poniedziałek, 7 kwietnia 2014

68. Nice to see you again!

Pozostała część dnia minęła już spokojnie. Przyjaciele po lekcjach wybrali się na pizzę. Nie obyło się oczywiście bez wygłupów z chłopcami w roli głównej. Do akademika wrócili po 21 i z uwagi na następny dzień udali się do swoich pokoi.
Czwartek spędzili głównie na planowaniu niedzieli, którą mają spędzić w lunaparku razem z Jade. Poświęcili na to większą część przerwy obiadowej oraz kilka krótszych. Ross natomiast w ogóle się nie udzielał, ponieważ z obawy na spotkanie Patrick'a nawet nie poszedł do szkoły. Wyszedł natomiast na miasto załatwić "kilka spraw".
Przenieśmy się może do piątku. Tego dnia siedemnastolatek już udał się do szkoły. Zajmijmy się jednak wydarzeniami po lekcyjnymi.
*Ratliff*
Chłopak udał się na lotnisko i z niecierpliwością wypatrywał Kelly, której samolot właśnie wylądował. Przeglądał się po terminalu i w oczy rzuciła mu się dziewczyna stojąca tyłem. Miała brązowe włosy kawałek za ramiona. Ellington podbiegł do niej od tyłu krzycząc "Kellyyyy!" i mocno przytulił.
-Ekhem! -Usłyszał nagle za plecami
-Kelly? -Odwrócił się z przerażeniem widząc za sobą "poszukiwaną" -to kim jest -zaczął wskazując na osobę, na którą przed chwilą się rzucił. Ku jego oczom ukazał się mężczyzna z zarostem, który do niego zadziornie się uśmiechnął i mrugnął, po czym odszedł. -Kellyyyy -przytulił ją, po czym chciał pocałować, jednakże ta cmoknęła go jedynie lekko w usta
-Cześć -powiedziała krótko
-Poważnie? Ponad pół roku się nie widzieliśmy, a ty witasz mnie w sposób krótkiego cmoknięcia w usta i mówiąc cześć -powiedział smutno
-A zasłużyłeś na więcej? -Spytała unosząc brwi –A poza tym… kto to był? –dodała wskazując w stronę odchodzącego mężczyzny
-Byłem święcie przekonany, że ty –odparł niepewnie
-Pomyliłeś mnie z mężczyzną –powiedziała z wyrzutem
-Ale te włosy… bardzo podobne –ciągnął próbując wybrnąć z kłopotliwej sytuacji
-Przefarbowałam się ostatnio. Daltonizm dokucza? A poza tym nawet jeśli masz problem z odróżnieniem koloru, który jednak się trochę różni od poprzedniego, mam jeszcze ombre
-Nie chwaliłaś się ostatnio żadnymi zdjęciami… Dobra… słuchaj, przepraszam cię po raz kolejny, tym razem nie przez telefon -zaczął patrząc dziewczynie w oczy -nic mnie nie łączy z Rydel. To był głupi błąd, upiłem się i nie miałem pojęcia co robię. Na trzeźwo nigdy by mi nawet coś takiego przez myśl nie przeszło. A to... Nie mam pojęcia jak to się stało. Kelly, kocham tylko ciebie i nikt nigdy nie będzie dla mnie znaczył tyle co ty -na te słowa dziewczyna się uśmiechnęła -dostanę teraz większe buzi? -Spytał robiąc proszące oczy -chyba nie powiesz mi, że nie masz na to ochoty, i że wcale się nie stęskniłaś
-Oczywiście, że nie powiem, bo bym kłamała. No chodź tu -odparła, po czym obdarzyła chłopaka namiętnym pocałunkiem
-Tak już lepiej -powiedział z entuzjazmem -to teraz możemy iść -dodał biorąc do jednej z rąk walizkę dziewczyny, a za drugą złapał jej dłoń
*Riker i Rydel*
Rodzeństwo krążyło po mieście nie wiedząc dokąd pójść. Propozycji było wiele, jednakże żadna nie zadowalała obojga na raz. Ostatecznie zgodzili się, żeby pójść na zakupy do centrum handlowego. Tam natomiast nie obyło się bez delikatnych kłótni o to, do którego sklepu mają iść. W końcu Riker ustąpił, że najpierw mogą iść do Forever 21, jednego z ulubionych Rydel. Blondynowi nie chciało się czekać, aż siostra skończy wybieranie ciuchów, ponieważ zwykle zajmuje jej to około godziny. Postanowił przejść się do Hollister'a oraz kilku innych sklepów. Oczywiście spotkał przy okazji kilkoro fanów, którym poświęcił chwilę czasu, na krótką rozmowę oraz zdjęcia.
Wyglądając przez okno w jednym ze nich ujrzał wielki billboard. Za tydzień w sobotę odbędzie się mecz hokeja Colorado Avalanche vs. New York Rangers. Bez wahania zaczął rozglądać się, gdzie może kupić bilety. Uznał, że najlepszym miejscem do tego będą kasy stadionowe. W pośpiechu udał się po Rydel i nie dając jej dokończyć wybierania ubrań wyciągnął ją ze sklepu.
-Możesz mi powiedzieć, co jest tak ważne, że nie mogę dokończyć wybierać w spokoju?
-Meecz! –wykrzyknął blondyn wciąż ciągnąc siostrę za rękę
-Co za mecz? Riker! Przestań mnie wreszcie ciągnąć, umiem sama iść –powiedziała zdenerwowana Delly
-Colorado Avalanche gra mecz tutaj –odparł już spokojniej puszczając rękę młodszej
-I to jest ten powód? Poważnie? Przecież sam też mogłeś iść
-Ale pomyślałem, że… że właściwie to nie wiem. Już przestań marudzić i chodź. Kupimy bilety i wrócimy do sklepu –uśmiechnął się
Tak też rodzeństwo udało się na stadion New York Rangers, gdzie Riker zakupił bilety. Nie tylko dla siebie i Rydel, lecz również dla Rocky’ego, Ross’a, Olivii i Millie. Uznał, że będzie miło jeśli gdzieś wspólnie się wybiorą, ponieważ dawno nie spędzali razem czasu tak poza szkołą lub pokojami.
Po zakupieniu biletów rodzeństwo ponownie udało się do centrum handlowego. Tym razem innego, ponieważ podróż na stadion zajęła im prawie godzinę. W ramach „przeprosin” za to, że Riker wyrwał Rydel ze sklepu nie dając jej dokończyć przymierzać postanowił oceniać jak wygląda w danym ubraniu, a na koniec pomógł jej dokonać ostatecznej decyzji, co ma kupić.
Po skończonych zakupach udali się do akademika. Dotarli tam około 20 i rozeszli się do swoich pokoi. Rydel zastała w swoim nikogo innego, jak Kelly rozmawiającą z Millie
-Kellyyyyyy –wykrzyknęła odkładając torby z zakupami na podłogę. Podeszła do dziewczyny i mocno ją przytuliła –tak strasznie się stęskniłam –uśmiechnęła się –i świetnie ci w tej fryzurze –dodała puszczając dziewczynę z uścisku
-Heeeej Delly –odparła –też się stęskniłam za tobą i w ogóle za wszystkimi. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że mogę spędzić z wami trochę czasu. Plus, że nie musiałam jeszcze zrywać z Ell’em… -uśmiechnęła się
-Słuchaj, przepraszam cię za tamto. Nie miałam pojęcia co robię. Na trzeźwo w życiu bym czegoś takiego nie zrobiła, jesteś moją przyjaciółką –powiedziała Rydel patrząc na Kelly –naprawdę nie chciałam –westchnęła
-Już okej. Nie wracajmy do tego –dziewczyna się lekko uśmiechnęła. Po chwili do pokoju wszedł Ellington
-Oo, już jesteś Ryd, jeszcze tylko Liv i mogę wam złożyć ofertę –uśmiechnął się obejmując Kelly
-Haha, jaką znowu? –zaśmiała się Rydel
-No mówiłem, jak wróci Liv
-Co będzie jak wrócę? –spytała nagle Olivia, która właśnie weszła do pokoju
-O, świetnie, że jesteś. Teraz możecie usiąść –zwrócił się do dziewczyn. Wszystkie cztery wykonały polecenie –właściwie mam do was prośbę. W sumie Kelly, nie musiałaś siadać, bo to dotyczy ciebie. To znaczy… chciałem was prosić, żebyście dały Kel przenocować przez te dwie noce. Jako, że jest tak krótko nie ma sensu, żeby wynajmowała pokój w hotelu i traciła czas na dojazd i wszystko, skoro może być cały czas z nami –uśmiechnął się –to jak?
-Ja nie mam nic przeciwko –zaczęła Rydel
-Ja tak samo –dodała Millie
-Ja też, chętnie cię bliżej poznam –uśmiechnęła się Liv
-Super, dzięki dziewczyny, jesteście świetne –powiedział Ell po kolei przytulając każdą z nich
-Wiemy to Ell, wiemy –powiedziała Millie, na co pozostałe się zaśmiały
-Skromność to podstawa –odparł Ell
-Tak w ogóle, Rydel –zaczęła Kelly –widziałam, że przyniosłaś jakieś torby z zakupami…
-A no tak, byłam z Riker’em –uśmiechnęła się
-To na co czekasz, chodź tu z nimi i nam pokazuj! –powiedziała, na co Rydel wzięła torby i wysypała z nich wszystko na łóżko
-O nieee… to ja was lepiej zostawię z tymi babskimi sprawami –powiedział Ratliff kierując się do wyjścia –potem możecie wpaść do nas czy coś –uśmiechnął się, po czym podszedł do Kelly i cmoknął ją w polik, a następnie opuścił pokój i udał się do siebie.
*wcześniej, Rocky i Millie*
Przyjaciele, jeśli tak już można ich nazwać początkowo siedzieli w pokoju chłopców, gdzie byli właściwie sami. No… prawie. Był tam jeszcze Ross, jednakże jego obecność trudno było zauważyć, ponieważ siedział na kanapie, wpatrywał się w ścianę i znajdował kolejne rzeczy, które może zjeść.
Millie natomiast siedziała na łóżku blondyna, naprzeciwko Rocky’ego, który uparcie usiłował grać na gitarze z jego ręką w gipsie. Oczywiście nie wychodziło mu to i co chwilę się wkurzał.
-Jesteś głupi, to oczywiste, że nie uda ci się normalnie zagrać –przerwała mu wreszcie brunetka
-A co ty tam możesz wiedzieć. To ja tu gram od… od kilku lat, nie chce mi się liczyć, więc mam trochę więcej pojęcia o graniu na gitarze niż ty –odparł wciąż usiłując zagrać Cali Girls
-Ale nie potrzebuję nie wiadomo jak rozbudowanej wiedzy, żeby powiedzieć ci, że nie gra się z ręką w gipsie –powiedziała usiłując wyrwać chłopakowi z gitarę z rąk. Brunet początkowo nie chciał dać za wygraną, jednakże w końcu się poddał nie mogąc dłużej utrzymać jej jedną ręką –Ha! –wykrzyknęła Millie –już sobie nie pograsz –uśmiechnęła się zanosząc gitarę na łóżko Riker’a, żeby Rocky nie miał jej pod ręką
-Ross, gdzie jest twoja gitara? –zawołał młodszego
-Pod łóżkiem –odparł zabierając się za jedzenie truskawek
-Pożyczam –powiedział brunet. Następnie chwycił przedmiot i wyszedł z nim z pokoju wytykając po drodze język do Millie
-No dzięki Ross –powiedziała szesnastolatka z wyrzutem do blondyna wychodząc z pokoju
-You’re welcome! –usłyszała zamykając za sobą drzwi
Od razu udała się do swojego pokoju, w którym zastała Olivię i Rocky’ego kłócących się o gitarę. Blondynka stała na łóżku i ciągnęła za pudło, natomiast brunet ciągnął jedną ręką za gryf.
-Oo, pomogę ci –powiedziała Millie z entuzjazmem stając po stronie Olivii i po chwili Rocky musiał ponownie skapitulować
-Nienawidzę was -powiedział obrażony zakładając ręce
-Nie będziesz grał ze złamaną ręką -odparła Liv
-No widzisz? Może chociaż ją posłuchasz -powiedziała brunetka przybijając high five Olivii
-Lepiej go gdzieś zabierz, niech się czymś zajmie... -zaczęła młodsza -a ja pójdę zajrzeć do Ross'a -dodała, po czym opuściła pokój
-Tak więc chodź -zwróciła się do chłopaka brunetka
-Nie. Ja chcę moją gitarę -odparł z ponurą miną
-Dostaniesz gitarę, jak zdejmą ci gips, a teraz chodź, dla własnego dobra -powiedziała wyciągając rękę w jego stronę
-Dokąd znowu? -spytał bez entuzjazmu
-Na lody... ja stawiam -brunet głupawo się zaśmiał -jednak sam płacisz
-Przepraszam -zaśmiał się -jako chłopak ja stawię -uśmiechnął się podnosząc się z podłogi
Tak więc oboje udali się na lody do pobliskiej kawiarni, a następnie postanowili pojechać do Central Parku. Spacerowali po okolicy wygłupiając się i co chwilę śmiejąc. Nie obyło się również bez przepychanek i prób wepchnięcia siebie nawzajem do stawu. Następnie oboje usiedli na trawie pod drzewem wcześniej kupując po hot-dogu. Siedzieli przez chwilę w ciszy, którą w końcu przerwał Rocky.
-Dzięki, że mnie tu zabrałaś... przynajmniej się trochę oderwałem od mojego ubolewania nad niemożliwością grania... tak trochę nie mogę się z tym pogodzić. Chcę, żeby mi wreszcie zdjęli to cholerstwo i żebym znów mógł grać -westchnął
-Nie ma za co. Plus przepraszam cię jeszcze raz, bo gdyby nie ja, mógłbyś teraz grać.
-Nie przepraszaj mnie już, to też trochę moja wina. Czasu się nie cofnie i już muszę przecierpieć te kilka tygodni -uśmiechnął się -a poza tym nawet ciekawie gra się z ręką w gipsie -dodał, na co dziewczyna się zaśmiała
-Nie wierzę, że to powiem, ale cieszę się, że już nie jesteśmy na etapie nienawidzenia się -zaczęła brunetka -nie myślałam, że kiedyś będę w stanie normalnie z tobą rozmawiać i w ogóle bez tego naszego przekomarzania się
-Szczerze? Ja też nie. Ale też się cieszę. Miło się z tobą spędza czas 
-I nawzajem -odparła, jednak chciała uniknąć kontaktu wzrokowego z osiemnastolatkiem -zbieramy się już? Podobno Kelly miała przyjechać, a chciałam się z nią poznać -dodała przerywając ciszę, która chwilowo zapanowała
-Tak, pewnie -odparł chłopak, po czym oboje ruszyli w drogę powrotną.

Hellooooooo! tak więc wróciłam, właśnie skończyłam ten rozdział... mogłam to zrobić dawno temu, ale nie miałam jakoś weny... bo miałam cały plan i w ogóle, ale nie szło :| plus wkręciłam się w czytanie fanfic'a o The Vamps, nad którym zastanawiam się nad tłumaczeniem, bo wiem, że niektóre osoby tłumaczą angielskie fanfici, a ten jest serio świetny :D ale to jeszcze do przemyślenia. wracając do rozdziału... zbytnio mi się on nie podoba. mam wrażenie, że się pogubiłam, wszystko pomieszałam i w ogóle szkoda gadać... no ale jest. plus najlepsze jest to, że rozdział 69 mam skończony od miesiąca xD tak, postanowiłam sobie przeskoczyć mając wenę na wydarzenia z tamtego >__< w każdym razie piszcie co sądzicie, a następny postaram się dodać w przyszłym tygodniu. potem znowu może być krótki przestój, ale to raczej taki tylko na dwa tygodnie albo krócej ze względu na testy, ale to tam już nieważne. nie będę się dalej rozpisywać. proszę o komentarze jeśli jeszcze o mnie nie zapomnieliście ;)
 ~Gosia

środa, 19 marca 2014

Zakończenie

Nim wpadniecie w panikę
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
tak
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
to koniec
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
pewnej części w opowiadaniu :)
Absolutnie nie kończę tego opowiadania, przynajmniej jeszcze nie przyszedł na to czas.
Ostatnio doszłam do wniosku, że piszę trochę inaczej, pojawiają się różne tematy i w ogóle... no ale bądźmy szczerzy. jest to efektem tego, że nie mam cały czas 14 lat, które miałam, gdy zaczynałam. nie mówię teraz, że uważam się za nie wiadomo jak dorosłą, bo wohoo, 16 mi uderzy w listopadzie. NIE. do tego nie zmierzam. chodzi mi po prostu o to, że trochę się w tym opowiadaniu pozmieniało od mojej pierwszej wizji... trochę to znaczy mega dużo >__< w pierwszej wizji na nie to w ogóle Ross miał być z Millie i bla bla bla. a wyszło jak wyszło. w ogóle w życiu bym nie przypuszczała, że będę pisać do dziś, że ktoś to będzie czytał, że będę miała tyle pomysłów... a obecnie to ciągnę ten II semestr w opowiadaniu od ponad 40 rozdziałów :| no ale co zrobić... wiadomo, że kiedyś ten koniec nadejdzie, ale na razie się na to nie zanosi ;)
Nowy rozdział pojawi się na początku kwietnia. a teraz może dam małą "zapowiedź" i dowiecie się czego możecie się spodziewać dalej.
-pożegnanie Jade
-będą się pojawiać członkowie The Vamps (głównie Bradley, bo taki jest plan, ale o pozostałych nie zapomnę :) )
-specjalny "występ gościnny"
-Ross zmieni status
-dowiecie się co z planami zaręczyn Ratliff'a
-Rydel kogoś pozna
-jak się dalej będzie układać Riker'owi i Millie
-Olivia zdecyduje
-będzie zerwanie
-co dalej z "wahaniami miłosnymi" Rocky'ego
to w sumie by było na tyle... czego najbardziej nie możecie się doczekać? ja w sumie nie mogę się doczekać aż przeczytacie wszystko i dowiecie się wszystkiego. każda z rzeczy jest ciekawa na swój sposób ;)
w takim razie do kwietnia ;*
~Gosia

sobota, 8 marca 2014

67."We worked too damn hard for this just to give it up now"



-Hej Olivia! -Rozległ się czyjś głos na korytarzu. Przyjaciele momentalnie od siebie odskoczyli
-Um Bradley? Co ty tu robisz? -Zdziwiła się dziewczyna
-Miałaś mi dać korki. Umówiliśmy się jakieś 20 minut temu, pomyślałem, że podskoczę do ciebie, czy coś, bo każdemu się może zdarzyć zapomnieć. -Uśmiechnął się
-Nie, nie zapomniałam, po prostu Ross mnie zatrzymał, musieliśmy chwile pogadać.
-Ross? Ross Lynch? Ty nie jesteś gejem? Prawie się całowaliście.
-Haha, o nie. On na pewno nie jest gejem. To co, może pójdziemy już?
-Tak, tak. -Odparł kierując się w stronę pokoju
-Pogadamy później. -Powiedziała do Ross'a, po czym cmoknęła go w polik i ruszyła za brunetem.
Bradley lub też Brad, jak kto woli, jest brunetem o kręconych włosach. Nie są one specjalnie długie, jednakże loki można zobaczyć. Ma około 170cm wzrostu. Jest bardzo miły, przyjacielski i sympatyczny, jednakże również dość ciekawski, i często interesuje się nie swoimi sprawami. Zawsze mówi co myśli i jest szczery, ale umie dobierać słowa tak, by nikogo nimi nie skrzywdzić. Nie brak mu pewności siebie, łatwo zawiera nowe znajomości. Zawsze jest sobą. Gra na gitarze i należy do zespołu The Vamps, jednakże utrzymuje on status "garażowej kapeli". Brunet jest głównym piosenkarzem w zespole. Pisze również piosenki.
*u Bradley'a*
-Czyli Ross nie jest gejem? -Spytał rozkładając książki
-Nie, to tylko gazety tak piszą. -Odparła pewnie
-Szkoda.
-Czekaj, jesteś gejem? Myślałam, że poprosiłeś mnie o korepetycje, bo ci się spodobałam, czy coś... Przypadkiem tak to odebrałam. -Zdziwiła się
-Niee -zaśmiał się -poprosiłem w celach przyjacielskich. Wydałaś mi się sympatyczna... Już od dawna w zasadzie, ale wcześniej nie miałem pomysłu jak się zbliżyć
-Zagadać na przykład -uśmiechnęła się -wydajesz się być pewnym siebie
-No i jestem -odparł z entuzjazmem -ale tak jakoś nie wiedziałem z czym zagadać... Ale wracając, Ross jest twoim chłopakiem?
-Jest, ale... Nie! Nie jest moim chłopakiem. Przyjaźnimy się i wiesz, jesteśmy w parze na tym projekcie i po prostu czasami też się tak wczuwamy za bardzo i w ogóle. A no więc matma, tak? -Starała się wykręcić z tematu
-Ale ty na niego lecisz. -Uśmiechnął się zadziornie
-Jaaa? Coś Ty. Nie leciałam i nie lecę. I raczej nie będę...
-Ta, no jasne. Ale pamiętaj, winny się tłumaczy.
-Tłumaczyć, to ja Ci teraz będę matmę. -Odparła otwierając książkę
-Okej, ja tylko oceniam sytuację. -Odparł, po czym oboje skoncentrowali się na nauce.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ross stał na korytarzu opierając się o ścianę i co jakiś czas spoglądając na schody do góry. Ponownie ogarnęła go słabość. Znowu miał ochotę zapaść się pod ziemię. Nie mógł uwierzyć, w to, na co się zgodził. Jednakże, gdy myślał, co by mogło się stać po opublikowaniu filmiku... Wtedy już by miał większy powód do skoku z dachu. Z drugiej strony przecież on nic takiego nie zrobił. Po prostu stał, a uczucie było prawdopodobnie takie samo, gdyby dziewczyna była na miejscu Patrick'a. Gorzej by było, gdyby on został zmuszony do wykonania owego czynu i to na tamtym geju.
Jeszcze raz rzucił spojrzenie na schody, a następnie pozbierał jeszcze telefon Olivii z podłogi, któremu pękła szybka, udał się do pokoju i ponownie oklapnął na łóżku.
Długo spokoju nie miał, ponieważ około 5 minut później przyszedł Rocky ze swoją ręką w gipsie. Oczywiście brunet jak gdyby nigdy nic wszedł do pomieszczenia rzucając krótkie "siema" do pozostałych i usiadł na swoim łóżku sięgając po gitarę.
-Serio? Zamierzasz na tym grać? -Spytał Ross spoglądając na brata ze zdziwieniem
-No jasne, a co w tym dziwnego -odparł udając, że nie widzi problemu
-Hmm... Nie wiem, może to, że prawą rękę masz w gipsie -powiedział sarkastycznie młodszy
-Ej, o co znowu chodzi? -Spytał Riker przychodząc do zakątka młodszych braci -Rocky, chciałbyś o czymś opowiedzieć?
-Nie ma co opowiadać -uśmiechnął się niewinnie
-Serio? Ja jednak myślę, że do opowiedzenia masz bardzo dużo -powiedział wskazując na rękę -Jak to się stało? Założę się, że że nie miałeś zawiązanych sznurówek.
-Oo, wypraszam sobie. Sznurówki to akurat miałem zawiązane.
- To co się stało? Przecież kaleką nie jesteś, chodzić umiesz. -Kontynuował siadając na łóżku Ross'a
- No raczej, że umiem. Wiesz, nie ja buduję te genialne chodniki.
-Ale przynajmniej powinieneś patrzeć pod nogi.
-Przecież patrzę. -Bronił się osiemnastolatek
-No najwyraźniej nie.
-No bo to te sznurówki... -Westchnął chcąc zakończyć dyskusję
-A nie mówiłem? To przez te twoje idiotyczne pomysły o chodzeniu z rozwiązanymi.
-Tak naprawdę to przecież Ross zawsze chodzi z rozwiązanymi -powiedział wskazując na młodszego brata
-Mnie w to nie mieszajcie. Ja przez nie nic sobie nie złamałem -wtrącił najmłodszy z towarzystwa z oburzeniem
-Co tu się dzieje? - zapytała zdziwiona Millie, która przed chwilą weszła do pokoju.
-Riker daje mi lekcje chodzenia. I uczy jak wiązać sznurówki, żeby się nie przewrócić. -odparł ironicznie Rocky, na co dziewczyna się lekko zaśmiała.
-No jasne Rocky, ktoś musi, bo ciekawe jak teraz będziesz grać. -zdenerwował się najstarszy.
-Ale co, oskarżasz go o to, że złamał nadgarstek? -zapytała zdziwiona brunetka.
-Nie po prostu go ochrzaniam, że w ogóle go złamał.
-Ale wiesz, że to nie jego wina, prawda?
-A czyja niby?
-Moja. -powiedziała, na co blondyn wytrzeszczył oczy.
-Jak to twoja?
-A no bo widzisz, nie chciałam za nim poczekać, a on mnie próbował dogonić i tak wyszło, że się potknął i przewrócił. -wytłumaczyła.
-Aha... -odparł zdziwiony Riker.
-No czyli już wszystko wiesz. Może mnie teraz przeprosisz? - zapytał z wyrzutem Rocky.
-Tak... Przepraszam, że cię ochrzaniłem... Millie, pójdziemy się przejść?
-Właściwie to chętnie, ale jestem w sumie trochę zmęczona. Może jutro?
-Tak, może... -odpowiedział ze sztucznym uśmiechem
- To do zobaczenia. - wspięła się na palce i ucałowała blondyna w policzek, po czym kiwnęła chłopakom na pożegnanie i wyszła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następnego dnia wszyscy udali się do szkoły, łącznie z Ross'em. Dzień przebiegał można powiedzieć, że bardzo miło. Siedemnastolatek kilkakrotnie się nawet uśmiechnął. Wszystko jednakże zaczęło się komplikować podczas przerwy obiadowej. Wszystko i u wszystkich. Zacznijmy może od tego, że cała siódemka wspólnie zasiadła do stołu na stołówce.
-To jedzenie nigdy nie było jakieś rewelacyjne... I na pewno nie dorównywało obiadom domowym... Ale dzisiaj jest wyjątkowo paskudne -zaczął Riker "modląc się" nad swoją zupą -Nie żeby coś, ale chyba się tym nie najem
-Ty zawsze byłeś wybredny odnośnie jedzenia... Dwadzieścia jeden lat i nie lubi pieczarek -powiedziała Rydel
-A rodzice myśleli, że z tego wyrosnę -zaśmiał się głupawo dorosły
-No dobra, co jak co, Riker jest wybredny... Ale to jedzenie dzisiaj jest serio straszne -dołączył się Rocky -jeszcze tylko Ross przytaknie to naprawdę będziemy mogli zacząć myśleć nad skołowanien lepszego posiłku. Wszyscy skierowali wzrok na siedemnastolatka mieszającego swoją zupę.
-Ja tego jadł nie będę -powiedział zdezorientowany -Ja mogę iść do laptopa i ogarnąć najbliższą pizzerię -uśmiechnął się. Wszyscy zgodzili się na pomysł blondyna. Ten nie tracąc czasu wstał od stołu i udał się w stronę akademika.
Gdy zbliżał się do budynku usłyszał głos za swoimi plecami. Głos bardzo dobrze mu znany.
-Gdzie mój Rossiaczek Pysiaczek się wybiera? -Zwrot ten wprawił chłopaka w osłupienie. "o nieee" pomyślał i niepewnie się odwrócił -tak w ogóle pójdę z tobą -był to nie kto inny jak Patrick
-Nie chcę, żebyś szedł ze mną, chcę, żebyś mnie zostawił w spokoju zgodnie z umową -powiedział Ross starając się zachować spokój
-Wiesz... Umowa była taka, że jeśli ci się nie spodoba to dam ci spokój. Przyszedłem się o to dowiedzieć -odparł przejeżdżając palcami po blond końcówkach siedemnastolatka. Chłopak się momentalnie spiął.
-Posłuchaj mnie -zaczął, gdy byli już w budynku przy pokoju Patrick'a -zamierzałem sobie wymazać to okropne zdarzenie z pamięci, jednak ty mi utrudniasz to zadanie. Byłoby o wiele łatwiej gdybyś łaskawie zajął się swoim życiem, a nie moim i zaczął nachodzić chłopaka, który faktycznie jest gejem. Więc weź się łaskawie odczep koleś. -Powiedział powoli tracąc cierpliwość
-To nie jest odpowiedzią na moje pytanie -uśmiechnął się zadziornie Patrick -czy ci się to podobało?
-Matko moja droga oczywiście, że nie. Do końca życia będę miał uszczerbek w psychice przez te twoje tortury. A ty się mnie jeszcze bezczelnie pytasz, czy mi się podobało. To może ja się ciebie zapytam, czy ci smakowało -powiedział Ross, jednak chwila nie minęła, a już mógł żałować tego, co powiedział
-Mm i to nawet nie wiesz jak bardzo -rozmarzył się Patrick -tak bardzo chciałbym to powtórzyć. Skoro jest ta przerwa to może pójdziemy do mnie i... -zaczął kierując swoją ręką w stronę krocza Ross'a
-Łapy przy sobie -powiedział zatrzymując jego rękę -posłuchaj mnie wyraźnie, bo mówię to po raz ostatni. Ja nie jestem gejem, a ty masz się ode mnie odczepić -dodał przez zaciśnięte zęby. Reakcja Patrick'a jednak przeszła jego najśmielsze przypuszczenia. Osiemnastolatek położył dłonie na policzkach blondyna i momentalnie przycisnął swoje usta do jego. Ross nie mógł się uwolnić od uścisku. Nie wiedząc co robić mocno uniósł kolano uderzając geja w jego czułe miejsce
-ODWAL SIĘ ODE MNIE! -Krzyknął niemalże na cały korytarz, po czym wkurzony ruszył do swojego pokoju i wszedł do niego trzaskając drzwiami.
*wcześniej, zaraz po opuszczeniu stołu przez Ross'a*
-Jejku, zapomniałam książek na popołudniowe lekcje -westchnęła Olivia grzebiąc po torbie -no cóż... Za chwilę wrócę -dodała, po czym ruszyła śladami Ross'a. Chciała go nawet zawołać, by na nią poczekał, jednak zatrzymała ją koleżanka z klasy, która chciała się o coś zapytać. Po około pięciu minutach skończyła rozmowę i z uśmiechem udała się do akademika. Weszła na piętro i zwyczajowo spojrzała w lustro, które wisiało na korytarzu. Jak za każdym razem zaczęła się w nim przeglądać, gdy nagle ujrzała kogoś w tle. Tak, był to Patrick całujący Ross'a. Olivia spanikowała. Patrzyła się na odbicie tego zdarzenia jeszcze około 3 sekundy, a następnie nie mając odwagi zobaczyć tego na własne oczy pobiegła do swojego pokoju. Zamknęła nerwowo drzwi i położyła torbę na podłodze. Udała się do łazienki, przemyła sobie twarz zimną wodą i ruszyła do głównej części pokoju. Widok Rocky'ego na kanapie również ją zszokował i wydała z siebie krzyk.
-Jak ty tu się dostałeś? I co tu w ogóle robisz? -spytała zdziwiona. Po tych słowach usłyszeli mocne trzaśnięcie drzwi. Spojrzeli się na siebie z lekkim przerażeniem -mów, jeśli możesz
-No więc to było tak -zaczął -po tym jak odeszłaś za długo nie rozmawialiśmy. Nagle Ratliff zapytał Rydel, czy może z nim na chwilę pójść na bok w sprawie Kelly. No i sobie poszli, a ja zostałem z Riker'em i Millie. Jednak jako, że czułem się niekomfortowo stwierdziłem, że może sobie pójdę. No i wstałem od stołu i tak jakoś nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Ruszyłem w stronę wyjścia ze stołówki i jeszcze rzuciłem na nich wzrokiem. Akurat się całowali... I oto jestem -uśmiechnął się
-A jesteś tu, żeby...? -Spytała wciąż zestresowana Liv
-Chciałem pogadać... O Millie... A tak w ogóle co z tobą, zobaczyłaś ducha po drodze tu?
-Chciałabym. Byłby lepszy niż to co widziałam
-Co widziałaś? -Dociekał brunet
-Nieważne... To co z tą Millie? -Spytała siadając na kanapie ze szklanką soku w ręce
-Będę walił prosto z mostu... Chyba się w niej zabujałem... -Zaczął niepewnie
-Haha, dobry żart Rocky -zaśmiała się nie wierząc w słowa przyjaciela
-Ale to nie żart, serio chyba mi się podoba i coś do niej czuję -nie zdążył nawet mrugnąć, a na jego twarzy znalazł się sok -poważnie? Ja oczekiwałem wsparcia -westchnął
-Ale czy ty siebie słyszysz? W zeszłym tygodniu nie mogliście na siebie patrzeć, a dzisiaj, po waszych dwóch wyjściach mówisz mi, że ona ci się podoba. Rocky, na pewno wszystko dobrze?
-No a jak wytłumaczysz to, że poczułem ukłócie widząc ich razem? Całujących się?
-Nic mi nie mów o całowaniu, bo zaraz coś zwrócę... Słuchaj, naprawdę nie wiem, co powiedzieć, bo mnie zszokowałeś... Ale na pewno nie radzę ci próbować odbić jej bratu, bo to się nie skończy dobrze dla waszych relacji
-Ehh... No wiem -westchnął
-A poza tym nie zapominaj, że w niedzielę widzisz się z Jade
-O cholera... Serio to już w niedzielę? -Dziewczyna przytaknęła -i jak ja teraz wyrobię... Muszę jej kupić jakieś ładne kwiaty. Pomożesz mi coś wybrać?
-Tak, pomogę... A poza tym, Rocky?
-Hm?
-Zdecyduj się, do której ty dziewczyny startujesz, Millie czy Jade?
-Jade -odparł po chwili namysłu -choć co za różnica, skoro jedna ma chłopaka, a druga się wyprowadza -dodał po chwili -możemy już iść?
-Tak, wezmę te książki i idziemy
*w międzyczasie Ratliff i Rydel*
Przyjaciele poszli do parku przy szkole. Ellington chodził zestresowany.
-Ell, co jest? -spytała widząc zdenerwowanie -po co chciałeś tu przyjść? O co chodzi?
-O to -powiedział niepewnie wyciągając z kieszeni pudełeczko
-Matko, co to jest? -Zdziwiła się blondynka
-Umm, pierścionek? -Odparł otwierając je
-To wiem, ale dla kogo?
-Dla Kelly...
-Dla Kelly? Na zwykły pierścionek, to, to raczej nie wygląda. Ell, czy ty chcesz się jej oświadczyć? -ciągnęła z coraz to większym zdziwieniem
-Właśnie nie wiem. -Zawahał się -Widzisz Delly, kocham ją. Tak bardzo ją kocham. Nie chcę jej stracić, a może zrozumie, że kocham ją i tylko ją
-Przez pierścionek? Ellington, zaręczyny i ślub, to bardzo, ale to bardzo odważna decyzja. Jesteś tego pewien?
-Jak nigdy w życiu. To znaczy... Jest może jeden procent zawahania, ale on jest z obawy, że mnie wyśmieje lub po prostu się nie zgodzi. Ale w dziewięćdziesięciu dziewięciu jestem tego pewien -powiedział chowają pierścionek z powrotem do kieszeni
-Hmm, no cóż. Więc nie zostało mi chyba nic, prócz gratulacji. -Uśmiechnęła się Rydel
-Ale jak to? Nie będziesz mnie pouczac, ani nic? -Zdziwił się chłopak
-Skoro tego właśnie chcesz, to dlaczego bym miała?
-Bo, bo... W sumie nie wiem. -Zawahał się
-Cokolwiek zrobisz, będę Cię wspierać. Jesteś moim najlepszym przyjacielem.
-Kocham Cię Delly wiesz?
-Wiem Ell, ja Ciebie też. Tylko od razu wyjasnijmy, kochamy się jak rodzeństwo. -Powiedziała, na co brunet się zaśmiał
-Oczywiście, że jak rodzeństwo.
-Wiesz, ostatnio, za dużo się dzieje, wiec najlepiej wyjaśniać wszystkie rzeczy od razu.
-Tak, zdecydowanie. A teraz chodź do mnie. -Powiedział, po czym przytulił przyjaciółkę -Nie wiem, co bym bez ciebie i chłopaków. Jesteście najlepsi.
-I nawzajem -uśmiechnęła się blondynka odwzajemniając uśmiech
*Riker i Millie*
Do nich też wypada nam się przenieść, chociaż na sam koniec rozdziału. Riker wykorzystując okazję, że zostali sami przy stole usiadł obok dziewczyny.
-Czyli co -zaczął blondyn z uśmiechem -pójdziemy dzisiaj na ten spacer?
-Właściwie to... -zawahała się Millie, na co wyraz twarzy Riker'a od razu spoważniał
-Tylko nie mów, że znowu chcesz się umówić z Rocky'm. Zaczynam być zazdrosny.
-Nie nie coś Ty. Nie masz o co. Przecież Ci już mówiłam, że chodzi wyłącznie o projekt. -Odparła pewnie łapiąc chłopaka za rękę
-Taa, wiem. Ale zaczynam za tobą tęsknić. -Powiedział spoglądając się na brunetkę
-Aww to słodkie -uśmiechnęła się -Ja za tobą tak trochę też.
-Tak trochę? -Uniósł obie brwi
-No dobra, trochę bardzo.
-Jak bardzo? -Spytał, a na jego twarzy znów zagościł uśmiech
-Hmm, no nie wiem, nie wiem. -odparła wywracając oczami
-Tak bardzo, że chcesz, żebym cię pocałował? Czy mniej?
-Tak bardzo. -Odparła, na co oboje się do siebie jeszcze bardziej zbliżyli i złączyli swoje wargi w namiętnym pocałunku.

tak tak tak... obiecałam wczoraj to dodaję dzisiaj >__< w ogóle matko, ile się wydarzyło w tym tygodniu... od razu mówię, że pomysł z Bradley'em nie ma nic wspólnego z faktem, że The Vamps wystąpiło z R5 na scenie, ponieważ rozdział ten mam gotowy od dwóch tygodni dobrych... ale nie chciało mi się dodać, jak to mi... co do tego co było w tym tygodniu to jakaś masakra. pisałam masę zaległych kartkówek, 3 bieżące sprawdziany... a to mieszało się z jaraniem się spotkaniem R5 z TV, wohoo :D dobra, może przejdźmy do rozdziału i tak wszystko po kolei
1. Bradley, Bradley, który im przeszkodził :D jak się pewnie domyśliliście (albo i nie) z początku notki jest to Brad Will Simpson z The Vamps. poprzez jego orientację nie zamierzam się z niego w żaden sposób nabijać ani nic. bardzo lubię TV jak i jego, więc ona nie jest na celu obrażania go ani nic z tych rzeczy. ogólnie to będą się również pojawiali pozostali członkowie zespołu, jednak Brad najczęściej :)



2. co było drugie? aa... Ross, a potem w pokoju... no to co tu dużo mówić... chłopak niedługo wróci do siebie w 100% :D
3. no i potem znowu Patrick >__< ale jakoś trzeba zakończyć z nim wątek i jeśli dobrze pamiętam (będę  musiała sprawdzić w notatniku) ale to raczej koniec przygód z nim ;)
4. no to Olivia widziała, źle zobaczyła i... i część dalsza tego w następnym rozdziale :)
5. co sądzicie o Rocky'm? odbija mu? bo on to coś często zmienia zainteresowania w sensie dziewczyn...
6. Ell i Rydel... to był pomysł taki dość spontaniczny i szczerze mówiąc nie wiem czy faktycznie się jej oświadczy... zobaczymy ;)
7. no i Riker i Millie tak na zakończenie i nie wiem co tu o nich mówić
rozdział długi, ale to za to że dość długo nie dodawałam... mam nadzieję, że nie jest zły i proszę o komentarze :)
i piosenka na zakończenie

 ~Gosia

niedziela, 23 lutego 2014

66."I don't want to play this game no more; I don't wanna stay here; I don't want to see that"

-Uda ci się, będzie dobrze. Po prostu tam wejdziesz, powiesz swoje i wyjdziesz. Z dzieckiem lub bez. -mówił do siebie Riker, stojąc przed drzwiami do pokoju Marceliny. - Super teraz jeszcze gadam do siebie. A może ja po prostu odwlekam moment? Tak ja zdecydowanie odwlekam moment.
Blondyn wziął głęboki wdech, otrząsnął ręce i delikatnie zapukał w drzwi. Po chwili otworzyła mu je Marcelina, która na widok chłopaka tylko się skrzywiła. Momentalnie chciała zatrzasnąć przed nim drzwi z powrotem. Na niekorzyść dziewczyny Riker był szybszy. Mocno zablokował drzwi ręką i dołożył do krawędzi futryny buty, żeby na wszelki wypadek zablokować je również nogą.
-Pogadajmy. -powiedział szorstko, odpychając od siebie drzwi.
-Nie mamy o czym. Idź sobie.
-Spoko, ale słyszałaś co musisz zrobić. Albo się dogadamy...
-Albo co? Grozisz mi? -prychnęła.
-Nie. Albo oblejesz. To nie moje słowa, tylko nauczycielki, a po twoich oczach, widzę, że jednak coś wiesz.
-Wiem, myślałam, że po prostu nie będziesz chciał tu przyjść.
-Marcelino -wzdrygnął się wypowiadając to imię. -Oboje chcemy zaliczyć, wiec może warto pójść na kompromis.
-Pff z tobą? Nigdy.
-Czyli wolisz oblać? Ciekawe jak to będzie wyglądać na świadectwie. -uśmiechnął się zadziornie, widząc w oczach dziewczyny strach. -No nic, skoro nie chcesz to ja już idę, cześć. -obrócił się na pięcie, po czym zaczął iść korytarzem.
-Ughh, czekaj!
-Czyli jednak? -uśmiechnął się triumfalnie i wrócił pod drzwi dziewczyny.
-Tak. Chociaż twój widok przyprawia mnie o mdłości, to jeszcze nigdy, w całym swoim życiu, nie oblałam żadnego zaliczenia. Możemy przejść na kompromis.
-I wzajemnie. Co proponujesz?
-Będziesz wpadać po niego co 2 dzień.
-Dlaczego nie możesz mi go po prostu przynosić? Masz mój pokój po drodze na...
-Zwariowałeś? -przerwała mu po raz kolejny. -Chcesz żebym do reszty wszystko zwróciła? Widok jednego jeszcze zniosę, ale jak zobaczę 4 i to jeszcze bez koszulek to... -udała odruch wymiotny.
-Ta jasne, kapuje. -odparł szorstko. -A więc jutro twoja kolej.
-Spoko, a jak on ma w ogóle na imię? -zapytał blondyn uświadamiając sobie, że dalej nie poznał imienia swojego "syna".
-Bert.
-Bert? Serio? Przecież to jest takie no. To imię jest, spójrzmy prawdzie w oczy, obciachowe. Zupełnie jak ten z Ulicy Sezamkowej -zaśmiał się.
-Mój tata ma tak na imię.
-Ach Bert? Przepraszam usłyszałem Bart. Bert jest całkiem spoko. -wytłumaczył, czując się trochę głupio.
-Idź już stąd. -powiedziała szorstko. -A i nie przebywaj z nim blisko brata.
-A to niby czemu? -zapytał lekko poddenerwowany.
-Nie chcę, żeby mój syn też był gejem.
-Czyście ludzie już do reszty powariowali?! -krzyknął na pół korytarza. -Ross nie jest gejem! Dlaczego do cholery wszyscy wierzą w jakieś bzdury pisane w jakichś beznadziejnych szmatławcach?!
-Jasne, możesz sobie wmawiać, ale to widać, że jego orientacja odchodzi od normalności.
-Nawet gdyby był gejem, to powinien tu mieć poparcie. To nie jest nienormalne. On nie byłby inny. To się po prostu nazywa tolerancja, o której Ty najwyraźniej nie masz zielonego pojęcia. -wygłosił "grożąc" jej palcem. -Wpadnę, po lalkę o 7 i lepiej żebyś się już nie odzywała. -powiedział zdenerwowany, po czym natychmiast wrócił do pokoju, a dziewczyna tylko prychnęła i zatrzasnęła za nim drzwi.
***
-Serio? Kto normalny by nie poleciał na czterech chłopaków i to bez koszulek... Wyglądających jak my -mówił z oburzeniem Riker siedząc już w pokoju koło Ross'a -a żeby kogoś zemdliło na taki widok to nie wiem kim trzeba być
-Marceliną? -Odezwał się młodszy -a poza tym... Od kiedy ona jest normalna?
-No nie jest normalna -Ross dał mu znaczące spojrzenie -no i mamy odpowiedź...Ej, a może ona jest lesbą? -wywnioskował Riker.
-Możliwe. -odparł bez życia. -Szkoda, że o niej nie piszą w gazetach.
-Ross, przestań, przecież wiesz, że to zaraz przeminie. A poza tym jeszcze rano miałeś to gdzieś
-Taa, na pewno. Rano to było co innego. Teraz jest prawie wieczór i stwierdzam, że znowu mogę się załamać... W tym kierunku. Choć w sumie to mogę w obu
-Wiesz co, nie chce siedzieć tutaj z Tobą, bo mi tylko humor psujesz.
-To nie siedź. -wtulil się w poduszkę.
-Myślałem, że ci trochę humor poprawię.
-To źle myślałeś.
-Taa jesteś teraz taki nudny, że chyba odrobię lekcje, bo są ciekawsze od Ciebie. -zdenerwował się starszy i ruszył po książki
-A odrobił byś też za mnie? -Spytał Ross, na co Riker spojrzał na niego groźnie -nie? Nie... Dobra...
-Ty idź się lepiej dowiedz, co dzisiaj cię ciekawego ominęło na zajęciach
-Ciekawego na pewno nic. Nie muszę się dowiadywać o nudne rzeczy -odparł siedemnastolatek rozkładając się na łóżku
-Masz iść do kogoś i dowiedzieć się, co cię ominęło -powiedział stanowczo Riker wskazując na drzwi -teraz
-No już, no już -westchnął leniwie młodszy podnosząc się z łóżka
*w międzyczasie Rocky i Millie*
Rocky od dobrych 30 minut siedział w gabinecie lekarskim. Był już po prześwietleniu ręki. Millie w tym czasie chodziła niecierpliwie wzdłuż korytarza trzymając Mike'a na rękach. Widząc jednak dziwne spojrzenia ludzi położyła lalkę na jednym z krzeseł i kontynuowała chodzenie. Miała wrażenie, że mijają wieki, podczas jego pobytu w pomieszczeniu. Była dość zdenerwowana i miała wrażenie, że to przez nią Rocky uszkodził sobie rękę. Gdyby zaczęła może nie musiałby podskakiwać na jednej nodze i nie upadł by. Wreszcie brunet wyszedł z gabinetu. Rękę miał w gipsie, oczywiście zielonym.
-Rockyyy -wykrzyknęła Millie mocno przytulając chłopaka. Ten początkowo chciał to odwzajemnić, jednak po chwili się rozmyślił.
-Pff, teraz to Rocky, ale jak prosiłem, żebyś zaczęła to wolałaś iść -powiedział z wyrzutem
-Wybacz... Co z ręką? -Spytała z zatroskaniem w głosie
-Złamany nadgarstek plus jakaś kość tam przy nim... -westchnął
-I w ogóle zielony gips? Myślałam, że to jest płatne
-No bo jest. Za to zielone coś musiałem zapłacić prawie sto dolców! -Powiedział oburzony -ale było warto -dodał po chwili -jeśli ma zdobić moją rękę przez miesiąc to niech chociaż ładne będzie. Wiesz, może idźmy wreszcie do akademika, bo 20 dochodzi, a zanim tam dojedziemy...
-Tak... Masz rację... -Powiedziała ruszając w stronę wyjścia -i Rocky...
-Hm?
-Serio przepraszam, że nie zaczekałam...
-Spoko... Czasu i tak się nie cofnie -odparł smutno -i weź dziecko -dodał po chwili
-Fakt -zaśmiała się Millie, a następnie cofnęła się po lalkę i oboje ruszyli w stronę wyjścia.
__________________________________________
Blondyn niechętnie wyszedł z pokoju i stanął przed drzwiami do pomieszczenia obok. Początkowo rozważał pójście do kogoś innego z klasy, jednak obawiał się, że zaraz zacznie się wytykanie palcami. Postanowił więc iść do dziewczyn. Niepewnie zapukał i czekał aż ktoś mu otworzy drzwi. Po chwili zrobił to Ratliff.
-Ross! Ty umiesz chodzić! -Wykrzyknął radośnie
-Hah, zabawne -uśmiechnął się sztucznie młodszy
-I w dodatku mówić! -Wykrzyknął ponownie
-I bić też umiem -odparł spoglądając groźnie na kumpla
-Heh... Żarty też wciąż w głowie... Wejdź proszę -uśmiechnął się zakłopotany Ratliff wpuszczając Ross'a do pokoju
-Wow Ross, widzę, że robisz postępy -wtrąciła Rydel widząc brata w pokoju
-Mhmm... Potrzebuję notatek z dzisiaj... Choć w sumie w nosie mam notatki. Opowiecie co robiliście? -Spytał opadając na kanapie. Wszyscy łącznie z nim skierowali wzrok na Olivię.
-Wychodzę -uśmiechnęła się sztucznie do Ross'a, po czym wzięła książki z biurka i opuściła pokój.
-Huh? -Westchnął bezradnie siedemnastolatek, a następnie zerwał się z kanapy i ruszył za dziewczyną -Livvy, zaczekaj -próbował zatrzymać nastolatkę, jednak bez skutku. Ignorowała ona każdą jego prośbę. W końcu złapał ją za ramię
-Puść mnie –odparła sucho ruszając dalej. Blondyn nie miał ochoty na dalsze „gonienie” dziewczyny. Wbiegł przed nią, złapał za oba ramiona i przycisnął do ściany. Ta momentalnie upuściła książki na podłogę.
-Nie mam czasu –odparła próbując się „oderwać” od ściany, do której wciąż przyciskał ją siedemnastolatek
-Pogadaj ze mną –powiedział błagalnym tonem
-O czym?
-Potrzebuję lekcji
-Nie będę o nich rozmawiać. A już na pewno nie z tobą –powiedziała z wyrzutem
-Nie przesadzaj –odparł spokojnie
-I kto to mówi? Miłe to uczucie? –oburzyła się
-Nie... Przepraszam cię –powiedział smutno spuszczając wzrok
-Mh, teraz to przepraszam. Mogłabym powiedzieć, żebyś w dupe sobie te przeprosiny wsadził
-Ale nie powiesz, bo przecież jesteś Olivia i zaraz byś miała wyrzuty sumienia -odparł zwycięsko
-W przeciwieństwie do ciebie. -zgasiła blondyna -W ogóle pewnie, teraz to mówić umiesz. Zawsze tak robisz, gdy coś chcesz?
-Proszę, przestań już. -Westchnął błagalnym tonem
-Oho, szykuje się monolog. Mogę Cię nagrać?
-Co? -Zdziwił się
-Nic, chcę Cię po prostu nagrać, bo to kolejna przełomowa chwila. -Wyciągnęła z kieszeni telefon, a następnie włączyła nagrywanie -Możesz mówić.
-Taa, jeszcze rób ze mnie idiotę. No nic. W każdym bądź razie Przepraszam, tak bardzo, bardzo przepraszam. Nie chciałem się tak odezwać, ale naprawdę nie miałem ochoty na rozmowy, byłem w... Że tak powiem fazie szoku... Serio, miałem moment, w którym myślałem nad skoczeniem z dachu -tymi słowami wprowadził Liv w osłupienie ��- spokojnie, już dobrze, to było chwilowe. -Dodał widząc minę przyjaciółki -To co się stało wczoraj jest dla mnie straszne, okropne i w ogóle... I nie chcę o tym rozmawiać... Jeszcze nie chcę. Ale proszę cię, wybacz mi to, jak cię rano potraktowałem
-Dobijasz mnie swoją "słodkością" podczas przeprosin -westchnęła
-Czyli jest ok? -Spytał z radością w głosie, wciąż jednak nie ukazując uśmiechu na twarzy
-Tak. -Odparła
-Yeey, a teraz możemy już wrócić do twojego pokoju i...
-Ross, ale ja serio wychodziłam... -Przerwała mu -to znaczy nigdzie daleko... Ale mam dać "korki" Bradley'owi z naszej klasy...
-Oo... Jest przystojniejszy niż ja?
-Tak Ross, o wiele bardziej przystojniejszy i już nie masz u mnie szans. Wolę go -powiedziała obojętnie
-... To ja już pójdę... -odparł smutno i ruszył w stronę schodów
-Pokój jest tam -wskazała w przeciwną stronę
-Wiem. Ale ja idę skoczyć z dachu -powiedział pewnie blondyn.
-Jak zwykle nie znasz się na żartach
-Jeszcze sobie pogrywać ze mną będzie -oburzył się chłopak
-Owszem. -Uśmiechnęła się -Będzie pogrywać, nagrywać i wszystko co zechcesz, bo w końcu od czego są przyjaciele -powiedziała, na co Ross ponownie przecisnął ją do ściany -co ty znowu robisz
-Pogrywam sobie z tobą -odparł pewnie
-To i tak nie ty. Wcale się nie uśmiechasz. Teraz na twojej twarzy powinien być ten złowieszczo-zwycięski uśmiech
-Na uśmiech przyjdzie jeszcze pora -powiedział spoglądając dziewczynie w oczy
-Wolę jeśli ta pora będzie tu i teraz
-Może uśmiechnę się jak to w końcu wyłączysz -wskazał na telefon
-A co zrobisz, kiedy nie wyłączę?
-Uu wtedy będzie fajnie.
-Jak fajnie? -spytała przygryzając dolną wargę
-Może się dowiesz jak to wyłączysz. -Odparł
-A nie mogę się dowiedzieć teraz? Będę miała to nagrane i w ogóle -uśmiechnęła się, na co Ross zaczął wyrywać jej telefon z rąk. Dziewczyna jednak nie dawała za wygraną. Blondyn postanowił więc pociągnąć jej ręce do góry i za nadgarstki docisnął je do ścigany. Urządzenie wypadło Olivii z rąk.
-Ross mój telefon. -Spojrzała się na podłogę
-Cii, nic mu nie jest. Z resztą mogę ci kupić nowy.
-Okej. -Odparła. Oboje zaczęli patrzeć sobie w oczy. Blondyn powoli zaczął przesuwać swoje dłonie do góry i po chwili splótł je z dłońmi Liv. Dziewczyna spojrzała się na ręce, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nawet Ross postanowił sprawić dziewczynie przyjemność i delikatnie się uśmiechnął. Po chwili zaczął przybliżać się do blondynki. Ta natomiast zaczęła zamykać oczy szykując się na pocałunek.

Hej :) no to macie rozdział tak na osłodę przed poniedziałkiem :D w sumie nie wiem, co chcę jeszcze powiedzieć... chyba nic... niestety albo stety wyzdrowiałam i po tym pięknym miesiącu wolnego jutro zasuwam do szkoły :| te 4 zaległy kartkówki, te 3 nadchodzące sprawdziany i jakieś kartkówki, ten fragment Krzyżaków na pamięć... zapowiada się pięknie :)) w każdym razie NIE WIEM KIEDY NASTĘPNY ROZDZIAŁ, nie wiem kiedy będę miała czas. piszcie w komentarzach co sądzicie o rozdziale, co sądzicie o Ross'ie i Liv, jestem ciekawa, kto chce ich powrotu, a kto jednak woli Liv z Rocky'm i jakie byście chcieli tego zakończenie ;)
i jeszcze piosenka na koniec :D
~Gosia

poniedziałek, 17 lutego 2014

65."That moment when the enemy turns out to be your friend"



*w między czasie w pokoju dziewczyn*
Millie jeszcze przez kilka minut próbowała skupić się nad zadaniem domowym i je dokończyć, jednakże Rocky z Ratliff’em nie dawali jej. Co chwilę ją zagadywali lub po prostu śmiali się między sobą, co dziewczynę rozpraszało. Ostatecznie postanowiła dokończyć je później. Gdy miała się zacząć zbierać do pokoju zawitali Riker i Rydel.
-Hej kotku, gdzie się wybierasz? –spytał Riker swoją dziewczynę widząc, że zakłada buty
-Idę z Rocky’m i Mike’iem do kina –odparła z uśmiechem
-Wczoraj byliście na spacerze… kiedy wreszcie spędzimy trochę czasu razem?
-Misiu, musimy przecież zaliczyć ten projekt, więc wychodzimy, żeby się wreszcie dogadać. A co do czasu to przecież miałeś ogarniać Ross’a… -odparła sięgając po kurtkę –Idziemy? –zwróciła się do Rocky’ego
-Tak, już –odparł brunet wstając z kanapy. Następnie stanął za Millie opierając się o ścianę.
-No wiem, że musicie –westchnął blondyn
-Może spróbowałbyś się dogadać z Marcelą? –zaczęła. Oboje spojrzeli się na siebie znacząco –niee, lepiej nie… idź może do Ross’a, wpadnę do ciebie wieczorem –uśmiechnęła się, po czym cmoknęła chłopaka w usta.
-Ekhem, nie lubię patrzeć na ludzi całujących się przede mną –wtrącił niezbyt zadowolony widokiem Rocky
-Wybacz –zaśmiała się Millie –weź Mike’a i idziemy
W tym momencie do pokoju wparowała Olivia trzaskając drzwiami.
-Zgaduję, że rozmowa z Ross’em się nie powiodła –wtrącił Ellington
-Gadałaś z nim? –zdziwiła się Rydel
-Tsaa… odezwał się kilka razy traktując mnie przemiło. Ja do niego więcej nie idę –odparła młodsza siadając na łóżku
-To ja może już do niego pójdę… -powiedział Riker wychodząc z pokoju,
-Dobra, a my idziemy do tego kina –wtrąciła Millie wychodząc razem z Rocky’m
-Na razie –dodali równocześnie opuszczając pomieszczenie.
-W takim razie… jakieś propozycje dla naszej trójki? –zaczęła Rydel
-Tak… bo ogólnie to mam do was sprawę –zaczął Ell –w weekend przyjeżdża Kelly… przez moją umm… głupotę. I chciałem dla niej zaplanować jakąś wyjątkową kolację i błagać, żeby ze mną nie zerwała… możecie mi pomóc coś wymyślić? Wy wiecie, co działa na dziewczyny –uśmiechnął się
-No dobra –uśmiechnęła się Liv, po czym razem z Rydel usiadły na kanapie koło Ratliff’a
- Ja widzę to tak. - zaczęła Rydel. - Kolacja, przy świecach. Delikatna muzyka, płatki...
- A ona to lubi? - przerwał jej brunet.
- Ell, a skąd na miłość boską ja mam to wiedzieć? Ty nam lepiej powiedz, co lubi Kelly, a nie pytasz się mnie.
- No więc Kelly lubi mnie. - uśmiechnął się, lecz za moment uśmiech zszedł mu z twarzy. - Znaczy, no lubiła. Teraz nie jestem tego taki pewien.
- Daj spokój, jestem pewna, że lubi cię dalej. - pocieszyła go Liv. - Ona po prostu nie jest pewna, czy ty ją lubisz.
- Przecież to jest oczywiste. Nad czym ona się zastanawia? - oburzyl się chłopak.
- Ellington nie chodzi o to, czy ją ogólnie lubisz, tylko o to, czy jest jedyną, którą lubisz w ten sposób.
- No jest. - odparł pewnie.
- Widzisz, tylko, że ona nie czuje takiej pewności. - ciągnęła Olivia.
- Poczekaj, bo się zgubiłem. - powiedział chłopak, na co blondynka tylko głośno westchnęła. - Więc tak, ona nie jest pewna, czy ją lubię w taki sposób tak?
- Nie, Ell. Ona nie jest pewna, czy jest jedyną którą lubisz w taki sposób. - powiedziała już lekko poddenerwowana całą sytuacją Rydel.
- No ale jest. A skoro jest to czemu nie jest pewna?
- Hmm, no nie wiem. Może dlatego, że się upiliśmy, po czym obściskiwaliśmy na oczach wszystkich? - zapytała ironicznie. 
- A no tak. - posmutniał. 
- Dobra, Ell. Musisz zrobić coś, co jej udowodni, że jest jedyną dziewczyną w twoim życiu, którą naprawdę kochasz. - wtrąciła młodsza blondynka.
- Ale co?
- Nie wiem, może pokaż jej, że pamiętasz wszystko, co się z nią wydarzyło, że...
- A co jeśli nie pamiętam?
- Na miłość boską, Ell, współpracuj! - zdenerwowała się.
- Przepraszam. Okej, wiec może, hmm. - podrapał się w tył głowy. - Może zaaranżował bym naszą pierwszą randkę?
- To jest całkiem niezły pomysł. - powiedziała Delly. - Myślę, że to może się udać. Dobra, co ciekawego robiliscie na pierwszej randce?
- Zabrałem ją na minigolfa. A później była kolacja, tyle że to nie była kolacja. Bardziej piknik. Wiecie o co chodzi, kocyk pod gwiazdami i inne pierdoły.
- Ja sądzę, że to jest to czego szukaliśmy. - uśmiechnęła się Liv. 
Wszyscy zgodzili się, co do tego pomysłu i zaczęli szczegółowo go opracowywać. Dziewczyny przywiązywały uwagę, nawet do najdrobniejszych rzeczy, a szczególnie Rydel. Nie chciała, żeby związek jej kumpla rozpadł się, poprzez popełnienie jednego, głupiego błędu. Chciała, żeby wszystko było idealnie, bo wiedziała, że gdyby Kelly zerwałaby z Ratliff'em, on by się załamał, a tego za wszelką cenę pragną uniknąć. Cała trójka pogrążyła się w planowaniu.
*****Ross i Riker*****
- Hej bracie, pogadamy? - zaczął spokojnie starszy blondyn.
- A o czym tu gadać? - zapytał prawie niesłyszalnym głosem i odwrócił się plecami do brata.
- Ja sądzę, że tutaj jest dużo rzeczy do obgadania. 
- Taa? Jakich na przykład?
- Nie wiem, Ross. Ty mi powiedz. Co się stało? - zapytał Riker siadając na łóżku, obok blondyna.
- Nic. - odpowiedział siadając.
- Ross, zachowujesz się dziwnie, jesteś niemiły dla Olivii. Coś się musiało stać.
- Może i coś się stało.
- No co? Ostatnio byłeś u Patrick'a, później zachowywałeś się już dziwnie. Zrobił ci coś? - zapytał, na co młodszy blondyn się wzdrygnął.
- Można tak powiedzieć. - odpowiedział, unikając spojrzenia brata. Za każdym razem po prostu patrzył się w pustą przestrzeń, która rozpościerała się przed nim.
- Co on ci zrobił?
- Bo widzisz...
- Ross. Jesteśmy braćmi. Od małego mówimy sobie wszystko. Wiesz, że możesz mi powiedzieć prawda? - spytał, na co młodszy kiwnął głową. - Właśnie, więc nie bój się. Możesz mi powiedzieć, cokolwiek by to było. - spokojnie nakłaniał brata.
- No więc... - zaczął, ale nic nie powiedział. Nie mogło mu to przejść przez gardło.
- Nie chcesz mówić, nie mów. - powiedział spokojnie Riker. - Ale wiedz, że możesz zawsze, ale to zawsze ze mną pogadać. Jak już będziesz miał ochotę, to daj mi znać, ok? - Ross kiwnął głową. - I nie traktuj źle Liv. Ona chciała pomóc, a to, że ty masz zły dzień,  nie oznacza, że musisz się na niej wyżywać. 
- Tak, wiem. Ja po prostu, chce zostać sam. Musze przemyśleć parę spraw.
- Spoko. To ja idę do dziewczyn. I pamiętaj, jak będziesz chciał, po prostu się do mnie zwróć. - powiedział, poklepal brata po ramieniu, po czym wstał i wyszedł z pokoju. Ross zrezygnowany opadł na łóżko.
****Rocky i Millie****
- Dobra, więc co tam geniuszu wybrałeś? - zapytała brunetka przed kinem.
- Geniuszu? - uśmiechnął się głupawo.
- Nie myśl, że to komplement. - sprostowała z uśmiechem. 
- No jasne. A więc jest to horror i szczerze nie jakiś zabójczy, ale całkiem fajny. - powiedział z uśmiechem.
- Dowiem się co to?
- Obecność. Wiesz, Mike może się bać.
- To dobrze, adrenalina przydaje się w życiu. - odpowiedziała, na co oboje się zaśmiali. 
Weszli do budynku, po czym kupili bilety na seans i udali się po popcorn. Kiedy byli już opkupieni, poszli na salę i czekali na film. Millie położyła Mike'a na fotelu obok, tym razem ustawiając sobie przypomnienie w telefonie. Gdy w końcu się zaczęło Millie próbowała grać twardą. Film wywarł na niej niemałe wrażenie. Był całkiem straszny. W pewnym momencie jednak nie wytrzymała i wtuliła się w chłopaka, który był lekko zszokowany całą sytuacją, ale otulił ją ramieniem. Przy coraz straszniejszych scenach, brunetka mocniej wtulała się w Rocky'ego, na co on tylko mocniej ją przytulał. Kiedy film się skończył, Millie zabrała Mike'a z fotela obok, po czym na trzęsących się nogach wyszła z sali.
- Podobno tylko Mike miał się bać? - zaczął z zadziornym uśmieszkiem.
- Przecież tylko on się bał. - zgrywała głupią.
- No jasne. A fakt, że się do mnie przytulałaś, to było tak po prostu tak?
- No tak. Widzisz... Uznałam, że całkiem nieźle się dogadujemy, więc nie będzie problemu z przytuleniem. - próbowała wywinąć się z tej sytuacji. 
- Mhm, czyli przytuliłaś się do mnie tylko dlatego, że mnie lubisz tak? - ciągnął z zadziornym uśmiechem. 
- No tak, przecież już to mówiłam. - uśmiechnęła się w odpowiedzi.
- Dobra, przestań wkręcać i po prostu przyznaj, że się bałaś.
- No może trochę. - uśmiechnęła się kłopotliwe. - Co nie zmienia faktu, że chyba muszę Ci podziękować. 
- Za co? zdziwił się. 
- Za to, że do kogoś mogłam się przytulić.
- A spoko - uśmiechnął się. Ku jego zdziwieniu Millie uwiesiła mu się na ramieniu i cmoknęła go w polik. Chłopaka przeszedł przyjemny dreszcz -fajna nagroda
-Nie ciesz się tak głupio –wystawiła mu język brunetka –i tak cię nie lubię
-mhmm… na filmie to inaczej wyglądało –powiedział spoglądając sugestywnie na towarzyszkę
-Chciałam tylko poudawać trochę przy dziecku, nie wiem na co ty liczysz
-A niby na co mam liczyć od takiej zołzy? –spytał zgryźliwie
-Jak mnie nazwałeś? –spytała z obudzeniem
-Nijak –odwrócił wzrok Rocky
-No ja już dobrze słyszałam twoje nijak. Chodź Mike, wychodzimy. Zostawiamy tutaj tego dziada –powiedziała, a następnie wzięła dziecko do ręki i szybkim krokiem ruszyła w kierunku akademika
-Ejj noo, jakiego dziada? –spytał zdziwiony. Millie zmierzyła go wzrokiem –miałaś na myśli mnie…
-BINGO –odparła, po czym ponownie ruszyła
-wypraszam sobie! –krzyknął obudzony –Millie, poczekaj –zaczął podskakiwać w jej stronę równocześnie usiłując zawiązać mocniej but, który zaczął mu zjeżdżać z nogi –Millie! Muszę zawiązać buta! Millie… Millie, noo, cholera! Mil! –krzyknął, a następnie stracił równowagę i się przewrócił
-Debil -uśmiechnęła się z odległości
-Ałaaaaaaa!!!  Millie, cholera! -zaczął masować się po prawej kostce lewą ręką
-Czego znowu?-spytała, a następnie spojrzała na nogę chłopaka- Co jest?
-Chyba skręciłem kostkę.
-Co?  Nie, chyba... Nie możesz, ale... Rocky. -Podbiegała i złapała bruneta za kostkę -daj mi obejrzeć -powiedziała z zatroskaniem, na co osiemnastolatek wybuchł śmiechem   -Co?
-Żartowałem -uśmiechnął się złowieszczo
-Oszalałeś?! Tak mnie wystraszyć! Zaraz ci przyłożę -powiedziała wkurzona
-Spokojnie bokserze, chciałem sprawdzić, czy ci zależy. I najwyraźniej tak. -Odparł śmiejąc się
-No chyba nie. -Odparła pewnie -Po prostu się zmartwiłam. 
-No właśnie. Gdyby ci nie zależało, to byś się nie martwiła -uśmiechnął się zwycięsko
-Zamknij się już. -Odparła uderzając chłopaka w ramię -A teraz chodź, pomogę Ci wstać. -dodała i złapała go za prawą dłoń, a następnie pociągnęła za nią
-Ałć, puść! -Syknął wyrywając rękę z ucisku dziewczyny, a następnie złapał się za nadgarstek
-Jeśli znowu sobie żartujesz, to przestań. To już nie jest śmieszne. A poza tym już wiesz, że się martwię więc serio, skończ -powiedziała znów wyciągając rękę, żeby pomóc brązowookiemu wstać
-Nie żartuję. Naprawdę boli mnie nadgarstek
-Ale jak to? -Zaśmiała się nerwowo
-No normalnie. Boli mnie nadgarstek... I puchnie w dodatku! -Dodał po chwili
-Dobra może, umm... Pójdźmy z tym do lekarza 
-Ok. Ale gdy już wrócimy i powiemy reszcie, co się stało... Potwierdzisz wszystko albo w ogóle sama opowiesz, bo mnie wyśmieją -powiedział podnosząc się z ziemi -pomóż mi trochę -dodał wyciągając lewą rękę do dziewczyny
-Już, już -odparła. Pomogła brunetowi wstać, a następnie udali się w kierunku stacji metra, by pojechać do szpitala. 

Z dedykacją dla anonima, który nie mógł się doczekać aż dodam xD
no więc hej, dodaję ten oto rozdział... który skończyłam chyba dzień po dodaniu poprzedniego, ale ciii :D bo ogólnie to stwierdziłam, że nie będę dodawać nowego rozdziału póki jeszcze następny nie będzie skończony... bo w razie blokady jednak będę miała coś w zanadrzu... ale tak, następnego jeszcze nie skończyłam, bo mi się nie chce i zawsze znajdę coś ciekawszego do roboty xD a nie dodaję, bo też nie mam cały czas dostępu do laptopa >__< i jakbyś się czasami mogła podpisać to będę bardzo wdzięczna :D a tak poza tym to hmm... wreszcie rozdział, którego nie boję się wstawić, yeey :D i taki... no nie wiem co powiedzieć, nie chce mi się myśleć, poszłam spać po 3, zostałam obudzona na antybiotyk o 7, zasnęłam po 8 i wstałam o 11 zmęczona jestem xD macie rozdział, mam nadzieję, że się podoba, proszę o komentarze i tyle ;) kolejny nie wiem kiedy będzie, ale póki jestem chora postaram się trochę popisać, bo potem znowu szkoła :| :| :|
i dołączę Wam piosenkę, której właśnie słucham ;3


~Gosia

niedziela, 9 lutego 2014

64. "Just act like I was invisible"

 początek zaczyna się dziwnie, dalej jest normalnie :)

-Jesteś już  twardy od mojego masażu - powiedział zadowolony Patrick. -Jesteś pewien, że faceci kompletnie cię nie podniecają? -spytał, a następnie zaczął dotykać czułe miejsce chłopaka przez same bokserki.
-Ty weź się nawet nie odzywaj, bo zaraz zwymiotuję. Ja mam myśleć, że robi to dziewczyna -wydukał będąc u szczytu wytrzymałości przed płaczem. Następnie poczuł, jak jego różowe bokserki opadają w dół. Odchylił głowę do tyłu, mocno zacisnął powieki i odłączył się od świata próbując zapełnić umysł myślami, że robi to dziewczyna oraz, że to tylko zły sen. Chciał pamiętać jak najmniej. A w prawej dłoni wciąż trzymał mocno zaciśnięty klucz do drzwi...
***
Po spełnionych marzeniach Patrick oddał Ross'owi kartę pamięci i wypuścił go z pokoju. Blondyn pobiegł na piętro, na którym mają mieszkają i bez pukania wszedł do pokoju dziewczyn.
-Wreszcie przyszedłeś. Bierz tą lalkę i... -Zaczęła Olivia, jednakże żadne z tych słów do niego nie dotarło. Przerwał jej lekkim cmoknięciem w usta, a następnie wziął lalkę i bez słowa wyszedł z pokoju. Udał się do swojego. Rzucił dziecko na swoje łóżko, wyjął z szuflady świeże bokserki i udał się do łazienki również ignorując słowa wypowiadane przez braci i przyjaciela. Zamknął się na klucz, nie zdejmując ubrań wszedł pod prysznic, włączył wodę i oklapnął na kafelki. Wybuchnął niepohamowanym szlochem. Nie wierzył, że to wszystko co zrobił było dla głupiej reputacji medialnej. Zdecydował się stracić resztki godności osobistej na rzecz dobrego imienia. Przecież przyjaciele bez względu na to, co piszą media będą go wspierać i znać prawdę najlepiej. Teraz będzie na odwrót. Może i media nic nie napiszą, jednakże on pozostanie "brudny". Nie docierało do niego, że przed chwilą dał się... Nawet ta myśl nie przechodzi mu przez umysł. W każdym razie, że to wszystko stało się z facetem. Tydzień temu dowiedział się o projekcie, a dziś po prostu wali mu się świat. Jedyne, na co miał ochotę, to zniknąć. Zniknąć tak, żeby nikt go nie mógł znaleźć. Żeby na spokojnie wszystko sobie poukładał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Olivia... -zwróciła się Millie do przyjaciółki, która stała nieruchomo na środku pokoju
-Hę? -Odezwała się wreszcie
-Czy chcesz nam o czymś powiedzieć?
-Słucham? -Odparła zdziwiona
-O jakichś sekretnych związkach z Ross'em, które znowu przed nami ukrywasz? -Spytała podejrzliwie brunetka
-Właśnie. To było dziwne... Bardzo -dołączyła się Rydel
-Okej, przysięgam wam, że nie mam zielonego pojęcia, o co chodziło Ross'owi. Nie chodzimy ze sobą, chyba że wziąć pod uwagę ten projekt, to ok. Jesteśmy małżeństwem. Ale tak poza tym nic prócz przyjaźni nas nie łączy -odparła Liv
-Ale jeśli by coś było między wami to nam powiesz, prawda? -Spytała Rydel, na co młodsza przytaknęła
-A tak w ogóle, to jak w waszych małżeństwach?
-Masakrycznie! Marcel nie pozwala mi się zbliżyć do dziecka na krok. Nawet nie wiem, jak ma na imię! Wiem natomiast, że to dziewczynka -odparła Delly
-Wow, uderzające postępy -powiedziała z sarkazmem Millie
-A jak z Rocky'm? -Spytała starsza
-Aa... Ok. -Odparła brunetka odwracając wzrok.
-Gadaj -powiedziała Olivia, po czym razem z Rydel podeszły bliżej i osaczyły ją wzrokiem.
-No mówię, że było ok. Rocky to spoko chłopak -uśmiechnęła się lekko
-Mówiłam, że to wam dobrze zrobi -powiedziała z dumą Livvy
-Nie ciesz się. Na początku chcieliśmy cię zabić -uśmiechnęła się, na co mina przyjaciółki momentalnie zmieniła swój wyraz na :| -ale jest ok i już nie chcemy -dodała po chwili
-Dobrze wiedzieć -odparła Olivia kładąc się do łóżka
_________________________________________
Następnego ranka Ross nawet nie kiwnął palcem. Nie zwracał uwagi na braci próbujących go ruszyć z łóżka ani na dziewczyny, czy nawet siostrę. Twardo leżał pod kołdrą.
-Dobra. Skoro nic na niego nie działa, to ciekawe, czy zareaguje na to –powiedział Riker podchodząc do młodszego brata ze świeżym wydaniem gazety. –zobacz Ross. Ci reporterzy wstawili zdjęcie sms’a od tego dziwnego gościa. Choć w sumie to co z tego. Przecież taki sms nic nie znaczy. Zawsze może być dziewczyna, na którą w skrócie mówi się Patrick. –to siedemnastolatka również nie ruszyło. Odwrócił się jedynie przodem do ściany. Najstarszy rzucił na niego gazetę.
-Jasne… powiem pani, że się źle czujesz –powiedziała Olivia zabierając z nóg chłopaka lalkę i ruszyła do wyjścia. Pozostali podążyli za nią.
-Ale jutro do szkoły idziesz –powiedział Riker wychodząc z pokoju.
Kilka minut po 8, gdy Ross miał pewność, że lekcje się rozpoczęły wyszedł z łóżka, wziął gazetę do ręki, a następnie ją po prostu podarł.
Udał się z nią do łazienki, gdzie spuścił ją w kibelku. Wrócił do pokoju i rzucił się na łóżko. Znów miał ochotę wybuchnąć płaczem. Zaczął wspominać moment gdy miał gorączkę, choć wiele z tego czasu nie pamiętał. Przypomniały mu się pierwsze chwile z Camille, a potem niezapomniane chwile w jej domu. Czuł się wtedy tak wspaniale, a teraz w głowie ma myśli, że może lubić również chłopców. Przerażało go to...
*pozostali, po lekcjach*
Rydel razem z Riker'em udali się do nauczycielki prosić o zmianę partnerów. Po jednym dniu "opieki" nad lalkami doszli do wniosku, że ich współpraca z bliźniakami na pewno się nie uda i nie przyniesie im dobrej oceny. Riker poznał płeć dziecka dziś rano, jednakże tak jak Rydel wciąż walczył o zdradzenie szczegółów takich jak imię.
-Jedyne co mogę zrobić to porozmawiać z nimi -powiedziała nauczycielka -przykro mi, ale prosić o zmianę pary trzeba było zaraz po dopasowaniu, a nie gdy niecały tydzień został do końca
-Jest pani pewna, że NIC się nie da zrobić? -Westchnął Riker -my przez nich dostaniemy jedynki. Oni nam nie pozwalają zbliżyć się do tych dzieci. Dziś podczas przerwy, gdy podszedłem do Marceliny zobaczyć jak się ma dziecko odparła, żebym się do niej nie zbliżał, bo jeszcze jej syna gejostwem brata zarażę. Gdzie tu jest tolerancja i wiarygodność słowa, a nie gazet!
-Mi za to Marcel powiedział, żebym się przy córce nie odzywała, bo ją przestraszę, a następnie zarażę moim piskliwym głosem... Ja nie mam piskliwego głosu! -Wtrąciła również Rydel z niemałym oburzeniem
-Dobrze. Za chwilę wezwę ich na rozmowę i jeśli oni nie zmienią podejścia obleją
-Dziękujemy -odparła rodzeństwo równocześnie, a następnie opuścili pomieszczenie.
-No dużo nam się zdziałać nie udało... Ale co do tego "gejostwa Ross'a"... Serio tak powiedziała? -Zaczęła młodsza
-Sam byłem w szoku i miałem ochotę jej wygarnąć, ale uznałem, że to nie ma sensu.
-W ogóle to jak poszła rozmowa z tymi redaktorami? I co w ogóle z Ross'em? Wczoraj przylazł, pocałował Liv, wziął lalkę i wyszedł. Bez żadnego słowa. -powiedziała z lekkim wyrzutem w głosie
-Bardzo dobre pytanie, bo jak sama wiesz nie chciał iść do szkoły. A wczoraj wrócił do pokoju, rzucił lalkę na łóżko, wziął z szuflady bokserki i poszedł do łazienki. Wyszedł po jakiejś godzinie, oczy miał czerwone i oczywiście nie raczył odpowiedzieć na żadne pytania. Wtulił głowę w poduszkę i tyle go widzieli. -Odparł Riker -trzeba coś z nim zrobić i wydusić o co cho. No bo co. Ostatnio, zanim się zamknął był u tego geja... Co on mógł mu zrobić, obciagnąć mu po męsku? -Dodał sarkazmem, na co Rydel się zaśmiała.
-Nie przesadzajmy. Aż tak daleko to się raczej ten gościu nie posunął -odparła -a tak zbaczając z tematu... Oddaliliśmy się przez tą szkołę, nie sądzisz? Kiedyś byliśmy nierozłączni -uśmiechnęła się blondynka
-Jak bliźniaki. A Ross tak miał z Ryland'em, a Rocky był zawsze między naszą czwórką, aż poznał Ell'a. Oni też byli jak takie papużki nierozłączki, a teraz tak też jakoś mniej... To w sumie smutne -westchnął starszy -to też trzeba jakoś ogarnąć. Ale z drugiej strony może ta zmiana, czy przerwa, którą teraz przechodzimy dobrze nam zrobi -uśmiechnął się
-To nie zmienia faktu, że chcę z tobą spędzić trochę czasu -powiedziała Rydel
-Dzisiaj muszę się zająć Ross'em... Chcę go ogarnąć, ale co powiesz na jutro siostrzyczko?
-Chętnie -odparła, po czym wtuliła się w starszego brata.
Następnie rozeszli się do swoich pokoi.
*w międzyczasie u pozostałych*
Rocky z Ratliff'em nie mieli ochoty siedzieć z niekontaktującym Ross'em, więc postanowili odwiedzić Olivię i Millie, które usiłowały odrobić lekcje.
-Patrz Millie, nasze dziecko jest całe po nocy ze mną -zaczął z entuzjazmem Rocky siadając na kanapie
-Ee... A co takiego z nim robiłeś, że miałby nie być cały? -Spytała podejrzliwie unosząc głowę znad książki
-Haha słucham? Nic z nim nie robiłem. Po prostu uważasz, że nie jestem odpowiedzialny, więc chciałem ci pokazać, że się mylisz i, że jednak jestem -uśmiechnął się
-Mhmm, zobaczymy jaki tatuś film dla dziecka wybierze -odparła wracając do zadania
-Właśnie, kiedy idziemy? -Spytał osiemnastolatek obracając lalkę dookoła
-Jak skończę, ale nie ułatwiasz mi tego na razie -odparła sucho, na co chłopak stracił entuzjazm
-Idziecie do kina? -Zdziwiła się Olivia
-Tak, a co w tym dziwnego? -Spytała Millie
-Przed chwilą nie mogliście na siebie patrzeć, a teraz wychodzicie ze sobą do kina -wtrącił Ratliff -na miejscu Riker'a zacząłbym być zazdrosny
-Oj już od razu. Po prostu idziemy razem, żeby zapewnić dziecku rozrywkę
-Ja jak na razie na szczęście nie muszę się martwić o moje dziecko. Bella się nim zajmuje -powiedział rozsiadając się na kanapie
-I właśnie z tego powodu zaczęłabym się przejmować -odparła Millie. -A poza tym, jeśli cię w ogóle nie będzie, oblejesz
-Potomku! -Zerwał się nagle wybiegając z pokoju. Pozostali odprowadzili go wzrokiem do drzwi
-Także ten... Rolivia jest w sumie u Ross'a, ale jako, że on jest taki nieobecny może zajrzę, co u niej...
-Rolivia? -Parsknęła Millie
-Tak. Połączenie naszych imion, bo mieliśmy problem z dogadaniem się. Weź coś takiego pod uwagę nim twoje dziecko będzie miało jako imię skrót od słowa mikrofon -powiedziała, na co brunetka spojrzała groźnie.
-Rocky, dlaczego nie bronisz naszego dziecka? -Spytała oburzona
-Bo z tym się akurat zgodzę -odparł pewnie. Millie zmierzyła ich oboje wzrokiem, a następnie wróciła do zadania
-Zaraz wracam -powiedziała Liv opuszczając pokój.
Uznała, że wejdzie bez pukania, jednakże okazało się, że drzwi są zamknięte na klucz. Zaczęła więc się do nich dobijać wołając Ross'a. Po kilku minutach chłopak łaskawie otworzył drzwi. Nie zrobił tego z uśmiechem, jak zawsze. Odkluczył je, otworzył i wrócił do łóżka nie spoglądając nawet na dziewczynę.
-Ciebie też miło widzieć Ross, dzięki -powiedziała z wyrzutem, a następnie weszła zatrzaskując drzwi za sobą. Usiadła na łóżku, zaraz przy Ross'ie. Siedział on wgapiony w ścianę, a obecność dziewczyny specjalnie nim nie ruszyła.
-Możesz mi powiedzieć, co się stało wczoraj u tego gościa? Bo to jest dziwne, że wracasz, całujesz mnie, a potem wychodzisz. Chcesz o tym porozmawiać?
-Nie ma o czym -powiedział cicho -to znaczy... Jest o czym, ale nie zamierzam o tym rozmawiać. A na pewno nie z tobą -powiedział sucho, a z jego oczu zaczęły lecieć pojedyńcze łzy
-Aha, no dzięki. Miło mi, bo zwykle raczej o wszystkim mi mówiłeś, a nie informowałeś sucho, że ze mną na pewno nie pogadasz. Ogarnij się -powiedziała wstając z łóżka
-Nie wiesz co się stało. Nie da się po tym ogarnąć.
-Więc mnie oświeć -powiedziała, na co blondyn się na nią spojrzał, a następnie położył się na łóżku -jasne. Gdzie jest dziecko? -Ross wskazał na kanapę -świetnie się nią zajmujesz -powiedziała z wyrzutem zabierając lalkę z kanapy, a następnie ruszyła do drzwi -chciałam ci tylko pomóc -rzuciła, a następnie wyszła z pokoju ponownie trzaskając drzwiami.

Hej... nie czytaliście tego wstępu, prawda? powiedzcie, że prawda >__< bo kurde... nie wiem czemu to zrobiłam, ale ciii xD Ross jest głupi, chce zachować trochę publicznej godności i ten... ale z drugiej strony patrząc... w typowych akademikach to się dzieją rzeczy... różne, najróżniejsze, przeróżniste... i te moje w porównaniu do tych wszystkich rzeczywistych są... nijakie :) no a z drugiej strony to też moje opowiadanie i wpływu na treść nie macie... mam nadzieję, że przez moje dziwne pomysły nie stracę czytelników, bo to jest początkiem dopiero, żeby życia nie mieli za prostego :) (wiem, że bardzo je im utrudniam, ale ciii) w ogóle skończyłam ten rozdział ponad tydzień temu, ale wolałam go nie dodawać ze względu na to, że byłam na koncercie, a ludzie by mogli się na mnie krzywo patrzeć xD  a tak poza tym... Monika (DarkAngel) mnie zmusiła do tego! no... nie wiem co miałam jeszcze powiedzieć... wiem, że większość z Was wolała, żeby uciekł no ale... jak wiemy Ross jest spontaniczny :) potem zauważy konsekwencje
mam nadzieję, że mimo tego... opisu na początku... rozdział się podobał i proszę o komentarze :D i w ogóle zauważyłam, że lubicie zboczone rzeczy o_O a następny rozdział... kiedyś tam :)
~Gosia