –odparł młodszy brunet
-no więc właśnie. Na tym zdumiewającym fakcie kończymy tą dyskusję
Chłopcy wymienili się jeszcze paroma dogryzkami. W końcu jednak Riker poszedł się umyć, bo ciało od błota zaczęło go swędzieć i na tym zakończyła się dyskusja. Prawie…
-hehehe Riker ma owsiki –zaśmiał się Rocky na widok drapiącego się brata
-oczywiście, że tak Rocky. Swędziałoby mnie od owsików, które grasują w jelitach. Z pewnością był poczuł
-no to kleszcze… wszy… nie wiem! Jakieś robale grasujące w błocie
-mhmm… -zignorował młodszego brata i udał się wreszcie do łazienki.

Hej! I mniej więcej w ten sposób robię z siebie idiotkę :| jeszcze wczoraj byłam pewna, że tego rozdziału nie dokończę przez najbliższy tydzień. Dzisiaj pojechałam do dziadka, nudziło mi się i oto rozdział! Dziwny jakiś wyszedł... Ale opinia należy już do Was. Mimo to rozdziały będę dodawać mniej regularnie, bo jak wczoraj wspomniałam zaczęła się walka o oceny... Nie wiem co tu jeszcze napisać... Bardzo mało Ross'a jest w tym rozdziale, ale mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko, bo to w końcu opowiadanie o R5 ;) i mam wrażenie, że w opisywaniu pocałunków jestem beznadziejna >__<
Jeszcze piosenka :)
~Gosia