niedziela, 20 kwietnia 2014

69."Dear Diary, want to make a new entry; Oh you wouldn't believe me; What began today"



*Ross i Olivia*
Kiedy Liv weszła do pokoju Ross siedział na kanapie i wpatrywał się w ścianę, zjadając się truskawkami. Dziewczyna nieśmiało do niego podeszła i usiadła zaraz obok. Chłopak drgnął, bo wcześniej nie słyszał, żeby ktoś wchodził.
-Hej Livvy, wystraszyłaś mnie trochę. -powiedział, wymuszając delikatny uśmiech i wziął następny kęs truskawki.
-Hej. -odparła lekko zdenerwowana.
-Stało się coś?
-Ross... Widziałam... Widziałam jak.... -Chłopak spoglądał się na nią pytająco -jak całowałeś się z Patrick'iem. - wyrzuciła na jednym wydechu, nawet na niego nie patrząc.
Blondyn, usłyszawszy słowa Olivii, omal nie zakrztusił się truskawką. Krótko mówiąc siedział teraz jak wryty z niedokończonym owocem w buzi. Zapadła grobowa cisza, którą przerywały tylko ich niespokojne oddechy. W końcu blondynka postanowiła się odezwać.
-Ross?
-Hmm?
-Może mi wyjaśnisz, co widziałam?  zapytała nieco skrępowana.
-Musiało ci się coś przyśnić. -odpowiedział, próbując uniknąć rozmowy na dany temat.
-Nie Ross. Wiem, co widziałam i ty również, więc wyjaśnij mi to proszę. -powiedziała już trochę pewniej. -Ross, czy ty... Czy ty jesteś...
-To nie tak jak myślisz Liv. -przerwał jej.
-A jak? Widziałam jak się w najlepsze całowałeś z Patrick'iem!  Co ja mam teraz innego myśleć?!
-Wcale się z nim nie całowałem! -krzyknął, ale widząc minę przyjaciółki dodał -No dobra, całowałem, ale wcale nie w najlepsze!
-Jak to nie?
-Wiem jak to wyglądało, ale to nie tak. Nie chciałem się z nim całować, to on pocałował mnie.
-To czemu go nie odepchnąłeś?
-Przecież to zrobiłem! Musiałaś, po prostu tego nie widzieć.
-Dobra mniejsza, o to. Ross, jesteś...
-Nie jestem!
-Ross, jestem twoją przyjaciółką. Możesz mi przecież powiedzieć. -popatrzyła mu w oczy. -Możesz powiedzieć mi wszystko.
-Ehh. Wiem. Po prostu, ja... Obiecaj... Obiecaj, że nikomu nie powiesz. -zaczął się jąkać.
-Obiecuję, ale to znaczy, że... Że po tym wszystkim, co przeszliśmy... Okazuje się, że ty... Ty lubisz chłopców?
-Liv, przecież doskonale wiesz, co do ciebie czuję i ja też to wiem, ale ja... Po prostu czuję się dziwnie. Nie wiem, jak to powiedzieć. I pewnie i tak, po tym co zobaczyłaś, straciłem u ciebie wszelkie szanse, ale ja... Nie wiem, jak chcesz możesz się śmiać, proszę bardzo.
-Nie mam zamiaru się z ciebie śmiać. -przesunęła się bliżej i złapała za rękę. -Ross, po prostu możesz mi powiedzieć. Na spokojnie. Po prostu wyrzuć to z siebie.
Ale ja nie potrafię, okej?! -krzyknął, mając łzy w oczach, wyrwał rękę z jej uścisku, po czym wstał z kanapy i powędrował na środek pokoju.
-Rossy, powiedz mi co się stało. Będzie ci lżej i ja też zrozumiem tą całą sytuację. - powiedziała podchodząc do blondyna.
-A co jeśli nie zrozumiesz?
-Spróbuj.
-A więc... Ja... Ja... -zaczął delikatnie szlochać, na co dziewczyna odwróciła go w swoją stronę, po czym zarzuciła mu ręce na szyję i mocno go przytuliła.
-Cii. -powiedziała łagodnie, gładząc chłopaka po włosach. -Chodź, usiądziemy. -dodała, po czym oderwała się od Ross'a, złapała go za rękę i zaprowadziła z powrotem na kanapę. Kiedy już usiedli, delikatnym ruchem, otarła mu łzy z policzka. -Więc?
-To jest po prostu takie straszne uczucie. Bo... To nie chodzi o to, że ja lubię chłopców... -łzy mimowolnie zaczęły lecieć mu po policzkach. Olivia złapała go za rękę i przesunęła się bliżej. -Bo ja lubię i dziewczyny i... Wiesz, ja chyba... Jestem bi... Chyba.
-Jak to chyba?
-No, bo ja nie wiem. Nawet nie wiesz jak mi jest teraz trudno się z tym pogodzić, ja... -przerwał i zaczął szlochać.
-Hej, chodź do mnie, chodź tutaj. -powiedziała łagodnie, po czym mocno przytuliła blondyna. Chłopak odwzajemnił uścisk.
-To jest takie okropne, że wszyscy są utwierdzeni w przekonaniu, że jestem gejem. Wszyscy sobie z tego żartują, a ja... Okazuje się, że po prostu jestem bi, ja nie wiem.
-Hej, hej. Spokojnie. -ponownie, delikatnie otarła mu łzy. -Co w ogóle sprawiło, że zacząłeś tak myśleć, co? -ponownie go przytuliła, ponieważ siedemnastolatek ją do siebie przyciągnął. Znów zaczęła go głaskać po głowie.
-Ja nie chcę o tym rozmawiać, ale... Ale to była głupia decyzja. To jest po prostu... Jeszcze nie teraz.
-Dobrze. -powiedziała łagodnym tonem. Po czym delikatnie ujęła w dłonie twarz chłopaka. -Spójrz na mnie. Nie ważne, jaką masz orientację, okej? Nie ważne. Zawsze będę twoją przyjaciółką i zawsze, ale to zawsze będziesz mógł powiedzieć mi o wszystkim, jasne? - Ross kiwnął głową. Olivia pocałowała go w policzek. -A teraz chodź do mnie. To nie koniec świata. -dodała, po czym blondyn wpadł w jej ramiona.
-Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił, Livvy. Dziękuję ci. Dziękuję ci za wszystko. -powiedział przez łzy. Blondynka tylko mocniej go przytuliła i jeszcze raz pocałowała w policzek. -A... I mam coś dla ciebie... No bo wiesz, tamten telefon się zepsuł... I ten... -Zaczął, po czym wyjął z szuflady pudełko i podał dziewczynie.
-Co to jest?
-iPhone -powiedział z entuzjazmem
-Miała być szybka -odparła z wyrzutem -uśmiechnął się blondyn
-Co szybka? No szybko to załatwiłem
-Miałeś mi wymienić szybkę
-Aa... -Olśniło go -Nie zrobiłem tego.
-Zdążyłam zauważyć. Nie prosiłam cię o nowy telefon, a tym bardziej nie o iPhone'a
-Ale jak podliczyć wszystkie koszty, to wyszło tyle samo co za wymianę szybki
-Wymiana szybki w Sony'm kosztuje tyle samo co nowy iPhone? -spojrzała się na niego -_-
-Bardzo porównywalnie -uśmiechnął się niewinnie
-Masz iść to oddać do sklepu -powiedziała podając mu pudełko
-Nie. -Odparł stanowczo
-Jesteś głupi
-Co? Czemu znowu? -westchnął
-Bo ja nie chciałam, żebyś wydawał masę kasy na iPhone'a dla mnie tylko, żebyś mi zapłacił za wymianę szybki
-Cóż... To tak w ramach pełnych przeprosin... Bo tyle dla mnie zrobiłaś, a ja w sumie nic -powiedział spuszczając wzrok
-Twoje słowa wystarczyły
-Zamknij się już, weź i zwyczajnie podziękuj
-No dziękuję -odparła i cmoknęła blondynka w polik
-A i od dzisiaj masz też nowy numer -dodał po chwili
-Słucham? -Zdziwiła się dziewczyna
-Tak było taniej -uśmiechnął się niewinnie -I wiesz co? Zamiast tych dwóch nędznych całusów w polik wolałbym taki jeden porządny w usta -uśmiechnął się lekko zbliżając się do dziewczyny
-Pff, ale wymagania
-No to chociaż byle jak w usta -powiedział z proszącym wzrokiem, na co dziewczyna wywróciła oczami
-No dobra, chodź tu -odparła, po czym ruszyła w jego stronę
Nagle rozległo się ciche pukanie, którego przyjaciele nie usłyszeli. Do pokoju wparował Bradley.
-To ja może przyjdę za chwilę –powiedział widząc co się obecnie dzieje i zaczął wycofywać się z pomieszczenia. Ross i Olivia ponownie odskoczyli od niedoszłego pocałunku.
-Czekaj –zatrzymał go Ross –skąd ty się w ogóle tu wziąłeś? –spytał zdziwiony
-No więc przyszedłem po Liv, bo się umówiliśmy na korki… a jej telefon nie odpowiada, więc pomyślałem, że po nią przyjdę –uśmiechnął się brunet. Dodajmy również, że Bradley jest z rocznika Ross’a i w opowiadaniu również ma siedemnaście lat jak Ross (ale ja jestem opóźniona z tymi latami >__< ~od autorki)
-Jej pokój jest obok, skąd się wziąłeś w tym? –ciągnął blondyn
-Wahałem się między tymi dwoma pokojami. Ale usłyszałem jej głos w tym, więc zapukałem i wszedłem… ale przysięgam! Nie miałem zielonego pojęcia, że znowu wam coś przerwę… a poza tym Liv mówiła, że wy nie jesteście razem
-Bo nie jesteśmy –wtrąciła
-Ja może wyjdę… wy dokończycie… przyszłabyś za chwilę? –spytał spoglądając w stronę Olivii
-Tak, będę za pięć minut –uśmiechnęła się, po czym Brad opuścił pokój. Ross spojrzał się na nią z uśmiechem –nie, niczego nie dokończymy. Za to poskładam telefon –uśmiechnęła się i ruszyła w stronę wyjścia
-A wpadniesz potem? –spytał z nadzieją
-Tak, będę za godzinkę –uśmiechnęła się, a następnie również wyszła. Blondyn natomiast westchnął i opadł na kanapę
*półtorej godziny później*
Ross siedział niecierpliwie na kanapie czekając, aż dziewczyna przyjdzie. W pokoju nie był już sam. Towarzystwa dotrzymywali mu Riker z Rocky’m, którzy zdołali zauważyć, że coś jest nie tak.
-Młody… co jest? –zaczął Rocky
-A nic, nic… -zaczął niepewnie, jednak brat spojrzał na niego unosząc jedną brew –no bo Olivia mówiła, że przyjdzie po godzinie, a wciąż jej nie ma! Pewnie cały czas siedzi u tego Bradley’a –powiedział zakładając ręce
-Oj nie burmusz się tylko po prostu do niej zadzwoń –powiedział osiemnastolatek podając młodszemu telefon do ręki.
Siedemnastolatek wyszedł na korytarz i wykręcił numer. Po chwili telefon został odebrany jednakże nie usłyszał słynnego „halo?”.
<ło kurde… ale długi… myślałam, że zwykle są krótsze> usłyszał zdziwiony głos Olivii <w ogóle chłopak mojej przyjaciółki ma bardzo podobnego> mina Ross’a zmieniała wyraz z każdą sekundą. Początkowo była wykrzywiona, teraz jednak bardziej zszokowana. <chętnie bym zobaczył. A ty kiedy miałaś okazję?> rozbrzmiał tym razem męski głos, jednak nieco ciszej niż dziewczyny. Blondyn nie miał jednak problemu ze stwierdzeniem, że głos Brad’a również to nie jest. <jak się zastanowić okazja była niejedna. Ostatnio mi chyba w pokoju go pokazał. Wyciągnął i tak w całości, ale krótszy się wydawał> rozbrzmiała znowu Olivia. Przez głowę siedemnastolatka snuły się najgorsze myśli. <no dobra, gotowa na moje cudeńko?> tym razem był to Bradley. Blondyn momentalnie się rozłączył, pobiegł do pokoju bruneta i bez pukania wparował.
-Koniec tego! Ja na pewno mam najdłuższego! –wykrzyczał. Ku jego zdziwieniu nie zastał tego, czego się spodziewał, co właściwie go nieco uspokoiło.
Ujrzał natomiast Brad’a stojącego przed Liv ze swoją gitarą elektryczną, podobnego wzrostu ciemnego blondyna chowającego do pudła bas, ciemnego blondyna siedzącego na łóżku, brzdąkającego na gitarze akustycznej oraz blondyna siedzącego na drugim łóżku, bawiącego się pałeczkami od perkusji. Właściwie wykonywali te czynności dopóki Ross nie wparował do pokoju. W obecnym momencie wszyscy patrzyli się na niego ze zdziwieniem.
-Too… kto chce zobaczyć moją cudowną gitarę, Lunę? –zaczął kłopotliwie drapiąc się po głowie. Pozostali jednak nie spuszczali z niego zdziwionego wzroku
-Ross, czego tu szukasz? –spytała Olivia z lekkim zdenerwowaniem
-Ciebie? Miałaś się pojawić pół godziny temu –odparł z wyrzutem
-Wybacz, że ją zajęliśmy –wtrącił Brad
-Ty się nie odzywaj –spojrzał groźnie na chłopaka
-Ross, wyluzuj, już ci ją „oddajemy”
-Przepraszam… -zaczął po chwili milczenia –umm… nie chciałem na was naskoczyć… tym bardziej na ciebie, Brad… to ja już może pójdę. Wpadnij, jak już znajdziesz chwilę –zwrócił się do Olivii ruszając do wyjścia
-Jak chcesz, możesz zostać –zaczął brunet. Ross niepewnie spojrzał się na pozostałych
Długo nie trwało nim blondyn znalazł z pozostałymi wspólny język. Pozostałymi, czyli konkretniej Connor’em, który ma szesnaście lat. Jest ciemnym blondynem o niebieskich oczach. W zespole gra na basie, czasem również śpiewa. Jest najniższy z zespołu. Bradley’em, który został przedstawiony wcześniej, z Tristan’em, który gra na perkusji. Ma osiemnaście lat i jest najwyższy w zespole. Jest blondynem o niebieskich oczach. Nie można również zapomnieć o najstarszym w zespole James’ie. Ma również osiemnaście lat, jednakże jest o kilka miesięcy starszy od Tristan’a. Gra na gitarze prowadzącej i właściwie on założył zespół. Jego włosy mają odcień ciemny blond, a oczy są błękitne.
I Ross i Olivia do swoich pokoi wrócili po osiemnastej miło spędzając czas z „nowymi znajomymi”. Po powrocie dziewczyna zapoznała się z Kelly, od razu znalazły wspólny język. Ross natomiast wygłupiał się z braćmi. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Siedemnastolatek leniwie podniósł się z łóżka, żeby otworzyć. Ku jego zdziwieniu zastał Brad’a.
-Co tu robisz? –spytał zdziwiony
-Chodź –odparł, na co Ross ruszył za nim
-Ale dokąd? –ciągnął zdezorientowany
-Poznać się… przejść się… nie chcę, żebyś mnie oceniał z góry i uważał za kogoś, kto chce ci odbić dziewczynę, przyjaciółkę, czy… czy nie wiem, jaki wy macie w końcu status –uśmiechnął się brunet, po czym oboje wyszli z budynku.


No to mamy bardziej "Ross chapter"... przepraszam, że tak, ale po prostu muszę to jakoś rozłożyć, bo mam pewien plan co do Ross'a i ten... no jakoś to trzeba zrobić, ale będę starała się pisać mniej więcej równo :) tak też chcę oznajmić, że opowiadanie zmierza ku końcowi ;) tzn nie jakoś, że za tydzień będzie ostatni rozdział, ale chcę żebyście się powoli na to szykowali :) prawdopodobnie wrócę z nowym opowiadaniem... kiedyś tam... i prawdopodobnie będzie ono o The Vamps
ale to się jeszcze zobaczy :D
kilka uwag do rozdziału:
TAK ROSS BĘDZIE BI, ALE JA ZŁA! 
ale
no ludzie
chyba naprawdę w każdym opowiadaniu o R5 (wielu nie czytam, ale wiele przeglądałam. naprawdę trudno znaleźć coś oryginalnego co nie zawiera Raury ._.)  Ross jest hetero, ma dziewczynę, wszyscy są szczęśliwi. no to ja będę oryginalna i Ross będzie bi, ale czy chłopaka będzie miał to nie wiem. (komentarzami "niee! tylko niech nie ma chłopaka! przestanę to czytać jeśli będzie miał!" mnie nie przekonacie...) bo to też by było coś oryginalnego. wiem, że zepsułam to opowiadanie już dawno i nie wiem po co je ciągnę (ludzie mnie to tego zmuszają -_-)  choć z drugiej strony głupio by było urwać tak nagle, więc dokończę to.
jestem ciekawa, co by większość R5ers zrobiła jakby Ross naprawdę okazał się bi albo gejem...
to ja Was wystawiam na próbę :D ciekawe, ile osób przestanie czytać przez to, że robię z Ross'a bi...

a tak poza tym to życzę Wam mokrego śmingusa dyngusa, miłego czasu spędzonego z rodziną, mam nadzieję, że miło się czytało...
a teraz ja idę na śmierć :D

tak, środa, czwartek, piątek - testy... *dead* :|
no ale cóż...
papa ;D
ah nie, jeszcze piosenka ;3
teraz możemy się żegnać :D
~Gosia 

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

68. Nice to see you again!

Pozostała część dnia minęła już spokojnie. Przyjaciele po lekcjach wybrali się na pizzę. Nie obyło się oczywiście bez wygłupów z chłopcami w roli głównej. Do akademika wrócili po 21 i z uwagi na następny dzień udali się do swoich pokoi.
Czwartek spędzili głównie na planowaniu niedzieli, którą mają spędzić w lunaparku razem z Jade. Poświęcili na to większą część przerwy obiadowej oraz kilka krótszych. Ross natomiast w ogóle się nie udzielał, ponieważ z obawy na spotkanie Patrick'a nawet nie poszedł do szkoły. Wyszedł natomiast na miasto załatwić "kilka spraw".
Przenieśmy się może do piątku. Tego dnia siedemnastolatek już udał się do szkoły. Zajmijmy się jednak wydarzeniami po lekcyjnymi.
*Ratliff*
Chłopak udał się na lotnisko i z niecierpliwością wypatrywał Kelly, której samolot właśnie wylądował. Przeglądał się po terminalu i w oczy rzuciła mu się dziewczyna stojąca tyłem. Miała brązowe włosy kawałek za ramiona. Ellington podbiegł do niej od tyłu krzycząc "Kellyyyy!" i mocno przytulił.
-Ekhem! -Usłyszał nagle za plecami
-Kelly? -Odwrócił się z przerażeniem widząc za sobą "poszukiwaną" -to kim jest -zaczął wskazując na osobę, na którą przed chwilą się rzucił. Ku jego oczom ukazał się mężczyzna z zarostem, który do niego zadziornie się uśmiechnął i mrugnął, po czym odszedł. -Kellyyyy -przytulił ją, po czym chciał pocałować, jednakże ta cmoknęła go jedynie lekko w usta
-Cześć -powiedziała krótko
-Poważnie? Ponad pół roku się nie widzieliśmy, a ty witasz mnie w sposób krótkiego cmoknięcia w usta i mówiąc cześć -powiedział smutno
-A zasłużyłeś na więcej? -Spytała unosząc brwi –A poza tym… kto to był? –dodała wskazując w stronę odchodzącego mężczyzny
-Byłem święcie przekonany, że ty –odparł niepewnie
-Pomyliłeś mnie z mężczyzną –powiedziała z wyrzutem
-Ale te włosy… bardzo podobne –ciągnął próbując wybrnąć z kłopotliwej sytuacji
-Przefarbowałam się ostatnio. Daltonizm dokucza? A poza tym nawet jeśli masz problem z odróżnieniem koloru, który jednak się trochę różni od poprzedniego, mam jeszcze ombre
-Nie chwaliłaś się ostatnio żadnymi zdjęciami… Dobra… słuchaj, przepraszam cię po raz kolejny, tym razem nie przez telefon -zaczął patrząc dziewczynie w oczy -nic mnie nie łączy z Rydel. To był głupi błąd, upiłem się i nie miałem pojęcia co robię. Na trzeźwo nigdy by mi nawet coś takiego przez myśl nie przeszło. A to... Nie mam pojęcia jak to się stało. Kelly, kocham tylko ciebie i nikt nigdy nie będzie dla mnie znaczył tyle co ty -na te słowa dziewczyna się uśmiechnęła -dostanę teraz większe buzi? -Spytał robiąc proszące oczy -chyba nie powiesz mi, że nie masz na to ochoty, i że wcale się nie stęskniłaś
-Oczywiście, że nie powiem, bo bym kłamała. No chodź tu -odparła, po czym obdarzyła chłopaka namiętnym pocałunkiem
-Tak już lepiej -powiedział z entuzjazmem -to teraz możemy iść -dodał biorąc do jednej z rąk walizkę dziewczyny, a za drugą złapał jej dłoń
*Riker i Rydel*
Rodzeństwo krążyło po mieście nie wiedząc dokąd pójść. Propozycji było wiele, jednakże żadna nie zadowalała obojga na raz. Ostatecznie zgodzili się, żeby pójść na zakupy do centrum handlowego. Tam natomiast nie obyło się bez delikatnych kłótni o to, do którego sklepu mają iść. W końcu Riker ustąpił, że najpierw mogą iść do Forever 21, jednego z ulubionych Rydel. Blondynowi nie chciało się czekać, aż siostra skończy wybieranie ciuchów, ponieważ zwykle zajmuje jej to około godziny. Postanowił przejść się do Hollister'a oraz kilku innych sklepów. Oczywiście spotkał przy okazji kilkoro fanów, którym poświęcił chwilę czasu, na krótką rozmowę oraz zdjęcia.
Wyglądając przez okno w jednym ze nich ujrzał wielki billboard. Za tydzień w sobotę odbędzie się mecz hokeja Colorado Avalanche vs. New York Rangers. Bez wahania zaczął rozglądać się, gdzie może kupić bilety. Uznał, że najlepszym miejscem do tego będą kasy stadionowe. W pośpiechu udał się po Rydel i nie dając jej dokończyć wybierania ubrań wyciągnął ją ze sklepu.
-Możesz mi powiedzieć, co jest tak ważne, że nie mogę dokończyć wybierać w spokoju?
-Meecz! –wykrzyknął blondyn wciąż ciągnąc siostrę za rękę
-Co za mecz? Riker! Przestań mnie wreszcie ciągnąć, umiem sama iść –powiedziała zdenerwowana Delly
-Colorado Avalanche gra mecz tutaj –odparł już spokojniej puszczając rękę młodszej
-I to jest ten powód? Poważnie? Przecież sam też mogłeś iść
-Ale pomyślałem, że… że właściwie to nie wiem. Już przestań marudzić i chodź. Kupimy bilety i wrócimy do sklepu –uśmiechnął się
Tak też rodzeństwo udało się na stadion New York Rangers, gdzie Riker zakupił bilety. Nie tylko dla siebie i Rydel, lecz również dla Rocky’ego, Ross’a, Olivii i Millie. Uznał, że będzie miło jeśli gdzieś wspólnie się wybiorą, ponieważ dawno nie spędzali razem czasu tak poza szkołą lub pokojami.
Po zakupieniu biletów rodzeństwo ponownie udało się do centrum handlowego. Tym razem innego, ponieważ podróż na stadion zajęła im prawie godzinę. W ramach „przeprosin” za to, że Riker wyrwał Rydel ze sklepu nie dając jej dokończyć przymierzać postanowił oceniać jak wygląda w danym ubraniu, a na koniec pomógł jej dokonać ostatecznej decyzji, co ma kupić.
Po skończonych zakupach udali się do akademika. Dotarli tam około 20 i rozeszli się do swoich pokoi. Rydel zastała w swoim nikogo innego, jak Kelly rozmawiającą z Millie
-Kellyyyyyy –wykrzyknęła odkładając torby z zakupami na podłogę. Podeszła do dziewczyny i mocno ją przytuliła –tak strasznie się stęskniłam –uśmiechnęła się –i świetnie ci w tej fryzurze –dodała puszczając dziewczynę z uścisku
-Heeeej Delly –odparła –też się stęskniłam za tobą i w ogóle za wszystkimi. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że mogę spędzić z wami trochę czasu. Plus, że nie musiałam jeszcze zrywać z Ell’em… -uśmiechnęła się
-Słuchaj, przepraszam cię za tamto. Nie miałam pojęcia co robię. Na trzeźwo w życiu bym czegoś takiego nie zrobiła, jesteś moją przyjaciółką –powiedziała Rydel patrząc na Kelly –naprawdę nie chciałam –westchnęła
-Już okej. Nie wracajmy do tego –dziewczyna się lekko uśmiechnęła. Po chwili do pokoju wszedł Ellington
-Oo, już jesteś Ryd, jeszcze tylko Liv i mogę wam złożyć ofertę –uśmiechnął się obejmując Kelly
-Haha, jaką znowu? –zaśmiała się Rydel
-No mówiłem, jak wróci Liv
-Co będzie jak wrócę? –spytała nagle Olivia, która właśnie weszła do pokoju
-O, świetnie, że jesteś. Teraz możecie usiąść –zwrócił się do dziewczyn. Wszystkie cztery wykonały polecenie –właściwie mam do was prośbę. W sumie Kelly, nie musiałaś siadać, bo to dotyczy ciebie. To znaczy… chciałem was prosić, żebyście dały Kel przenocować przez te dwie noce. Jako, że jest tak krótko nie ma sensu, żeby wynajmowała pokój w hotelu i traciła czas na dojazd i wszystko, skoro może być cały czas z nami –uśmiechnął się –to jak?
-Ja nie mam nic przeciwko –zaczęła Rydel
-Ja tak samo –dodała Millie
-Ja też, chętnie cię bliżej poznam –uśmiechnęła się Liv
-Super, dzięki dziewczyny, jesteście świetne –powiedział Ell po kolei przytulając każdą z nich
-Wiemy to Ell, wiemy –powiedziała Millie, na co pozostałe się zaśmiały
-Skromność to podstawa –odparł Ell
-Tak w ogóle, Rydel –zaczęła Kelly –widziałam, że przyniosłaś jakieś torby z zakupami…
-A no tak, byłam z Riker’em –uśmiechnęła się
-To na co czekasz, chodź tu z nimi i nam pokazuj! –powiedziała, na co Rydel wzięła torby i wysypała z nich wszystko na łóżko
-O nieee… to ja was lepiej zostawię z tymi babskimi sprawami –powiedział Ratliff kierując się do wyjścia –potem możecie wpaść do nas czy coś –uśmiechnął się, po czym podszedł do Kelly i cmoknął ją w polik, a następnie opuścił pokój i udał się do siebie.
*wcześniej, Rocky i Millie*
Przyjaciele, jeśli tak już można ich nazwać początkowo siedzieli w pokoju chłopców, gdzie byli właściwie sami. No… prawie. Był tam jeszcze Ross, jednakże jego obecność trudno było zauważyć, ponieważ siedział na kanapie, wpatrywał się w ścianę i znajdował kolejne rzeczy, które może zjeść.
Millie natomiast siedziała na łóżku blondyna, naprzeciwko Rocky’ego, który uparcie usiłował grać na gitarze z jego ręką w gipsie. Oczywiście nie wychodziło mu to i co chwilę się wkurzał.
-Jesteś głupi, to oczywiste, że nie uda ci się normalnie zagrać –przerwała mu wreszcie brunetka
-A co ty tam możesz wiedzieć. To ja tu gram od… od kilku lat, nie chce mi się liczyć, więc mam trochę więcej pojęcia o graniu na gitarze niż ty –odparł wciąż usiłując zagrać Cali Girls
-Ale nie potrzebuję nie wiadomo jak rozbudowanej wiedzy, żeby powiedzieć ci, że nie gra się z ręką w gipsie –powiedziała usiłując wyrwać chłopakowi z gitarę z rąk. Brunet początkowo nie chciał dać za wygraną, jednakże w końcu się poddał nie mogąc dłużej utrzymać jej jedną ręką –Ha! –wykrzyknęła Millie –już sobie nie pograsz –uśmiechnęła się zanosząc gitarę na łóżko Riker’a, żeby Rocky nie miał jej pod ręką
-Ross, gdzie jest twoja gitara? –zawołał młodszego
-Pod łóżkiem –odparł zabierając się za jedzenie truskawek
-Pożyczam –powiedział brunet. Następnie chwycił przedmiot i wyszedł z nim z pokoju wytykając po drodze język do Millie
-No dzięki Ross –powiedziała szesnastolatka z wyrzutem do blondyna wychodząc z pokoju
-You’re welcome! –usłyszała zamykając za sobą drzwi
Od razu udała się do swojego pokoju, w którym zastała Olivię i Rocky’ego kłócących się o gitarę. Blondynka stała na łóżku i ciągnęła za pudło, natomiast brunet ciągnął jedną ręką za gryf.
-Oo, pomogę ci –powiedziała Millie z entuzjazmem stając po stronie Olivii i po chwili Rocky musiał ponownie skapitulować
-Nienawidzę was -powiedział obrażony zakładając ręce
-Nie będziesz grał ze złamaną ręką -odparła Liv
-No widzisz? Może chociaż ją posłuchasz -powiedziała brunetka przybijając high five Olivii
-Lepiej go gdzieś zabierz, niech się czymś zajmie... -zaczęła młodsza -a ja pójdę zajrzeć do Ross'a -dodała, po czym opuściła pokój
-Tak więc chodź -zwróciła się do chłopaka brunetka
-Nie. Ja chcę moją gitarę -odparł z ponurą miną
-Dostaniesz gitarę, jak zdejmą ci gips, a teraz chodź, dla własnego dobra -powiedziała wyciągając rękę w jego stronę
-Dokąd znowu? -spytał bez entuzjazmu
-Na lody... ja stawiam -brunet głupawo się zaśmiał -jednak sam płacisz
-Przepraszam -zaśmiał się -jako chłopak ja stawię -uśmiechnął się podnosząc się z podłogi
Tak więc oboje udali się na lody do pobliskiej kawiarni, a następnie postanowili pojechać do Central Parku. Spacerowali po okolicy wygłupiając się i co chwilę śmiejąc. Nie obyło się również bez przepychanek i prób wepchnięcia siebie nawzajem do stawu. Następnie oboje usiedli na trawie pod drzewem wcześniej kupując po hot-dogu. Siedzieli przez chwilę w ciszy, którą w końcu przerwał Rocky.
-Dzięki, że mnie tu zabrałaś... przynajmniej się trochę oderwałem od mojego ubolewania nad niemożliwością grania... tak trochę nie mogę się z tym pogodzić. Chcę, żeby mi wreszcie zdjęli to cholerstwo i żebym znów mógł grać -westchnął
-Nie ma za co. Plus przepraszam cię jeszcze raz, bo gdyby nie ja, mógłbyś teraz grać.
-Nie przepraszaj mnie już, to też trochę moja wina. Czasu się nie cofnie i już muszę przecierpieć te kilka tygodni -uśmiechnął się -a poza tym nawet ciekawie gra się z ręką w gipsie -dodał, na co dziewczyna się zaśmiała
-Nie wierzę, że to powiem, ale cieszę się, że już nie jesteśmy na etapie nienawidzenia się -zaczęła brunetka -nie myślałam, że kiedyś będę w stanie normalnie z tobą rozmawiać i w ogóle bez tego naszego przekomarzania się
-Szczerze? Ja też nie. Ale też się cieszę. Miło się z tobą spędza czas 
-I nawzajem -odparła, jednak chciała uniknąć kontaktu wzrokowego z osiemnastolatkiem -zbieramy się już? Podobno Kelly miała przyjechać, a chciałam się z nią poznać -dodała przerywając ciszę, która chwilowo zapanowała
-Tak, pewnie -odparł chłopak, po czym oboje ruszyli w drogę powrotną.

Hellooooooo! tak więc wróciłam, właśnie skończyłam ten rozdział... mogłam to zrobić dawno temu, ale nie miałam jakoś weny... bo miałam cały plan i w ogóle, ale nie szło :| plus wkręciłam się w czytanie fanfic'a o The Vamps, nad którym zastanawiam się nad tłumaczeniem, bo wiem, że niektóre osoby tłumaczą angielskie fanfici, a ten jest serio świetny :D ale to jeszcze do przemyślenia. wracając do rozdziału... zbytnio mi się on nie podoba. mam wrażenie, że się pogubiłam, wszystko pomieszałam i w ogóle szkoda gadać... no ale jest. plus najlepsze jest to, że rozdział 69 mam skończony od miesiąca xD tak, postanowiłam sobie przeskoczyć mając wenę na wydarzenia z tamtego >__< w każdym razie piszcie co sądzicie, a następny postaram się dodać w przyszłym tygodniu. potem znowu może być krótki przestój, ale to raczej taki tylko na dwa tygodnie albo krócej ze względu na testy, ale to tam już nieważne. nie będę się dalej rozpisywać. proszę o komentarze jeśli jeszcze o mnie nie zapomnieliście ;)
 ~Gosia

środa, 19 marca 2014

Zakończenie

Nim wpadniecie w panikę
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
tak
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
to koniec
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
pewnej części w opowiadaniu :)
Absolutnie nie kończę tego opowiadania, przynajmniej jeszcze nie przyszedł na to czas.
Ostatnio doszłam do wniosku, że piszę trochę inaczej, pojawiają się różne tematy i w ogóle... no ale bądźmy szczerzy. jest to efektem tego, że nie mam cały czas 14 lat, które miałam, gdy zaczynałam. nie mówię teraz, że uważam się za nie wiadomo jak dorosłą, bo wohoo, 16 mi uderzy w listopadzie. NIE. do tego nie zmierzam. chodzi mi po prostu o to, że trochę się w tym opowiadaniu pozmieniało od mojej pierwszej wizji... trochę to znaczy mega dużo >__< w pierwszej wizji na nie to w ogóle Ross miał być z Millie i bla bla bla. a wyszło jak wyszło. w ogóle w życiu bym nie przypuszczała, że będę pisać do dziś, że ktoś to będzie czytał, że będę miała tyle pomysłów... a obecnie to ciągnę ten II semestr w opowiadaniu od ponad 40 rozdziałów :| no ale co zrobić... wiadomo, że kiedyś ten koniec nadejdzie, ale na razie się na to nie zanosi ;)
Nowy rozdział pojawi się na początku kwietnia. a teraz może dam małą "zapowiedź" i dowiecie się czego możecie się spodziewać dalej.
-pożegnanie Jade
-będą się pojawiać członkowie The Vamps (głównie Bradley, bo taki jest plan, ale o pozostałych nie zapomnę :) )
-specjalny "występ gościnny"
-Ross zmieni status
-dowiecie się co z planami zaręczyn Ratliff'a
-Rydel kogoś pozna
-jak się dalej będzie układać Riker'owi i Millie
-Olivia zdecyduje
-będzie zerwanie
-co dalej z "wahaniami miłosnymi" Rocky'ego
to w sumie by było na tyle... czego najbardziej nie możecie się doczekać? ja w sumie nie mogę się doczekać aż przeczytacie wszystko i dowiecie się wszystkiego. każda z rzeczy jest ciekawa na swój sposób ;)
w takim razie do kwietnia ;*
~Gosia

sobota, 8 marca 2014

67."We worked too damn hard for this just to give it up now"



-Hej Olivia! -Rozległ się czyjś głos na korytarzu. Przyjaciele momentalnie od siebie odskoczyli
-Um Bradley? Co ty tu robisz? -Zdziwiła się dziewczyna
-Miałaś mi dać korki. Umówiliśmy się jakieś 20 minut temu, pomyślałem, że podskoczę do ciebie, czy coś, bo każdemu się może zdarzyć zapomnieć. -Uśmiechnął się
-Nie, nie zapomniałam, po prostu Ross mnie zatrzymał, musieliśmy chwile pogadać.
-Ross? Ross Lynch? Ty nie jesteś gejem? Prawie się całowaliście.
-Haha, o nie. On na pewno nie jest gejem. To co, może pójdziemy już?
-Tak, tak. -Odparł kierując się w stronę pokoju
-Pogadamy później. -Powiedziała do Ross'a, po czym cmoknęła go w polik i ruszyła za brunetem.
Bradley lub też Brad, jak kto woli, jest brunetem o kręconych włosach. Nie są one specjalnie długie, jednakże loki można zobaczyć. Ma około 170cm wzrostu. Jest bardzo miły, przyjacielski i sympatyczny, jednakże również dość ciekawski, i często interesuje się nie swoimi sprawami. Zawsze mówi co myśli i jest szczery, ale umie dobierać słowa tak, by nikogo nimi nie skrzywdzić. Nie brak mu pewności siebie, łatwo zawiera nowe znajomości. Zawsze jest sobą. Gra na gitarze i należy do zespołu The Vamps, jednakże utrzymuje on status "garażowej kapeli". Brunet jest głównym piosenkarzem w zespole. Pisze również piosenki.
*u Bradley'a*
-Czyli Ross nie jest gejem? -Spytał rozkładając książki
-Nie, to tylko gazety tak piszą. -Odparła pewnie
-Szkoda.
-Czekaj, jesteś gejem? Myślałam, że poprosiłeś mnie o korepetycje, bo ci się spodobałam, czy coś... Przypadkiem tak to odebrałam. -Zdziwiła się
-Niee -zaśmiał się -poprosiłem w celach przyjacielskich. Wydałaś mi się sympatyczna... Już od dawna w zasadzie, ale wcześniej nie miałem pomysłu jak się zbliżyć
-Zagadać na przykład -uśmiechnęła się -wydajesz się być pewnym siebie
-No i jestem -odparł z entuzjazmem -ale tak jakoś nie wiedziałem z czym zagadać... Ale wracając, Ross jest twoim chłopakiem?
-Jest, ale... Nie! Nie jest moim chłopakiem. Przyjaźnimy się i wiesz, jesteśmy w parze na tym projekcie i po prostu czasami też się tak wczuwamy za bardzo i w ogóle. A no więc matma, tak? -Starała się wykręcić z tematu
-Ale ty na niego lecisz. -Uśmiechnął się zadziornie
-Jaaa? Coś Ty. Nie leciałam i nie lecę. I raczej nie będę...
-Ta, no jasne. Ale pamiętaj, winny się tłumaczy.
-Tłumaczyć, to ja Ci teraz będę matmę. -Odparła otwierając książkę
-Okej, ja tylko oceniam sytuację. -Odparł, po czym oboje skoncentrowali się na nauce.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ross stał na korytarzu opierając się o ścianę i co jakiś czas spoglądając na schody do góry. Ponownie ogarnęła go słabość. Znowu miał ochotę zapaść się pod ziemię. Nie mógł uwierzyć, w to, na co się zgodził. Jednakże, gdy myślał, co by mogło się stać po opublikowaniu filmiku... Wtedy już by miał większy powód do skoku z dachu. Z drugiej strony przecież on nic takiego nie zrobił. Po prostu stał, a uczucie było prawdopodobnie takie samo, gdyby dziewczyna była na miejscu Patrick'a. Gorzej by było, gdyby on został zmuszony do wykonania owego czynu i to na tamtym geju.
Jeszcze raz rzucił spojrzenie na schody, a następnie pozbierał jeszcze telefon Olivii z podłogi, któremu pękła szybka, udał się do pokoju i ponownie oklapnął na łóżku.
Długo spokoju nie miał, ponieważ około 5 minut później przyszedł Rocky ze swoją ręką w gipsie. Oczywiście brunet jak gdyby nigdy nic wszedł do pomieszczenia rzucając krótkie "siema" do pozostałych i usiadł na swoim łóżku sięgając po gitarę.
-Serio? Zamierzasz na tym grać? -Spytał Ross spoglądając na brata ze zdziwieniem
-No jasne, a co w tym dziwnego -odparł udając, że nie widzi problemu
-Hmm... Nie wiem, może to, że prawą rękę masz w gipsie -powiedział sarkastycznie młodszy
-Ej, o co znowu chodzi? -Spytał Riker przychodząc do zakątka młodszych braci -Rocky, chciałbyś o czymś opowiedzieć?
-Nie ma co opowiadać -uśmiechnął się niewinnie
-Serio? Ja jednak myślę, że do opowiedzenia masz bardzo dużo -powiedział wskazując na rękę -Jak to się stało? Założę się, że że nie miałeś zawiązanych sznurówek.
-Oo, wypraszam sobie. Sznurówki to akurat miałem zawiązane.
- To co się stało? Przecież kaleką nie jesteś, chodzić umiesz. -Kontynuował siadając na łóżku Ross'a
- No raczej, że umiem. Wiesz, nie ja buduję te genialne chodniki.
-Ale przynajmniej powinieneś patrzeć pod nogi.
-Przecież patrzę. -Bronił się osiemnastolatek
-No najwyraźniej nie.
-No bo to te sznurówki... -Westchnął chcąc zakończyć dyskusję
-A nie mówiłem? To przez te twoje idiotyczne pomysły o chodzeniu z rozwiązanymi.
-Tak naprawdę to przecież Ross zawsze chodzi z rozwiązanymi -powiedział wskazując na młodszego brata
-Mnie w to nie mieszajcie. Ja przez nie nic sobie nie złamałem -wtrącił najmłodszy z towarzystwa z oburzeniem
-Co tu się dzieje? - zapytała zdziwiona Millie, która przed chwilą weszła do pokoju.
-Riker daje mi lekcje chodzenia. I uczy jak wiązać sznurówki, żeby się nie przewrócić. -odparł ironicznie Rocky, na co dziewczyna się lekko zaśmiała.
-No jasne Rocky, ktoś musi, bo ciekawe jak teraz będziesz grać. -zdenerwował się najstarszy.
-Ale co, oskarżasz go o to, że złamał nadgarstek? -zapytała zdziwiona brunetka.
-Nie po prostu go ochrzaniam, że w ogóle go złamał.
-Ale wiesz, że to nie jego wina, prawda?
-A czyja niby?
-Moja. -powiedziała, na co blondyn wytrzeszczył oczy.
-Jak to twoja?
-A no bo widzisz, nie chciałam za nim poczekać, a on mnie próbował dogonić i tak wyszło, że się potknął i przewrócił. -wytłumaczyła.
-Aha... -odparł zdziwiony Riker.
-No czyli już wszystko wiesz. Może mnie teraz przeprosisz? - zapytał z wyrzutem Rocky.
-Tak... Przepraszam, że cię ochrzaniłem... Millie, pójdziemy się przejść?
-Właściwie to chętnie, ale jestem w sumie trochę zmęczona. Może jutro?
-Tak, może... -odpowiedział ze sztucznym uśmiechem
- To do zobaczenia. - wspięła się na palce i ucałowała blondyna w policzek, po czym kiwnęła chłopakom na pożegnanie i wyszła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następnego dnia wszyscy udali się do szkoły, łącznie z Ross'em. Dzień przebiegał można powiedzieć, że bardzo miło. Siedemnastolatek kilkakrotnie się nawet uśmiechnął. Wszystko jednakże zaczęło się komplikować podczas przerwy obiadowej. Wszystko i u wszystkich. Zacznijmy może od tego, że cała siódemka wspólnie zasiadła do stołu na stołówce.
-To jedzenie nigdy nie było jakieś rewelacyjne... I na pewno nie dorównywało obiadom domowym... Ale dzisiaj jest wyjątkowo paskudne -zaczął Riker "modląc się" nad swoją zupą -Nie żeby coś, ale chyba się tym nie najem
-Ty zawsze byłeś wybredny odnośnie jedzenia... Dwadzieścia jeden lat i nie lubi pieczarek -powiedziała Rydel
-A rodzice myśleli, że z tego wyrosnę -zaśmiał się głupawo dorosły
-No dobra, co jak co, Riker jest wybredny... Ale to jedzenie dzisiaj jest serio straszne -dołączył się Rocky -jeszcze tylko Ross przytaknie to naprawdę będziemy mogli zacząć myśleć nad skołowanien lepszego posiłku. Wszyscy skierowali wzrok na siedemnastolatka mieszającego swoją zupę.
-Ja tego jadł nie będę -powiedział zdezorientowany -Ja mogę iść do laptopa i ogarnąć najbliższą pizzerię -uśmiechnął się. Wszyscy zgodzili się na pomysł blondyna. Ten nie tracąc czasu wstał od stołu i udał się w stronę akademika.
Gdy zbliżał się do budynku usłyszał głos za swoimi plecami. Głos bardzo dobrze mu znany.
-Gdzie mój Rossiaczek Pysiaczek się wybiera? -Zwrot ten wprawił chłopaka w osłupienie. "o nieee" pomyślał i niepewnie się odwrócił -tak w ogóle pójdę z tobą -był to nie kto inny jak Patrick
-Nie chcę, żebyś szedł ze mną, chcę, żebyś mnie zostawił w spokoju zgodnie z umową -powiedział Ross starając się zachować spokój
-Wiesz... Umowa była taka, że jeśli ci się nie spodoba to dam ci spokój. Przyszedłem się o to dowiedzieć -odparł przejeżdżając palcami po blond końcówkach siedemnastolatka. Chłopak się momentalnie spiął.
-Posłuchaj mnie -zaczął, gdy byli już w budynku przy pokoju Patrick'a -zamierzałem sobie wymazać to okropne zdarzenie z pamięci, jednak ty mi utrudniasz to zadanie. Byłoby o wiele łatwiej gdybyś łaskawie zajął się swoim życiem, a nie moim i zaczął nachodzić chłopaka, który faktycznie jest gejem. Więc weź się łaskawie odczep koleś. -Powiedział powoli tracąc cierpliwość
-To nie jest odpowiedzią na moje pytanie -uśmiechnął się zadziornie Patrick -czy ci się to podobało?
-Matko moja droga oczywiście, że nie. Do końca życia będę miał uszczerbek w psychice przez te twoje tortury. A ty się mnie jeszcze bezczelnie pytasz, czy mi się podobało. To może ja się ciebie zapytam, czy ci smakowało -powiedział Ross, jednak chwila nie minęła, a już mógł żałować tego, co powiedział
-Mm i to nawet nie wiesz jak bardzo -rozmarzył się Patrick -tak bardzo chciałbym to powtórzyć. Skoro jest ta przerwa to może pójdziemy do mnie i... -zaczął kierując swoją ręką w stronę krocza Ross'a
-Łapy przy sobie -powiedział zatrzymując jego rękę -posłuchaj mnie wyraźnie, bo mówię to po raz ostatni. Ja nie jestem gejem, a ty masz się ode mnie odczepić -dodał przez zaciśnięte zęby. Reakcja Patrick'a jednak przeszła jego najśmielsze przypuszczenia. Osiemnastolatek położył dłonie na policzkach blondyna i momentalnie przycisnął swoje usta do jego. Ross nie mógł się uwolnić od uścisku. Nie wiedząc co robić mocno uniósł kolano uderzając geja w jego czułe miejsce
-ODWAL SIĘ ODE MNIE! -Krzyknął niemalże na cały korytarz, po czym wkurzony ruszył do swojego pokoju i wszedł do niego trzaskając drzwiami.
*wcześniej, zaraz po opuszczeniu stołu przez Ross'a*
-Jejku, zapomniałam książek na popołudniowe lekcje -westchnęła Olivia grzebiąc po torbie -no cóż... Za chwilę wrócę -dodała, po czym ruszyła śladami Ross'a. Chciała go nawet zawołać, by na nią poczekał, jednak zatrzymała ją koleżanka z klasy, która chciała się o coś zapytać. Po około pięciu minutach skończyła rozmowę i z uśmiechem udała się do akademika. Weszła na piętro i zwyczajowo spojrzała w lustro, które wisiało na korytarzu. Jak za każdym razem zaczęła się w nim przeglądać, gdy nagle ujrzała kogoś w tle. Tak, był to Patrick całujący Ross'a. Olivia spanikowała. Patrzyła się na odbicie tego zdarzenia jeszcze około 3 sekundy, a następnie nie mając odwagi zobaczyć tego na własne oczy pobiegła do swojego pokoju. Zamknęła nerwowo drzwi i położyła torbę na podłodze. Udała się do łazienki, przemyła sobie twarz zimną wodą i ruszyła do głównej części pokoju. Widok Rocky'ego na kanapie również ją zszokował i wydała z siebie krzyk.
-Jak ty tu się dostałeś? I co tu w ogóle robisz? -spytała zdziwiona. Po tych słowach usłyszeli mocne trzaśnięcie drzwi. Spojrzeli się na siebie z lekkim przerażeniem -mów, jeśli możesz
-No więc to było tak -zaczął -po tym jak odeszłaś za długo nie rozmawialiśmy. Nagle Ratliff zapytał Rydel, czy może z nim na chwilę pójść na bok w sprawie Kelly. No i sobie poszli, a ja zostałem z Riker'em i Millie. Jednak jako, że czułem się niekomfortowo stwierdziłem, że może sobie pójdę. No i wstałem od stołu i tak jakoś nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Ruszyłem w stronę wyjścia ze stołówki i jeszcze rzuciłem na nich wzrokiem. Akurat się całowali... I oto jestem -uśmiechnął się
-A jesteś tu, żeby...? -Spytała wciąż zestresowana Liv
-Chciałem pogadać... O Millie... A tak w ogóle co z tobą, zobaczyłaś ducha po drodze tu?
-Chciałabym. Byłby lepszy niż to co widziałam
-Co widziałaś? -Dociekał brunet
-Nieważne... To co z tą Millie? -Spytała siadając na kanapie ze szklanką soku w ręce
-Będę walił prosto z mostu... Chyba się w niej zabujałem... -Zaczął niepewnie
-Haha, dobry żart Rocky -zaśmiała się nie wierząc w słowa przyjaciela
-Ale to nie żart, serio chyba mi się podoba i coś do niej czuję -nie zdążył nawet mrugnąć, a na jego twarzy znalazł się sok -poważnie? Ja oczekiwałem wsparcia -westchnął
-Ale czy ty siebie słyszysz? W zeszłym tygodniu nie mogliście na siebie patrzeć, a dzisiaj, po waszych dwóch wyjściach mówisz mi, że ona ci się podoba. Rocky, na pewno wszystko dobrze?
-No a jak wytłumaczysz to, że poczułem ukłócie widząc ich razem? Całujących się?
-Nic mi nie mów o całowaniu, bo zaraz coś zwrócę... Słuchaj, naprawdę nie wiem, co powiedzieć, bo mnie zszokowałeś... Ale na pewno nie radzę ci próbować odbić jej bratu, bo to się nie skończy dobrze dla waszych relacji
-Ehh... No wiem -westchnął
-A poza tym nie zapominaj, że w niedzielę widzisz się z Jade
-O cholera... Serio to już w niedzielę? -Dziewczyna przytaknęła -i jak ja teraz wyrobię... Muszę jej kupić jakieś ładne kwiaty. Pomożesz mi coś wybrać?
-Tak, pomogę... A poza tym, Rocky?
-Hm?
-Zdecyduj się, do której ty dziewczyny startujesz, Millie czy Jade?
-Jade -odparł po chwili namysłu -choć co za różnica, skoro jedna ma chłopaka, a druga się wyprowadza -dodał po chwili -możemy już iść?
-Tak, wezmę te książki i idziemy
*w międzyczasie Ratliff i Rydel*
Przyjaciele poszli do parku przy szkole. Ellington chodził zestresowany.
-Ell, co jest? -spytała widząc zdenerwowanie -po co chciałeś tu przyjść? O co chodzi?
-O to -powiedział niepewnie wyciągając z kieszeni pudełeczko
-Matko, co to jest? -Zdziwiła się blondynka
-Umm, pierścionek? -Odparł otwierając je
-To wiem, ale dla kogo?
-Dla Kelly...
-Dla Kelly? Na zwykły pierścionek, to, to raczej nie wygląda. Ell, czy ty chcesz się jej oświadczyć? -ciągnęła z coraz to większym zdziwieniem
-Właśnie nie wiem. -Zawahał się -Widzisz Delly, kocham ją. Tak bardzo ją kocham. Nie chcę jej stracić, a może zrozumie, że kocham ją i tylko ją
-Przez pierścionek? Ellington, zaręczyny i ślub, to bardzo, ale to bardzo odważna decyzja. Jesteś tego pewien?
-Jak nigdy w życiu. To znaczy... Jest może jeden procent zawahania, ale on jest z obawy, że mnie wyśmieje lub po prostu się nie zgodzi. Ale w dziewięćdziesięciu dziewięciu jestem tego pewien -powiedział chowają pierścionek z powrotem do kieszeni
-Hmm, no cóż. Więc nie zostało mi chyba nic, prócz gratulacji. -Uśmiechnęła się Rydel
-Ale jak to? Nie będziesz mnie pouczac, ani nic? -Zdziwił się chłopak
-Skoro tego właśnie chcesz, to dlaczego bym miała?
-Bo, bo... W sumie nie wiem. -Zawahał się
-Cokolwiek zrobisz, będę Cię wspierać. Jesteś moim najlepszym przyjacielem.
-Kocham Cię Delly wiesz?
-Wiem Ell, ja Ciebie też. Tylko od razu wyjasnijmy, kochamy się jak rodzeństwo. -Powiedziała, na co brunet się zaśmiał
-Oczywiście, że jak rodzeństwo.
-Wiesz, ostatnio, za dużo się dzieje, wiec najlepiej wyjaśniać wszystkie rzeczy od razu.
-Tak, zdecydowanie. A teraz chodź do mnie. -Powiedział, po czym przytulił przyjaciółkę -Nie wiem, co bym bez ciebie i chłopaków. Jesteście najlepsi.
-I nawzajem -uśmiechnęła się blondynka odwzajemniając uśmiech
*Riker i Millie*
Do nich też wypada nam się przenieść, chociaż na sam koniec rozdziału. Riker wykorzystując okazję, że zostali sami przy stole usiadł obok dziewczyny.
-Czyli co -zaczął blondyn z uśmiechem -pójdziemy dzisiaj na ten spacer?
-Właściwie to... -zawahała się Millie, na co wyraz twarzy Riker'a od razu spoważniał
-Tylko nie mów, że znowu chcesz się umówić z Rocky'm. Zaczynam być zazdrosny.
-Nie nie coś Ty. Nie masz o co. Przecież Ci już mówiłam, że chodzi wyłącznie o projekt. -Odparła pewnie łapiąc chłopaka za rękę
-Taa, wiem. Ale zaczynam za tobą tęsknić. -Powiedział spoglądając się na brunetkę
-Aww to słodkie -uśmiechnęła się -Ja za tobą tak trochę też.
-Tak trochę? -Uniósł obie brwi
-No dobra, trochę bardzo.
-Jak bardzo? -Spytał, a na jego twarzy znów zagościł uśmiech
-Hmm, no nie wiem, nie wiem. -odparła wywracając oczami
-Tak bardzo, że chcesz, żebym cię pocałował? Czy mniej?
-Tak bardzo. -Odparła, na co oboje się do siebie jeszcze bardziej zbliżyli i złączyli swoje wargi w namiętnym pocałunku.

tak tak tak... obiecałam wczoraj to dodaję dzisiaj >__< w ogóle matko, ile się wydarzyło w tym tygodniu... od razu mówię, że pomysł z Bradley'em nie ma nic wspólnego z faktem, że The Vamps wystąpiło z R5 na scenie, ponieważ rozdział ten mam gotowy od dwóch tygodni dobrych... ale nie chciało mi się dodać, jak to mi... co do tego co było w tym tygodniu to jakaś masakra. pisałam masę zaległych kartkówek, 3 bieżące sprawdziany... a to mieszało się z jaraniem się spotkaniem R5 z TV, wohoo :D dobra, może przejdźmy do rozdziału i tak wszystko po kolei
1. Bradley, Bradley, który im przeszkodził :D jak się pewnie domyśliliście (albo i nie) z początku notki jest to Brad Will Simpson z The Vamps. poprzez jego orientację nie zamierzam się z niego w żaden sposób nabijać ani nic. bardzo lubię TV jak i jego, więc ona nie jest na celu obrażania go ani nic z tych rzeczy. ogólnie to będą się również pojawiali pozostali członkowie zespołu, jednak Brad najczęściej :)



2. co było drugie? aa... Ross, a potem w pokoju... no to co tu dużo mówić... chłopak niedługo wróci do siebie w 100% :D
3. no i potem znowu Patrick >__< ale jakoś trzeba zakończyć z nim wątek i jeśli dobrze pamiętam (będę  musiała sprawdzić w notatniku) ale to raczej koniec przygód z nim ;)
4. no to Olivia widziała, źle zobaczyła i... i część dalsza tego w następnym rozdziale :)
5. co sądzicie o Rocky'm? odbija mu? bo on to coś często zmienia zainteresowania w sensie dziewczyn...
6. Ell i Rydel... to był pomysł taki dość spontaniczny i szczerze mówiąc nie wiem czy faktycznie się jej oświadczy... zobaczymy ;)
7. no i Riker i Millie tak na zakończenie i nie wiem co tu o nich mówić
rozdział długi, ale to za to że dość długo nie dodawałam... mam nadzieję, że nie jest zły i proszę o komentarze :)
i piosenka na zakończenie

 ~Gosia

niedziela, 23 lutego 2014

66."I don't want to play this game no more; I don't wanna stay here; I don't want to see that"

-Uda ci się, będzie dobrze. Po prostu tam wejdziesz, powiesz swoje i wyjdziesz. Z dzieckiem lub bez. -mówił do siebie Riker, stojąc przed drzwiami do pokoju Marceliny. - Super teraz jeszcze gadam do siebie. A może ja po prostu odwlekam moment? Tak ja zdecydowanie odwlekam moment.
Blondyn wziął głęboki wdech, otrząsnął ręce i delikatnie zapukał w drzwi. Po chwili otworzyła mu je Marcelina, która na widok chłopaka tylko się skrzywiła. Momentalnie chciała zatrzasnąć przed nim drzwi z powrotem. Na niekorzyść dziewczyny Riker był szybszy. Mocno zablokował drzwi ręką i dołożył do krawędzi futryny buty, żeby na wszelki wypadek zablokować je również nogą.
-Pogadajmy. -powiedział szorstko, odpychając od siebie drzwi.
-Nie mamy o czym. Idź sobie.
-Spoko, ale słyszałaś co musisz zrobić. Albo się dogadamy...
-Albo co? Grozisz mi? -prychnęła.
-Nie. Albo oblejesz. To nie moje słowa, tylko nauczycielki, a po twoich oczach, widzę, że jednak coś wiesz.
-Wiem, myślałam, że po prostu nie będziesz chciał tu przyjść.
-Marcelino -wzdrygnął się wypowiadając to imię. -Oboje chcemy zaliczyć, wiec może warto pójść na kompromis.
-Pff z tobą? Nigdy.
-Czyli wolisz oblać? Ciekawe jak to będzie wyglądać na świadectwie. -uśmiechnął się zadziornie, widząc w oczach dziewczyny strach. -No nic, skoro nie chcesz to ja już idę, cześć. -obrócił się na pięcie, po czym zaczął iść korytarzem.
-Ughh, czekaj!
-Czyli jednak? -uśmiechnął się triumfalnie i wrócił pod drzwi dziewczyny.
-Tak. Chociaż twój widok przyprawia mnie o mdłości, to jeszcze nigdy, w całym swoim życiu, nie oblałam żadnego zaliczenia. Możemy przejść na kompromis.
-I wzajemnie. Co proponujesz?
-Będziesz wpadać po niego co 2 dzień.
-Dlaczego nie możesz mi go po prostu przynosić? Masz mój pokój po drodze na...
-Zwariowałeś? -przerwała mu po raz kolejny. -Chcesz żebym do reszty wszystko zwróciła? Widok jednego jeszcze zniosę, ale jak zobaczę 4 i to jeszcze bez koszulek to... -udała odruch wymiotny.
-Ta jasne, kapuje. -odparł szorstko. -A więc jutro twoja kolej.
-Spoko, a jak on ma w ogóle na imię? -zapytał blondyn uświadamiając sobie, że dalej nie poznał imienia swojego "syna".
-Bert.
-Bert? Serio? Przecież to jest takie no. To imię jest, spójrzmy prawdzie w oczy, obciachowe. Zupełnie jak ten z Ulicy Sezamkowej -zaśmiał się.
-Mój tata ma tak na imię.
-Ach Bert? Przepraszam usłyszałem Bart. Bert jest całkiem spoko. -wytłumaczył, czując się trochę głupio.
-Idź już stąd. -powiedziała szorstko. -A i nie przebywaj z nim blisko brata.
-A to niby czemu? -zapytał lekko poddenerwowany.
-Nie chcę, żeby mój syn też był gejem.
-Czyście ludzie już do reszty powariowali?! -krzyknął na pół korytarza. -Ross nie jest gejem! Dlaczego do cholery wszyscy wierzą w jakieś bzdury pisane w jakichś beznadziejnych szmatławcach?!
-Jasne, możesz sobie wmawiać, ale to widać, że jego orientacja odchodzi od normalności.
-Nawet gdyby był gejem, to powinien tu mieć poparcie. To nie jest nienormalne. On nie byłby inny. To się po prostu nazywa tolerancja, o której Ty najwyraźniej nie masz zielonego pojęcia. -wygłosił "grożąc" jej palcem. -Wpadnę, po lalkę o 7 i lepiej żebyś się już nie odzywała. -powiedział zdenerwowany, po czym natychmiast wrócił do pokoju, a dziewczyna tylko prychnęła i zatrzasnęła za nim drzwi.
***
-Serio? Kto normalny by nie poleciał na czterech chłopaków i to bez koszulek... Wyglądających jak my -mówił z oburzeniem Riker siedząc już w pokoju koło Ross'a -a żeby kogoś zemdliło na taki widok to nie wiem kim trzeba być
-Marceliną? -Odezwał się młodszy -a poza tym... Od kiedy ona jest normalna?
-No nie jest normalna -Ross dał mu znaczące spojrzenie -no i mamy odpowiedź...Ej, a może ona jest lesbą? -wywnioskował Riker.
-Możliwe. -odparł bez życia. -Szkoda, że o niej nie piszą w gazetach.
-Ross, przestań, przecież wiesz, że to zaraz przeminie. A poza tym jeszcze rano miałeś to gdzieś
-Taa, na pewno. Rano to było co innego. Teraz jest prawie wieczór i stwierdzam, że znowu mogę się załamać... W tym kierunku. Choć w sumie to mogę w obu
-Wiesz co, nie chce siedzieć tutaj z Tobą, bo mi tylko humor psujesz.
-To nie siedź. -wtulil się w poduszkę.
-Myślałem, że ci trochę humor poprawię.
-To źle myślałeś.
-Taa jesteś teraz taki nudny, że chyba odrobię lekcje, bo są ciekawsze od Ciebie. -zdenerwował się starszy i ruszył po książki
-A odrobił byś też za mnie? -Spytał Ross, na co Riker spojrzał na niego groźnie -nie? Nie... Dobra...
-Ty idź się lepiej dowiedz, co dzisiaj cię ciekawego ominęło na zajęciach
-Ciekawego na pewno nic. Nie muszę się dowiadywać o nudne rzeczy -odparł siedemnastolatek rozkładając się na łóżku
-Masz iść do kogoś i dowiedzieć się, co cię ominęło -powiedział stanowczo Riker wskazując na drzwi -teraz
-No już, no już -westchnął leniwie młodszy podnosząc się z łóżka
*w międzyczasie Rocky i Millie*
Rocky od dobrych 30 minut siedział w gabinecie lekarskim. Był już po prześwietleniu ręki. Millie w tym czasie chodziła niecierpliwie wzdłuż korytarza trzymając Mike'a na rękach. Widząc jednak dziwne spojrzenia ludzi położyła lalkę na jednym z krzeseł i kontynuowała chodzenie. Miała wrażenie, że mijają wieki, podczas jego pobytu w pomieszczeniu. Była dość zdenerwowana i miała wrażenie, że to przez nią Rocky uszkodził sobie rękę. Gdyby zaczęła może nie musiałby podskakiwać na jednej nodze i nie upadł by. Wreszcie brunet wyszedł z gabinetu. Rękę miał w gipsie, oczywiście zielonym.
-Rockyyy -wykrzyknęła Millie mocno przytulając chłopaka. Ten początkowo chciał to odwzajemnić, jednak po chwili się rozmyślił.
-Pff, teraz to Rocky, ale jak prosiłem, żebyś zaczęła to wolałaś iść -powiedział z wyrzutem
-Wybacz... Co z ręką? -Spytała z zatroskaniem w głosie
-Złamany nadgarstek plus jakaś kość tam przy nim... -westchnął
-I w ogóle zielony gips? Myślałam, że to jest płatne
-No bo jest. Za to zielone coś musiałem zapłacić prawie sto dolców! -Powiedział oburzony -ale było warto -dodał po chwili -jeśli ma zdobić moją rękę przez miesiąc to niech chociaż ładne będzie. Wiesz, może idźmy wreszcie do akademika, bo 20 dochodzi, a zanim tam dojedziemy...
-Tak... Masz rację... -Powiedziała ruszając w stronę wyjścia -i Rocky...
-Hm?
-Serio przepraszam, że nie zaczekałam...
-Spoko... Czasu i tak się nie cofnie -odparł smutno -i weź dziecko -dodał po chwili
-Fakt -zaśmiała się Millie, a następnie cofnęła się po lalkę i oboje ruszyli w stronę wyjścia.
__________________________________________
Blondyn niechętnie wyszedł z pokoju i stanął przed drzwiami do pomieszczenia obok. Początkowo rozważał pójście do kogoś innego z klasy, jednak obawiał się, że zaraz zacznie się wytykanie palcami. Postanowił więc iść do dziewczyn. Niepewnie zapukał i czekał aż ktoś mu otworzy drzwi. Po chwili zrobił to Ratliff.
-Ross! Ty umiesz chodzić! -Wykrzyknął radośnie
-Hah, zabawne -uśmiechnął się sztucznie młodszy
-I w dodatku mówić! -Wykrzyknął ponownie
-I bić też umiem -odparł spoglądając groźnie na kumpla
-Heh... Żarty też wciąż w głowie... Wejdź proszę -uśmiechnął się zakłopotany Ratliff wpuszczając Ross'a do pokoju
-Wow Ross, widzę, że robisz postępy -wtrąciła Rydel widząc brata w pokoju
-Mhmm... Potrzebuję notatek z dzisiaj... Choć w sumie w nosie mam notatki. Opowiecie co robiliście? -Spytał opadając na kanapie. Wszyscy łącznie z nim skierowali wzrok na Olivię.
-Wychodzę -uśmiechnęła się sztucznie do Ross'a, po czym wzięła książki z biurka i opuściła pokój.
-Huh? -Westchnął bezradnie siedemnastolatek, a następnie zerwał się z kanapy i ruszył za dziewczyną -Livvy, zaczekaj -próbował zatrzymać nastolatkę, jednak bez skutku. Ignorowała ona każdą jego prośbę. W końcu złapał ją za ramię
-Puść mnie –odparła sucho ruszając dalej. Blondyn nie miał ochoty na dalsze „gonienie” dziewczyny. Wbiegł przed nią, złapał za oba ramiona i przycisnął do ściany. Ta momentalnie upuściła książki na podłogę.
-Nie mam czasu –odparła próbując się „oderwać” od ściany, do której wciąż przyciskał ją siedemnastolatek
-Pogadaj ze mną –powiedział błagalnym tonem
-O czym?
-Potrzebuję lekcji
-Nie będę o nich rozmawiać. A już na pewno nie z tobą –powiedziała z wyrzutem
-Nie przesadzaj –odparł spokojnie
-I kto to mówi? Miłe to uczucie? –oburzyła się
-Nie... Przepraszam cię –powiedział smutno spuszczając wzrok
-Mh, teraz to przepraszam. Mogłabym powiedzieć, żebyś w dupe sobie te przeprosiny wsadził
-Ale nie powiesz, bo przecież jesteś Olivia i zaraz byś miała wyrzuty sumienia -odparł zwycięsko
-W przeciwieństwie do ciebie. -zgasiła blondyna -W ogóle pewnie, teraz to mówić umiesz. Zawsze tak robisz, gdy coś chcesz?
-Proszę, przestań już. -Westchnął błagalnym tonem
-Oho, szykuje się monolog. Mogę Cię nagrać?
-Co? -Zdziwił się
-Nic, chcę Cię po prostu nagrać, bo to kolejna przełomowa chwila. -Wyciągnęła z kieszeni telefon, a następnie włączyła nagrywanie -Możesz mówić.
-Taa, jeszcze rób ze mnie idiotę. No nic. W każdym bądź razie Przepraszam, tak bardzo, bardzo przepraszam. Nie chciałem się tak odezwać, ale naprawdę nie miałem ochoty na rozmowy, byłem w... Że tak powiem fazie szoku... Serio, miałem moment, w którym myślałem nad skoczeniem z dachu -tymi słowami wprowadził Liv w osłupienie ��- spokojnie, już dobrze, to było chwilowe. -Dodał widząc minę przyjaciółki -To co się stało wczoraj jest dla mnie straszne, okropne i w ogóle... I nie chcę o tym rozmawiać... Jeszcze nie chcę. Ale proszę cię, wybacz mi to, jak cię rano potraktowałem
-Dobijasz mnie swoją "słodkością" podczas przeprosin -westchnęła
-Czyli jest ok? -Spytał z radością w głosie, wciąż jednak nie ukazując uśmiechu na twarzy
-Tak. -Odparła
-Yeey, a teraz możemy już wrócić do twojego pokoju i...
-Ross, ale ja serio wychodziłam... -Przerwała mu -to znaczy nigdzie daleko... Ale mam dać "korki" Bradley'owi z naszej klasy...
-Oo... Jest przystojniejszy niż ja?
-Tak Ross, o wiele bardziej przystojniejszy i już nie masz u mnie szans. Wolę go -powiedziała obojętnie
-... To ja już pójdę... -odparł smutno i ruszył w stronę schodów
-Pokój jest tam -wskazała w przeciwną stronę
-Wiem. Ale ja idę skoczyć z dachu -powiedział pewnie blondyn.
-Jak zwykle nie znasz się na żartach
-Jeszcze sobie pogrywać ze mną będzie -oburzył się chłopak
-Owszem. -Uśmiechnęła się -Będzie pogrywać, nagrywać i wszystko co zechcesz, bo w końcu od czego są przyjaciele -powiedziała, na co Ross ponownie przecisnął ją do ściany -co ty znowu robisz
-Pogrywam sobie z tobą -odparł pewnie
-To i tak nie ty. Wcale się nie uśmiechasz. Teraz na twojej twarzy powinien być ten złowieszczo-zwycięski uśmiech
-Na uśmiech przyjdzie jeszcze pora -powiedział spoglądając dziewczynie w oczy
-Wolę jeśli ta pora będzie tu i teraz
-Może uśmiechnę się jak to w końcu wyłączysz -wskazał na telefon
-A co zrobisz, kiedy nie wyłączę?
-Uu wtedy będzie fajnie.
-Jak fajnie? -spytała przygryzając dolną wargę
-Może się dowiesz jak to wyłączysz. -Odparł
-A nie mogę się dowiedzieć teraz? Będę miała to nagrane i w ogóle -uśmiechnęła się, na co Ross zaczął wyrywać jej telefon z rąk. Dziewczyna jednak nie dawała za wygraną. Blondyn postanowił więc pociągnąć jej ręce do góry i za nadgarstki docisnął je do ścigany. Urządzenie wypadło Olivii z rąk.
-Ross mój telefon. -Spojrzała się na podłogę
-Cii, nic mu nie jest. Z resztą mogę ci kupić nowy.
-Okej. -Odparła. Oboje zaczęli patrzeć sobie w oczy. Blondyn powoli zaczął przesuwać swoje dłonie do góry i po chwili splótł je z dłońmi Liv. Dziewczyna spojrzała się na ręce, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nawet Ross postanowił sprawić dziewczynie przyjemność i delikatnie się uśmiechnął. Po chwili zaczął przybliżać się do blondynki. Ta natomiast zaczęła zamykać oczy szykując się na pocałunek.

Hej :) no to macie rozdział tak na osłodę przed poniedziałkiem :D w sumie nie wiem, co chcę jeszcze powiedzieć... chyba nic... niestety albo stety wyzdrowiałam i po tym pięknym miesiącu wolnego jutro zasuwam do szkoły :| te 4 zaległy kartkówki, te 3 nadchodzące sprawdziany i jakieś kartkówki, ten fragment Krzyżaków na pamięć... zapowiada się pięknie :)) w każdym razie NIE WIEM KIEDY NASTĘPNY ROZDZIAŁ, nie wiem kiedy będę miała czas. piszcie w komentarzach co sądzicie o rozdziale, co sądzicie o Ross'ie i Liv, jestem ciekawa, kto chce ich powrotu, a kto jednak woli Liv z Rocky'm i jakie byście chcieli tego zakończenie ;)
i jeszcze piosenka na koniec :D
~Gosia