sobota, 19 lipca 2014

75."Best friends, you are my fucking best friends. Yo honestly, this is the best night ever."

*Connor i Millie*
Owej dwójce czas leciał bardzo miło. Oboje po raz pierwszy byli w Las Vegas, jednakże poruszanie się nieznanymi ulicami nie szło im najgorzej. Uznali, że nie ma sensu, żeby po niecałej godzinie spaceru wracali na obiad, więc postanowili zjeść coś na mieście. Udali się do McDonalds’a, którego napotkali po drodze. Zjedli tam szybki posiłek, a następnie wznowili spacer kontynuując rozmowę. Trzeba przyznać, że tematy im się urywały, nietrudno im było znaleźć wspólny język.
Następnie postanowili się wybrać na lody. Gdy oboje dostali swoje porcje udali się do pobliskiego parku i siedli na brzegu fontanny wciąż rozmawiając. W pewnym momencie Millie szturchnęła chłopaka po przyjacielsku, jednakże ten upuścił swojego loda.
-Huuuh! Ale on był taki dobry –westchnął blondyn spoglądając na topiącego się na ziemi loda –I dopiero go zacząłem
-Przepraszam cię, wiesz, że nie chciałam żebyś go upuścił –zaczęła dziewczyna głupio się czując przez zaistniałą sytuację –Zjedz mojego –dodała po chwili podając mu swój lód
-No coś ty, ten jest twój –uśmiechnął się, a następnie zanurzył dłonie w fontannie i obmył sobie chłodną wodą twarz. Tego dnia w Vegas było bardzo gorąco, temperatura dochodziła do 36 stopni.
-No to zjedzmy go razem. Słuchaj, nie zamierzam się sama zajadać, więc albo się zgodzisz, albo mój skończy jak twój. A wiesz, że są bardzo dobre i na pewno będzie ci go szkoda –uśmiechnęła się złowieszczo Millie
-Dobrze wiem, że nie zmarnowałabyś tak pysznego wyrobu –odparł ze zwycięskim uśmiechem –ale zgoda, możemy go zjeść razem –dodał po chwili, a następnie wziął dużego liza
-No ejj! –oburzyła się brunetka
-Chciałaś się ze mną dzielić no to masz –odparł z uśmiechem, po czym ponownie zamoczył jedną z rąk w wodzie, jednakże tym razem lekko ochlapując towarzyszkę
-Oo, tak sobie pogrywasz? Najpierw będziesz mi zjadał loda, a teraz będziesz mnie chlapał… spoko –odparła wzruszając ramionami. Po chwili zauważyła, że Connor patrzy się w zupełnie przeciwnym kierunku. Postanowiła wykorzystać tą okazję. Włożyła rękę do wody i ochlapała blondynowi całe plecy. Chłopaka przeszły dreszcze i spojrzał się groźnym wzrokiem na dziewczynę –Ups? –uśmiechnęła się niewinnie, po czym zerwała się i zaczęła uciekać. Niebieskooki oczywiście od razu ruszył za nią w pogoń.
Z każdą chwilą przewaga brunetki malała. Biegali właściwie dookoła fontanny. W końcu chłopak ją dopadł łapiąc Millie od tyłu. Następnie ją lekko obrócił i wziął na ręce ruszając w stronę wody. Mil próbowała się wyrywać, jednakże bezskutecznie. Blondyn wreszcie dotarł do samej fontanny, po czym do niej wszedł.
-Nie, Con, nie! Proszę cię, tylko mnie nie wrzucaj! –krzyczała spanikowana
-Haha, niby dlaczego?
-Bo… no bo nie, bo… ugh! Bo nie! –jąkała się wciąż próbując się wyrwać z rąk Connor’a. Chłopak jedynie się uśmiechnął. Postanowił zrobić krok wprzód, jednakże dobrze się to nie skończyło dla obojga. Blondyn się przewrócił kończąc razem z Millie w orzeźwiającej wodzie. –wspaniale. Bo ja tak bardzo lubię mieć rozmazany makijaż i być w mokrych ciuchach, które przyklejają się do całego ciała… dlaczego to zrobiłeś? –spytała z oburzeniem
-To nie było zamierzone –odparł unosząc ręce na znak poddania się –gdyby było zamierzone tylko ty byłabyś mokra –uśmiechnął się niewinnie – to przez sznurówkę
-Ale teraz mój lód też już nie nadaje się do zjedzenia –westchnęła podnosząc się i wychodząc z fontanny
-To ja mam pomysł…
-Słucham cię uważnie –odparła Millie z lekką ironią w głosie
-Pójdziemy kupić po jeszcze jednym lodzie, a potem wrócimy do hotelu się przebrać –uśmiechnął się, po czym złapał dziewczynę za rękę
-Okej –odparła z lekkim uśmiechem rumieniąc się przy tym lekko i spuszczając wzrok. Po chwili jednak go znów podniosła czując na sobie spojrzenie nikogo innego, jak Connor’a –przestań się na mnie patrzeć, jak się rumienię –powiedziała lekko popychając chłopaka, a następnie oboje się zaśmiali –chodźmy już –dodała po chwili, po czym ruszyli.

*chłopcy*
-Okej. Mamy czas wolny. Nic nie robimy do końca dnia. Musimy to jakoś wykorzystać! –zaczął Rocky siadając na łóżku Ross’a. Obecnie on, Riker, Ratliff i James przebywali w pokoju Tristan’a, Bradley’a i oczywiście Ross’a.
-A pamiętacie, jak wtedy raz, na farmie Tris’a… -zaczął James spoglądając znacząco na przyjaciół z zespołu
-Masz na myśli… -odezwał się Brad lekko unosząc koszulkę, na co James przytaknął –Hahahaha o niee
-O nie… nie mówcie, że mówicie o… -dołączył się Tris, na co oboje przytaknęli –nie, to było okropne! –w tym czasie bracia Lynch razem z Ell’em wymieniali się pytającymi spojrzeniami
-Dowiemy się, o czym mowa? –wtrącił po chwili Ross
-Powiemy im? –spytał Brad spoglądając na pozostałych członków zespołu. Oni ponownie przytaknęli –raz, jak byliśmy u Tris’a postanowiliśmy zagrać w rozbieranego berka… no i Tris skończył jeżdżąc na koniu w samych bokserkach… i ostatecznie spadł z tego konia… a potem
-NIE MUSISZ KOŃCZYĆ –przerwał mu nagle Tristan, który był już czerwony z zażenowania owym zdarzeniem
-Dobrze, że twojej rodziny wtedy nie było –zaśmiał się James spotykając się jedynie z groźnym spojrzeniem rówieśnika
-Graliście w rozbieranego berka? -Spytał Rocky, na co James przytaknął -na czym to dokładnie polega?
-No więc gonisz się, gdzie możesz, ale za każdym razem, gdy zostaniesz złapany, prócz tego, że gonisz zdejmujesz z siebie część ubioru -odparł McVey wywołując zainteresowanie u bruneta
-Gramy w to! -wykrzyknął Rocky
-Nie! -zaprotestował od razu Tristan
-Dalej Tris, to że ostatnio przegrałeś nie znaczy, że teraz też tak się stanie -powiedział Brad -a poza tym, tu nie mamy koni -uśmiechnął się
-Ha, pocieszające -odparł sarkastycznie Evans
-Dobra Tris, bądź twardy -dołączył się Ross
-Krocze bolało mnie przez 2 tygodnie! Czy ty wiesz, co to była za udręka? Nie mogłem normalnie funkcjonować!
-Ale tu nie ma koni -uśmiechnął się niewinnie blondyn
-Właśnie. Ale jakąś karę trzeba wymyślić -wtrącił Riker -propozycje?
-Niech przegrany w tym, co będzie miał na sobie, czyli uznajmy, że co najwyżej bokserkach, będzie musiał zapukać do czyichś drzwi z zawiązanymi oczami i kartką zawieszoną na szyi z napisem "free sex" -powiedział entuzjastyczne Rocky
Początkowo za pomysł został wyśmiany. Z każdą chwilą jednak kolejny z chłopców się do niego przekonywał. Uznali, że i tak to robią dla beki plus w końcu są w Vegas - mieście grzechu.
Tak więc zaczęli uprzednio ustalając kilka zasad. Nie można wychodzić po za teren hotelu oraz wchodzić do pokoi, schowków itp. Biegać można tylko po ogólnodostępnych miejscach.
Gonić zaczął Rocky, jako że on najbardziej chciał grać. Niedługo mu zajęło dogonienie najstarszego brata pozbawiając go tym samym koszulki. Riker po około pięciu minutach dogonił Brad'a. Ten również stracił koszulkę. Brunet natomiast złapał Ross'a, Ross James'a, James Rocky'ego, Rocky Ellington'a, a Ellington James'a, który był już bez butów i koszulki. Jak na razie najlepiej szło Tristan'owi, który ani razu nie został złapany. Jego radość jednak nie trwała długo, ponieważ wkrótce złapał go James zmuszając do zdjęcia koszulki.
Chłopcy gonili się przez ponad godzinę. Cała gra zakończyła się wielką pogonią za Rocky'm i James'em. Oboje zostali w bokserkach i trzeba było rozstrzygnąć, kto będzie musiał wykonać zadanie.
Pozostali natomiast zakończyli grę w następujących częściach garderoby:
Ross: brak koszulki, butów i skarpetek
Riker: brak koszulki i butów
Ratliff: brak koszulki
Bradley: brak koszulki i spodni, został w bokserkach, butach i koszulce, bo uznał, że w rurkach mu za gorąco, a nie miał kiedy przebrać
Tristan: brak koszulki, butów i skarpetek
Chłopcy ustalili, że Riker i Ratliff nie muszą już uciekać, ponieważ mają najwięcej na sobie. Ross i Brad biegali dla "formalności" natomiast Tristan został berkiem.
Złapanie jednego z chłopców zajęło mu dobre 15 minut. Wielkim przegranym został James, którego znalazł w miejscu jego pierwszej kryjówki, czyli na basenie.
-Okej, tak więc James. Możesz sobie wybrać pokój, do którego pukasz. Możesz również własnoręcznie wykonać kartkę . Gdy już zdecydujesz, gdzie pukasz powiesz nam. Wtedy my zawiążemy ci oczy, podprowadzimy pod drzwi i zostawimy -powiedział Tristan klepiąc przyjaciela po plecach, na co ten jedynie westchnął
-Czas na kompromitację –odezwał się James po chwili, po czym poszedł do pokoju przygotować kartkę. Wrócił po około 10 minutach razem z kartką i jedną z bandanek Tristan’a, żeby móc czymś zawiązać sobie oczy.
-Wybrałeś już sobie jakiś pokój? –spytał Rocky dwukrotnie unosząc brwi
-Umm… niezupełnie… chodźmy po prostu na inne piętro i tam zapukam do pierwszych lepszych drzwi –odparł, po czym razem z pozostałą szóstką ruszył na wyższe piętro. Podszedł do drzwi z numerem 432. –Dobra… niech będzie tu –powiedział podając Tris’owi bandankę. Evans zawiązał ją przyjacielowi na oczach, a następnie podprowadził pod same drzwi
-Dobra, w lewej ręce trzymaj tą kartkę, drugą zapukaj, a potem tą drugą też złap kartkę i czekaj na odpowiedź –powiedział entuzjastycznie Tristan, po czym zaczął się cofać z pozostałymi. Następnie schowali się za rogiem i czekali na dalsze wydarzenia.
James niepewnie zapukał. Wiedział, że czeka go albo ostry ochrzan i krzyki, albo ewentualnie dziewczyna może go zaciągnąć do siebie i wiadomo, jak dalsze zdarzenia mogą się potoczyć. Po dłuższej chwili usłyszał, że drzwi się otwierają.
-Ulala, cóż to za ładny chłoptaś. Klata też niezła… bardzo niezła –z pokoju wyszła rudowłosa dziewczyna. Była ona niecałą głowę niższa od James’a. Przejechała jednym z palców po klacie chłopaka, a następnie zaciągnęła go za rękę do swojego pokoju
-Hahaha no to James na pewno nie wyjedzie stąd bez grzechu –powiedział entuzjastycznie Brad –kurde, trzeba sobie znaleźć jakąś… może wymkniemy się jednego wieczoru na jakąś imprezę?
-Imprezę? Przecież nas nie wpuszczą –odezwał się Ross
-Nas dwóch nie, ale nasi pozostali koledzy są już pełnoletni. Kto nam będzie sprawdzał dowód przy wejściu do jakiegoś zatłoczonego klubu… a poza tym zawsze można ogarnąć jakąś pracowniczkę klubu, która będzie stała przy bocznym wejściu paląc papierosa, poderwać i ona nas wprowadzi –odparł entuzjastycznie brunet. Rocky, Ross, Riker i Ratliff natomiast wpatrywali się w niego z niedowierzaniem –serio nigdy tak nie robiliście? –wszyscy czterej zaprzeczyli
-Nie… to znaczy my już nie musimy kombinować, ale nawet, gdy brakowało nam lat nie pomyśleliśmy o wyjściu na imprezę czy coś –odparł Riker
-Ehh… tak samo z piciem. Tutaj niby alkohol jest od 21 czy jakoś tak. Dlatego dla pewności ty Riker będziesz nam kupował drinki –w tym momencie dwudziesto-jedno latek chciał mu przerwać –spokojnie, damy ci kasę. Zabawimy się trochę, potańczymy… w końcu to Vegas ludzie. W ogóle dziwię się, że ta dyrektorka wyraziła zgodę na wycieczkę w takie miejsce. No w każdym razie, jej tutaj nie ma, więc można zaszaleć. Bo wiadomo, co by było, jakbyśmy się wyrwali gdzieś tak ze szkoły. To jak, wchodzicie? –chłopcy wymienili się spojrzeniami, a następnie wzruszyli ramionami
-W sumie… -zaczął niepewnie Ross –ale ogółem najbardziej rozwala mnie to, że jako jeden z niepełnoletnich jesteś obeznany w tych wszystkich sprawach i zaciągasz nas na jakieś imprezy i w ogóle
-Cóż, taki już jestem –uśmiechnął się zadziornie unosząc dwukrotnie brwi, na co Tristan go klepnął w tyłek
-Dobra, możemy iść na jakąś imprezę –odezwał się Ratliff, na co wszyscy spojrzeli na niego zszokowani –upicie się to bardzo dobry sposób na zatopienie smutków
-Idziemy. W jaki dzień? –wtrącił Riker
-Jest poniedziałek… do kiedy tu jesteśmy? –zaczął Tris
-Do czwartku chyba… to może jutro pójdziemy? –zasugerował Rocky
-Pójdziemy dokąd? –spytała nauczycielka, która nagle weszła na piętro, na którym się znajdowali
-Do kościoła! –wystrzelił nagle Ross, został tym samym obdarzony zdziwionymi spojrzeniami chłopaków
-Do kościoła? –spytała kobieta ze zdziwieniem
-Taak, chcemy modlić się o… o cierpliwość dla naszych drogich nauczycielek, o zdrowie dla pani dyrektor oraz o dobre oceny na koniec roku –odezwał się Bradley
-I będziemy przepraszać Boga za kłamstwa –zaśmiał się pod nosem Rocky, na co Riker go szturchnął
-A, to bardzo miłe z waszej strony –odparła nauczycielka –może wybierzemy się całą grupą i razem pomodlimy w tej intencji?
-NIE! –wszyscy wykrzyknęli jednocześnie
-Co za dużo to niezdrowo. Jezus miał tylko dwunastu apostołów, nas też będzie tylu. Jeszcze koleżanki z nami idą. Idziemy na wieczorną mszę, dlatego niech się panie nie martwią jeśli nie wrócimy do 22 –uśmiechnął się Tristan
-Umm… no dobrze… ale oczywiście poinformujecie mnie jak będziecie wychodzić jutro –odparła niepewnie
-Ależ naturalnie! A teraz pani wybaczy, idziemy ćwiczyć śpiewy kościelne –dodał Tristan, po czym skierował się w stronę schodów –chodźcie chłopcy! –krzyknął, na co pozostali za nim ruszyli zostawiając nauczycielkę w osłupieniu
Gdy już dotarli do pokoju Tris’a, Brad’a i Ross’a wszyscy na raz wybuchli śmiechem.
-Kościół Ross? Kościół? –spytał ledwo łapiąc oddech Bradley
-Nie wiem, tak mi przyszło do głowy –odparł rzucając się na łóżko
-Właściwie kościół to by ci się przydał, ale po imprezie, bo będziesz miał się z czego spowiadać –powiedział kręcono włosy, na co pozostali znów się zaśmiali. Następnie Ross postanowił pójść na trochę do pokoju braci zostawiając tym samym Tristan’a i Bradley’a samych.

Hej!
Wybaczcie, że nic długo nie dodawałam, ale brak weny :| na szczęście udało mi się wreszcie dokończyć ten rozdział, bo całe "Connor i Millie" napisałam z 2 tygodnie temu... nie chciało mi się dokończyć ._. ogółem to koniec opowiadania zbliża się wielkimi krokami...................... nie wiem jeszcze, jak je zakończyć... może zrobię jakiś przeskok czasu do zakończenia roku i wszystko stanie się jasne albo... zatrzymać w jakimś momencie, w którym kiedyś będę mogła kontynuować, ale to by raczej nie miało sensu... mogę też ewentualnie zatrzymać w jakimś momencie, a w notce napisać wszystko, co miałam jeszcze w planach... nie wiem, jeszcze zobaczę...
w ogóle wróciłam znad morza :D i już w czwartek znowu wyjeżdżam :D postaram się do tego czasu coś napisać i dodać... a jak mi się nie uda to po powrocie... a jak się nie uda po powrocie to po obozie albo kiedyś tam...
hmm... co do tego rozdziału to... w sumie to nie wiem, nie zachwyca mnie, ale też mnie nie załamuje... to wszystko z kościołem wyszło mi na spontana, ale mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam niczym, bo nie zamierzałam... choć nie wiem, czy tam jest coś co by mogło urazić... o_O
ogółem to by chyba było na tyle... proszę o komentarze i do następnego postu ;)
jeszcze piosenka :)
 ~Gosia

czwartek, 19 czerwca 2014

74."Welcome to Vegas, the greatest city I promise. You can check the comments and the individuals' knowledge. Knows what the vegas sign is, that's why I rep it. Whatever happens here stays here in Vegas"

Do Las Vegas po około pięciogodzinnym locie dotarli kilka minut po godzinie 12, natomiast na dojazd do samego hotelu, w którym mają zapewniony pobyt przez najbliższe kilka dni zeszło im kolejne półtorej godziny. Na miejscu od razu wszyscy rozbiegli się do swoich pokoi. Jedni po prostu rzucili się na łóżka i najchętniej zostaliby w nich do końca dnia z powodu jet lagu. Inni natomiast od razu zajęli się planowaniem swojego czasu wolnego w związku z miastem, w którym się znajdują.
*Riker, Rocky, Ratliff*
-Dobra chłopcy, jesteśmy w Vegas, mieście grzechu... No zgodzicie się ze mną, że bez grzechu nie można go opuścić -powiedział Rocky z ekscytacją w głosie
-No nie da się z tobą nie zgodzić -powiedział po chwili Riker -a jako, że cała nasza trójka jest pełnoletnia ~dobrze, że nie ma z nami Ross'a w pokoju~-dodał przyciszonym głosem -jednego wieczoru możemy spróbować się wyrwać na jakąś imprezę
-Czyżbyś czytał mi w myślach? -spytał najmłodszy z pokoju udając wzruszenie, a następnie przybił bratu high five
-Oh zamknijcie się! -wtrącił nagle Ratliff -to, że wy macie ochotę na łażenie po klubach i obczajanie jakichś kuso ubranych lasek, to nie znaczy, że wszyscy mają! Są inne rzeczy na tym świecie niż [...]
*trochę czasu później*
-[...] dlatego mówię po raz ostatni. Jeżeli przez najbliższy czas dziewczyny będą waszym jedynym tematem mogę znaleźć sobie inne towarzystwo do pokoju! -skończył wreszcie swoją przemowę
-James, jesteś pewien, że chcecie się nim "zająć"? Nie chcemy wam robić kłopotu -zwrócił się Riker do McVey'a stojącego z nim w drzwiach
-Damy radę, już leczyłem złamane serce Con'a po związku z Hannah, Brad'a po związku z Liberty, Tris'a po związku z tą, której imienia teraz nie pamiętam... I swoje też leczyłem. Więc luz stary, kilka godzin, a go nie poznacie -powiedział z entuzjazmem ciemny blondyn klepiąc Riker'a po plecach.
-Ratujecie nas, serio. Nie wiem, jak się odwdzięczmy -odezwał się Rocky
-To naprawdę dla nas żaden problem -uśmiechnął się jeszcze raz niebieskooki, a następnie Rocky, Riker, James oraz Connor zaczęli przenosić rzeczy, by ostatecznie zamienić się pokojami. Czyli podsumowując bracia Lynch będą teraz w dwuosobowym, a James i Connor zostali skazani na Ellington'a.

*Rydel, Olivia i Millie*

-Wiecie co… Ross to ma fajnie –zaczęła Millie spotykając się z pytającymi spojrzeniami Rydel i Olivii –no bo jest w pokoju z Brad’em i Tris’em. Może poznać nowych ludzi, zawiązać nowe znajomości, a praktycznie od początku szkoły trzymamy się tylko w trójkę, ewentualnie jeszcze z chłopakami… a Ross wreszcie postanowił rozwinąć skrzydła i zawrzeć znajomości!
-Tak… do czego tym zmierzasz? –spytała Rydel
-Do tego, że też musimy rozwinąć nasze skrzydła! Poznajmy kogoś! Zawrzyjmy nowe znajomości! –wykrzyknęła z entuzjazmem brunetka
-No dobrze, ale masz jakiś konkretny plan?
-Na przykład dziś przy obiedzie dosiądźmy się do kogoś nieznajomego zamiast do chłopców, od czegoś trzeba zacząć –uśmiechnęła się, na co obie z dziewczyn się zgodziły –A teraz możemy na przykład iść do pokoju James’a i Connor’a, pogadać trochę z nimi i ten… -dodała kierując się w stronę drzwi z uśmiechem
-Okeeej… czy my o czymś nie wiemy? –spytała Liv wymieniając się z Rydel spojrzeniem
-Słucham? –spytała brunetka
-Zwykle po lotach jesteś zmęczona i nic ci się nie chce… a teraz chcesz lecieć do James’a i Connor’a, których znasz od… dnia?
-To po prostu bardzo mili chłopcy i oni też się zaliczają do mojego pomysłu, z nimi też możemy się zaprzyjaźnić –uśmiechnęła się nerwowo
-Po prostu lecisz na któregoś z nich! –wykrzyknęła tryumfalnie Liv
-Pfff niee? –zarumieniła się delikatnie –Jeśli tak to ma wyglądać to sama pójdę. Na raziee –odparła zatrzaskując za sobą drzwi
-Leci na któregoś z nich –powiedziała Rydel po chwili
-To oczywiste –uśmiechnęła się młodsza
-Wcale nie! –usłyszały z korytarza głos Millie, na co obie się jedynie zaśmiały
Brunetka przemierzyła kawałek korytarza i po chwili dotarła pod pokój, w którym mieli znajdować się chłopcy. Delikatnie zapukała w drzwi poprawiając sobie włosy i czekała z uśmiechem, aż ktoś jej otworzy. Widok osoby, która ukazała się w drzwiach lekko ją rozczarował.
-Riker…? Co ty tu robisz? –spytała niepewnie ze sztucznym uśmiechem
-Umm… mieszkam –zaśmiał się –razem z Rocky’m
-Myślałam, że to pokój James’a i Connor’a –powiedziała nerwowo rozglądając się po korytarzu
-Aa, zamieniliśmy się z nimi. James powiedział, że ma doświadczenie ze złamanymi sercami i chętnie pomoże Ell’owi. Dlatego oni są teraz w naszym –uśmiechnął się blondyn –Chcesz wejść?
-Nie, dzięki –odparła –mam sprawę do chłopaków, ale może później zajrzę. Na razie –uśmiechnęła się odchodząc od Riker’a. Blondyn przez chwilę podążał za nią wzrokiem, a następnie po prostu zamknął drzwi.
Tym razem Millie trafiła pod dobry pokój. Ponownie poprawiła lekko włosy i delikatnie zapukała czekając z uśmiechem, aż ktoś jej otworzy. Tym kimś był Connor, co wywołało na jej twarzy jeszcze większy uśmiech.
-Hej –powiedziała –postanowiłam, że zajrzę do pokoi, w których znajdują się moi znajomi i teraz wypadło na was
-Oo, to miło z twojej strony –odparł niebieskooki –zaprosiłbym cię do środka, ale nie wiem czy masz ochotę wysłuchiwać jęków Ell’a i próbującego go pocieszyć James’a więc…
-Powiedz mi jedną rzecz –zaczęła, na co chłopak spojrzał się pytająco –dlaczego przeniosłeś się razem z James’em do Ell’a, skoro to on jest specjalistą w tych złamanych sercach, a ty teraz będziesz musiał z nimi siedzieć i tego wysłuchiwać? Przecież mogliście wynieść Ratliff’a do James’a, a ty byś się wtedy przeniósł do Rocky’ego i Riker’a –spytała, a blondyn się zaśmiał
-Widocznie nie jestem wystarczająco błyskotliwy, żeby na coś takiego wpaść –uśmiechnął się –oddał bym wszystko, żeby się od nich uwolnić –westchnął po chwili
-Mogę ci pomóc załatwić z nimi przeniesienie –powiedziała, na co chłopak się uśmiechnął i przytaknął
-Dzięki wielkie, to będzie zbawienie! –odparł z entuzjazmem –ale to może za chwilę. Chcesz się przejść po okolicy czy coś?
-Chętnie –powiedziała z uśmiechem dziewczyna, po czym oboje ruszyli.

*Ross, Tristan i Bradley*

W tym pokoju panowała dość dziwna i niekomfortowa atmosfera. Niekomfortowa właściwie dla Ross’a, ponieważ Tris i Brad robili dziwne rzeczy, które zazwyczaj robią. Zalicza się do tego między innymi leżenie na sobie, gonienie się po pokoju, czy choćby klepanie się po tyłkach. Lynch jedynie leżał na łóżku i grzebał coś w telefonie. Za każdym razem, gdy próbował jakoś zagadać obu chłopaków spotykał się z ignorancją ze strony Brad’a i dość krótkimi odpowiedziami ze strony Tris’a.
-Brad, idę zajrzeć jak radzą sobie chłopacy. Zaraz wrócę –odezwał się po jakimś czasie Tristan ruszając do drzwi
-Okej, okej. –odparł. Gdy blondyn opuścił pokój Simpson nie wiedząc co ze sobą zrobić zaczął rozpakowywać walizkę, co nie za dobrze mu szło.
-Serio Brad? Nie znamy się długo, ale dość dobrze. Jeszcze w sobotę mi mówiłeś, jak to masz zwyczaj trzymać wszystkie ciuchy w walizce albo na podłodze podczas wyjazdów. A teraz zamierzasz się rozpakować? –spytał lekko zdziwiony. Nie uzyskał jednak żadnej odpowiedzi –dobra, możemy pogadać?
-Przecież gadasz –odparł sucho –A poza tym jestem teraz zajęty, nie widzisz?
-Ee… wrócę do mojej wcześniejszej wypowiedzi. Wyciągasz tylko ciuchy z torby, czego nigdy nie robisz –Bradley ponownie nie odpowiedział -Ej stary, co jest? Co z tobą? –spytał z lekkim zatroskaniem w głosie
-Nic
-Stało się coś?
-Jeny, nie mam ochoty rozmawiać. Daj mi spokój –odparł
-Z Tris'em jakoś gadałeś -powiedział z wyrzutem blondyn spotykając się z groźnym spojrzeniem rówieśnika -czemu nie masz ochoty ze mną?
-No bo nie, zamknij się już
-Ale czemu?! -spytał ze zdenerwowaniem w głosie
-Czemu? no nie wiem... -zaczął wrzucając z powrotem do walizki przed chwilą wyciągnięte ciuchy -może dlatego, że jestem idiotą, że mam zrytą psychę!
-Coo? -spytał tym razem zdezorientowany blondyn
-No co?! -odpadł sarkastycznie -to twoje słowa
-Ale... Przecież to nie było o tobie
-Owszem było
-Czyli, że.. -zaczął jednakże brunet nie dał mu dokończyć
-Tak. Lubię chłopaków. Proszę bardzo, nabijaj się! Wyzywaj mnie od idiotów, ciot czy od kogo tam sobie chcesz! Dziewczyny też lubię, ale chłopacy i tak bardziej mnie kręcą.
-To dlaczego nic... -chłopak ponownie mu przerwał
-A co miałem powiedzieć, gdy ty zacząłeś gadać jak jakiś homofob? Co miałem powiedzieć?! Ej Ross jestem biseksualistą? Żebyś zaczął mi wytykać w środku samolotu, przy wszystkich? Po tobie spodziewałem się trochę większej tolerancji. A najlepsze jest to, że Liv wie i jakoś nie ma z tym problemu -w tym momencie Ross chciał się wtrącić -tak, powiedziałem jej i to chyba przy pierwszym spotkaniu. Czemu ci nie mówiłem? Bo różnie chłopacy na to reagują. I już wiem, jak ty byś zareagował. -w tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Bradley poszedł je otworzyć. Ku jego oczom ukazała się nauczycielka
-Chciałam tylko przekazać, że za 10 minut będzie obiad -uśmiechnęła się, po czym odeszła. Brad rzucił rozżalone spojrzenie Ross'owi, a następnie wyszedł trzaskające drzwiami.
Blondynowi chwilę zajęło otrząśnięcie się z zaistniałej przed chwilą sytuacji. Gdy wszystko „przetworzył” jeszcze raz w głowie również opuścił pokój w celu udania się na obiad. Po drodze spotkał starszych braci, z którymi poszedł na stołówkę. Była ona podobna do szkolnej. Podeszli do blatu, gdzie mogli wybrać sobie, co chcą zjeść, a następnie ruszyli by zająć jakiś stolik. Wiele wolnych miejsc nie zostało dlatego postanowili dosiąść się do Brad’a i Tris’a. Chwilę później dołączyli do nich James z Ratliff’em i wszyscy pogrążyli się w rozmowach między sobą.
Nagle Rocky odezwał się do wszystkich przy stole chwilę po skończeniu rozmowy z Ross'em.
-Nie uwieżycie co!
-Ej, miałeś nie mówić -powiedział najmłodszy z wyrzutem
-Oj tam, kiedyś i tak by się dowiedzieli. Ciesz się, że nie ogłaszam tego na środku tak, żeby wszyscy słyszeli -powiedział, na co Brad jedynie spojrzał się ze strachem w oczach na Ross'a w obawie, że ten zdążył już powiedzieć bratu
-Oj mów no! -wtrącił James
-Tutaj jest basen! -powiedział entuzjastycznie
-Serio? -spytał Tris ze zdziwieniem, a Brad odetchnął z ulgą
-Powaga! super, nie? -odparł Ross z uśmiechem
-Świetnie! To po obiedzie możemy iść obczajać laski w bikini -powiedział Riker spotykając się z poparciem Rocky'ego. Ratliff natomiast wyskoczył ze swoimi mądrosciami
-Oh wam to tylko jedno w głowie! Dziewczyny, dziewczyny, dziewczyny. Są też inne rzeczy na świecie niż...
-Właśnie, są też chłopacy -wtrącił Tris, po którego stwierdzeniu spojrzenia wszystkich przy stole zwróciły się na niego. On jedynie wzruszył ramionami przegryzając frytkę -staram się być obiektywny -dodał po chwili, na co pozostali się zaśmiali wracając do spożywania posiłku.

*w międzyczasie u dziewczyn*

-Dobra, to nie jest śmieszne. Widzisz gdzieś Millie? -spytała Rydel Olivię, gdy obie przemierzały stołówkę z tackami w rękach w poszukiwaniu wolnego miejsca i tym samym Millie
-Nie! Nie mam pojęcia gdzie polazła. No bo chłopcy są tam, wszyscy od nas, wszyscy z The Vamps... -odparła patrząc w stronę stolika chłopców -Prócz Connor'a... -dodała po chwili
-No i wszystko jasne -westchęła Rydel -gdzie w takim razie siadamy?
-Tam? -spytała młodsza wskazując na stolik w pobliżu zajęty przez cztery nieznane im dziewczyny
-Ehh... Okej -odparła Rydel, po czym obie ruszyły do stolika
-Hej, mogłybyśmy się dosiąść? Nigdzie indziej nie ma miejsca -zaczęła Liv. W odpowiedzi uzyskała jednak dziwne spojrzenia dziewczyn zajmujących miejsce
-Que? -odezwała się po chwili jedna z nich
-Nada, nada -odparła Liv spoglądając się z przerażeniem na Rydel -¿Si nos sentamos con ustedes?
-Si, si! -odparła jedna z dziewczyn z entuzjazmem. Rydel i Liv niepewnie zajęły miejsca obok nich
-Soy Inma, y tu? -odezwała się... Najwidoczniej Inma
-Soy Olivia...
-Soy Rydel -uśmiechnęła się starsza niepewnie. Nowe znajome odwzajemniły uśmiechy, a następnie pogrążyły się w rozmowie między sobą
-Naprawdę ją zabiję -powiedziała wkurzona Liv do Rydel
-Pomogę ci -odparła dwudziestolatka zajmując się jedzeniem.

*back to boys*

-Dobra, mega się najadłem -powiedział Brad wstając od stołu razem z Tris'em, po czym oboje ruszyli w kierunku pokoju
-To jak, basen? -spytał Rocky biorąc łyka soku
-Tak, czemu nie -odparł Riker -idziecie? -skierował się do Ross'a, Ell'a i James'a
-Nie, jakoś nie mam... -zaczął Ratliff, jednak James mu przerwał
-Tak, pójdziemy z wami. Nie będziesz unikał dziewczyn do końca życia, basen ci dobrze zrobi
-Tak mamo -odparł zgryźliwie dwudziesto jedno latek
-Ross? -zwrócił się do niego najstarszy wybijając go z dziennego snu
-Hm? -mruknął rozkojarzony
-Idziesz z nami na basen?
-Umm, zobaczę jeszcze. Najpierw muszę załatwić rzecz z Brad'em, może potem do was dołączę -odparł, po czym wstał od stołu i podążył śladami współlokatorów.
Gdy wszedł do pokoju zastał go widok, do którego jeszcze zbytnio nie przywykł. Brad i Tris siedzieli razem w łóżku, pod jedną kołdrą.
<oni robią takie rzeczy xD>

Jego wejście zdecydowanie przerwało ich rozmowę. Blondyn stał osłupiały robiąc lekko zdziwioną minę.
-Nie, nie jesteśmy razem -powiedział po chwili sucho Brad, a Lynch jedynie przewrócił oczami
-Posłuchaj -zaczął po chwili siadając na swoim łóżku -naprawdę nie chciałem, żeby to tak wyszło. Nie mam cię za idiotę, frajera ani nic takiego
-Mówiłeś co innego -odparł spoglądając na ścianę
-Ale wcale tak nie myślę. Umm... tak naprawdę rzuciłem to tak od czapy, bo nie chciałem ci mówić prawdy... -westchnął drapiąc się po głowie
-Jakiej? -spytał unosząc brwi brunet
-No bo ehh... Też jestem bi. I też tylko Liv o tym wie... Wiedziała jako jedyna do teraz... Ale takie serio? Nie ogarnąłeś, że coś jest nie tak, gdy zacząłem się wykręcać od odpowiedzi?
-Początkowo trochę mi się to wydało dziwne, ale potem już nie miałem czasu na analizowanie takich szczegółów no bo sorry, ale tamte słowa zabolały
-Zdaję sobie z tego sprawę i jeszcze raz przepraszam. Jakbym to uważał to siebie samego miałbym za psychopate więc... -powiedział, na co Tris z Brad'em się zaśmiali  -dobra, muszę o to spytać, skoro mamy momenty szczerości -oboje spojrzeli się na niego pytająco -jakiej orientacji jest Tris?
-Wow, nie wiedziałem, że wciąż pamiętacie, że tu jestem -powiedział sarkastycznie -takiej jak wy -uśmiechnął się -choć może powinienem powiedzieć, że w orientacji nieszczęśliwie zakochanej w Bradzie -dodał po chwili
-Tak Tris. Nie lepiej orientacji "uwielbiam robić sobie jaja z moich najlepszych kumpli"? -powiedział Brad z wyczuwalnym sarkazmem
-Tak, taka chyba lepsza -odparł triumfalnie Tris
-To jak, między nami wszystko już ok? -spytał Ross po chwili
-Trissy, wybaczymy mu?
-Pff, tak bez żadnej nauczki? -powiedział, na co oboje wymienili się znaczącymi spojrzeniami unosząc dwukrotnie brwi -dobra, ten jeden raz, bo za bardzo cię polubiłem -dodał po chwili Evans
-Dzięki -odpadł z uśmiechem Lynch -A w ogóle to chcecie iść na basen? Rocky i Riker się pytali
-Pewnie, czemu nie -odpadł Brad -idziesz Tris?
-Z wami? Nigdy
-Tak, dzięki -odparł brunet
-I tak cię kocham -powiedział po chwili dziewiętnastolatek przytulając do siebie kręconowłosego
-Nie, nie czuję się pominięty -wtrącił Ross
-Oh dobra, chodź tu -powiedział, po czym również przytulili Ross'a -i oczywiście, że z wami pójdę -dodał po chwili, na co pozostała dwójka się zaśmiała.
<group hug, awww>

Przyjaźń Brad'a i Tris'a w prawdziwym życiu jest równie dziwna, jak widzicie na wyższym zdjęciu xD zdaję sobie sprawę z tego, że większość z Was się The Vamps nie interesuje. ale cieszę się, że niektórzy z Was ich polubili, jak mówiliście w komentarzach pod poprzednim rozdziałem :D
no, ale jeśli chodzi o to, co jest między Brad'em i Tris'em <wciąż mówię o życiu, nie opowiadaniu> to ich "przyjaźń" czy raczej "bromance" nazywa się Tradley i muszę przyznać, że są meeega słodcy razem xD
teraz co do opowiadania
1. to że cała ich trójka jest bi nie znaczy, że zaraz będę robić jakieś nocne trójkąty, czy nie wiadomo co, nie przesadzajmy, to by było dziwne o_O
2. właśnie zapomniałam, co miało być numerem 2... przynajmniej się pogodzili :D
3. wiem! to miało być numerem 2!
chodzi o to, że również część z Was może nie znać nazwisk chłopców z The Vamps. a zamierzam się czasem nimi posługiwać, jako określenie, kto obecnie mówi. bo sporo mamy blodnynów, brunetów, brązowookich i nawet jeśli chodzi o The Vamps to jest trzech niebieskookich, więc zrobiłby się misz masz... tak samo z wiekiem, bo Ross i Brad mają tyle samo lat, tak jak Tris, James i Rocky... więc też nie zawsze by było wiadomo o kim mowa. tak więc gdy tylko to będzie możliwe będę się posługiwać ich nazwiskami.
otóż Simpson - nazwisko Brad'a
Ball - nazwisko Connor'a
McVey - nazwisko James'a
Evans - nazwisko Tris'a
i to chyba na tyle
jeszcze chciałam zapytać co sądzicie o tym, co "dzieje się" między Millie i Connor'em oraz o tym, że James się będzie zajmował Ell'em? bo mi szczerze pomysły na Millie i Connor'a przychodzą spontanicznie i nie mam na nich większego planu, ale co do James'a i Ell'a to coś za tym idzie :D
to by chyba było na tyle...
następny rozdział postaram się dodać w przyszłym tygodniu. wbrew pozorom wcale nie mam tyle czasu na pisanie... jest Mundial! <3 to zajmuje głównie moje popołudnia, ale tak w ciągu dnia to nie zawsze mam wenę i w ogóle... no ale postaram się jak najszybciej napisać i dodać ;)
a w ogóle to w zakończeniu mi trochę nie pasuje to z Brad'em, Tris'em i Ross'em, ale nie umiałam tego inaczej napisać, nie miałam pomysłu ._.
dobra, to się robi za długie :|
proszę o komentarze, piszcie co sądzicie ;3
piosenka dla Was :)

~Gosia

poniedziałek, 9 czerwca 2014

73."Do you wanna move my way? Maybe I don't wanna change. Should I wanna feel this way? Tell me, why can't we just stay the same?"

-Pośpieszcie się! Czy tak bardzo chcecie się spóźnić na samolot? -Krzyczała dyrektorka poganiając wszystkich uczniów. Jest dopiero 5 rano, ale na lotnisku muszą być co najmniej półtorej godziny przed odlotem. Sam lot mają o 7:30.
Tak więc dzisiaj nadszedł wyczekiwany dzień, wyjazd do Las Vegas. Nie dla wszystkich opierał się on jednak na ekscytacji. Millie jeszcze nie do końca doszła do siebie. Zbytnio nie ogarnia, co się wokół niej dzieje i w dodatku bez przerwy narzeka na ból głowy oraz, że chce jej się pić. Ellington natomiast zrozpaczony wczorajszym zerwaniem jedyne co robi to albo chodzi smutny i milczący, albo wybucha jakie to wszystko beznadziejne i że już nigdy nie znajdzie prawdziwej miłości.
R5 stało w grupce z dziewczynami i The Vamps, gdy nagle podeszła do nich jedna z nauczycielek.
-Witajcie, mam do was sprawę. Otóż wczoraj wieczorem, gdy was nie było przydzielane były pokoje. Jako, że ponownie podkreślę nie było was, nie macie zbyt dużego wyboru. Dziewczyny, wy będziecie w trójkę, natomiast, co do chłopców, mam do rozdzielenia dwa pokoje po trzy osoby i jeden na dwie. Proszę o szybką decyzję i żebyście zgłosili mi ją jeszcze przed wyruszeniem na lotnisko. -Nauczycielka odeszła, natomiast wszyscy chłopcy wymienili się kłopotliwymi spojrzeniami.
-Pewnie! Po co dać jeden duży pokój skoro można rozdzielić dwa zespoły na trzy pokoje! -Powiedział sarkastycznie Rocky
-Dobra, ale tak ogółem to jak to zrobimy? -Spytał Ross
-Ja chcę być z moim Braddy boy'em -wtrącił Tristan obejmując Bradley'a, na co ten się zaśmiał
-No dobra. Wy w dwójkę, ale co z nami? -Oburzył się James
-Wy... Wy też możecie być w dwójkę
-Jasne, bo mamy tyle pokoi -powiedział ironicznie najstarszy z The Vamps
-Dobra. Ale u nas to może być tak, że na pewno Rocky będzie z Ell'em, a ja mogę być z Ross'em -wtrącił Riker
-Okej... Ósemkę podzieliliśmy na cztery dwójki, jest postęp -powiedział Rocky
-Git. Teraz tylko po jednej osobie dołożyć do dwóch dwójek i będzie wszystko cacy! -Odezwał się Bradley
-Uu no to ja mam pomysł! -Zaczął wykrzykiwać Rocky -Ross ostatnio się z wami trzyma. Może niech będzie w pokoju załóżmy z Tris'em i Brad'em, Con będzie z James'em, a Riker ze mną i Ell'em!
-Rocky, wreszcie wpadłeś na coś mądrego! -Powiedział Riker udając poruszonego -co chłopcy na to?
-Mnie pasuje jak najbardziej -odparł Ross
-No to jak, trójkącik? -Spytał Tris dwukrotnie unosząc brwi, a następnie kładąc drugą rękę na ramieniu Ross'a. Blondwłosy siedemnastolatek pozostał bez komentarza jedynie z przerażoną miną -Braddy, musimy go jeszcze wielu rzeczy nauczyć
-Oj musimy -uśmiechnął się diabelsko brunet
-Riker... Chyba jednak wolę być z wami -zaczął niepewnie Ross
-Za późno! Właśnie zgłosiłem nasze rozmieszczenie -wtrącił Rocky z uśmiechem na co Ross westchnął
***
Podróż samolotem nie wszystkim przebiegała tak sprawnie, jak sobie wyobrażali. Przyjaciele dotarli na samym końcu i musieli podosiadać się do innych. Wychowawczyni kazała Ross’owi i Liv dosiąść się do Marcela. Niestety chłopak miał fobie przed lataniem i samolotami, przez co bezdyskusyjnie chciał siedzieć na środku. Nie tylko im tak źle się trafiło. Bradley i Riker zajęli miejsca koło Marceliny, która tak jak jej bliźniak miała fobie i siedziała na środku. Ellington również wcale nie skakał z radości na wieść, że ma spędzić 5 godzin siedząc razem z ładną, lecz niezbyt mądrą Bellą i jej koleżanką Jennifer. Tym bardziej, że kompletnie nie miał ochoty wysłuchiwać jej bzdur. Wciąż nie otrząsnął się po wczorajszym zerwaniu.
Dobrze trafili jedynie Millie, Rocky i Connor, którzy siedzieli razem. Rydel także nie miała najgorzej zajmując miejsce między James’em i Tristan’em.

*Jennifer, Bella i Ratliff*
Ell odkąd tylko samolot wystartował musiał wysłuchiwać jaki to Jennifer miała problem, kiedy szła ostatnio na imprezę.
-No i wiesz zapowiadała się super impreza. Ubrałam tą czarną, obcisłą sukienkę i te czarne szpilki z cekinami, które kupiłam na wesele mojej kuzynki, bo uznałam, że nie będę kupowała nowych. No i oczywiście granatowy cień do powiek, eyeliner, tusz… no boski makijaż sobie zrobiłam! –Powiedziała Jennifer
-Aww, pięknie musiałaś wyglądać –odparła Bella, na co Jen przytaknęła –A co zrobiłaś z włosami?
-No wiesz, mi naturalnie się kręcą, więc postanowiłam po prostu je wyprostować. Ale nie był to dobry pomysł, bo wilgotność w tym dniu była duża i wiesz, po 2 godzinach zaczęły się znowu kręcić i wszystko poszło na nic –westchnęła blondynka
-O niee tyle pracy, na marne! –Odparła rudowłosa
-No właśnie, więc wiesz. Żeby już bardziej się nie upokorzyć, z godnością w połowie imprezy wyszłam, no bo jak bym wyglądała z wpół falowanymi włosami. To kompletnie nie pasowało do mojego stroju!
-Taak oj bardzo nie pasowało. I te fale, i jeszcze makijaż mógłby ci się wywietrzyć –wtrącił się Ell niemogący już wysłuchiwać gadania dziewczyn
-Noo, matko dobrze, że wyszłam. Wywietrzony makijaż, to by była dopiero porażka… Co jakby mnie Kail zobaczył!
-Nie mów, że Kail też tam był! Jesteś pewna, że cię nie widział? –Spytała Bella z przejęciem
-No chyba nie, bo wyszłam głównym wejściem, a on był przy basenie
-Oo niee bieedny Kail widziałby cię w takim stanie, aż chciałbym być teraz na jego miejscu daleko od waszego paplania... –Powiedział sarkastycznie Ell
-To są bardzo ważne sprawy! –Oburzyła się Bella
-Nie, nie są!! Ludzie mają większe problemy na głowie niż jakiś rozmazany makijaż! – Wybuchł nagle
-Oj głuptasku. Na głowie są włosy, makijaż nosi się na twarzy –wtrąciła Jennifer zachowując spokój
-Oh zamknij się, dobrze wiesz o co mi chodzi.
-Może opowiesz nam o swoim problemie Ratliff, może ci pomożemy –zaproponowała Jennifer
-Umm… nie dzięki, sam sobie z nim poradzę –odparł wstając z miejsca
-Dokąd idziesz? –Spytała z przejęciem Bella
-Gdzieś. Zaraz będziecie miały towarzyszkę –rzucił, po czym zaczął się rozglądać, gdzie siedzi Rydel. Wreszcie ją „namierzył”. Siedziała między James’em a Tristan’em. Tris spał z słuchawkami na uszach, natomiast James śmiał się z nią w najlepsze. –Cóż, pośmieją się później –powiedział do siebie, po czym ruszył w stronę przyjaciółki
-[…] no więc mówię ci! Po prostu nie mogliśmy wtedy wytrzymać ze śmiechu! A gdybyś widziała jego zdziwioną minę –mówił James śmiejąc się razem z Rydel
-Ryd… Ryd, wybacz, że przerywam wam tę niezwykle zabawną rozmowę –zaczął niepewnie. Oboje się na niego spojrzeli
-Nie no spoko, co jest Ell? –Spytała z uśmiechem
-Proszę cię, błagam nawet, zamień się ze mną miejscem –westchnął
-Umm… co jest nie tak z twoim?
-Poważnie? Siedzę z Bellą, tą z projektu, ta ruda, kojarzysz? –Rydel przytaknęła –no właśnie. I jeszcze z jej przyjaciółką. Ja już nie mogę wysłuchiwać tych pieprzonych rozmów o jakimś Kail’u, który oh na szczęście jej nie widział z falowanymi włosami kompletnie niepasującymi do jej makijażu i sukienki! Bo przecież ona tyle się napracowała, prostowała je. A tu nagle była wielka wilgotność na dworze i-mówił szybko naśladując sarkastycznie emocje dziewczyn, jednakże blondynka mu wreszcie przerwała
-Już wystarczy, zrozumieliśmy Ell.
-Ale czy one nie mogą zrozumieć, że ludzie mają większe problemy niż nadzieja, że nie było się zauważonym przez chłopaka, na którego się leci? Niektórzy mogą już nigdy więcej nie zobaczyć ukochanej osoby przez własną głupotę! –Krzyknął prawie na cały samolot, na co oczywiście skierowali na niego wzrok
-Ja tam pójdę –wtrącił nagle Tris
-Wow, myślałem, że śpisz –zdziwił się James
-Dobrze wiesz, że to Brad i Con zawsze śpią, ja jestem w tym gorszy… ale tak, akurat teraz przysnąłem –westchnął zaspany –jako, że Rydel i Ell i tak się przyjaźnią, niech tu siądzie, może mu poprawicie razem humor. A ja pójdę próbować spać u nich… -powiedział wstając z miejsca
-Dzięki Tris, ratujesz mnie –uśmiechnął się Ell –ale wiesz, w razie, gdybyś nie mógł z nimi wytrzymać to wbijaj, wywalimy Rydel –dodał, na co blondyn się zaśmiał
-Okej, będę pamiętał –odparł, po czym ruszył na uprzednie miejsce Ell’a.
Swobodnie usiadł na zewnętrznym miejscu i już miał zamknąć oczy, jednakże czuł na sobie czyjś wzrok. Niepewnie spojrzał się w swoją prawą stronę i spotkał się z dwoma zdziwionymi spojrzeniami Jennifer i Belli.
-Coś nie tak? –Spytał unosząc jedną brew i zdejmując słuchawki z uszu
-Jesteś transwestytką? –Spytała Bella, na co Tris wybuchł śmiechem
-Hahaha słucham?
-Ellington powiedział, że będziemy miały towarzyszkę… a ty… wyglądasz jak chłopak, jesteś ubrany… ubrana jak chłopak… zero kobiecych kształtów… -powiedziała niepewnie rudowłosa
-Emm… nie, nie jestem transwestytką, jestem chłopakiem… nazywam się Tristan i będę wam towarzyszył, bo dziewczyna, która miała do was przyjść wolała zostać tam, więc…
-Okej… -odparła niepewnie obracając się do przyjaciółki. Tris natomiast założył z powrotem słuchawki na uszy, zamknął oczy i postanowił spróbować ponownie zasnąć.

*Rocky, Millie i Connor*
Owa trójka dogadywała się bardzo dobrze. A dwoje z nich może aż za dobrze… chodzi mianowicie o Connor’a i Millie. Od początku znaleźli wspólny język. Rocky czasem dołączał swoje komentarze, jednakże specjalnie nie chciało mu się rozmawiać. Loty zwykle go męczyły. Siedział z zamkniętymi oczami i usiłował zasnąć, gdy nagle rozmowa dwójki wyjątkowo zaczęła przykuwać jego uwagę.
-Ojć, masz rzęsę na policzku –powiedział Connor, na co dziewczyna już miała unieść rękę, by ją zetrzeć –nie, nie. Zamknij oczy i pomyśl życzenie –odparł, na co brunetka wykonała polecenie. Niebieskooki natomiast delikatnie starł rzęsę z jej policzka. Millie powoli zaczęła podnosić powieki i spotkała się z niebieskimi oczami chłopaka.
-Masz bardzo ładne oczy –powiedziała z uśmiechem –zawsze miałam słabość do basistów –Connor delikatnie się zarumienił
-Wybaczcie, że przerywam tę niezwykle fascynującą rozmowę, ale pragnę ci przypomnieć Millie, że ostatnio z twojej słabości do basistów wyszedł marny związek, także ten. Chyba nie jesteście sobie pisani –wtrącił nagle Rocky. Przez owe stwierdzenie został obdarzony groźnym spojrzeniem brunetki i neutralnym Connor’a
-Wracając –zaczęła po chwili ignorując Rocky’ego, odwracając się z powrotem do siedemnastolatka –czyli jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką? –Spytała, na co ponownie pogrążyli się w rozmowie. Rocky jedynie westchnął i ponownie ułożył się do snu

*Riker, Marcelina i Bradley*
Bądźmy szczerzy. Riker i Bradley natrafili chyba na najgorsze możliwe towarzystwo. Jak już zostało wspomniane wcześniej siedzieli rozdzieleni przez dziewczynę. Nie mogli nawiązać normalnej rozmowy bez choćby jednego niemiłego komentarza ze strony Marceliny. W końcu postanowili się poddać i spróbować zasnąć. Riker’owi, jako że siedział przy oknie przyszło to bez trudu. Gorzej miał Bradley, siedzący od strony przejścia. Kompletnie nie miał się o co oprzeć. Zauważyła to Marcelina, która momentalnie skupiła na nim uwagę i zaczęła prawić różne komentarze.
-Jesteś dziwny –odezwała się nagle
-Słucham? Niby czemu? –Odparł z lekkim zdziwieniem
-No spójrz na siebie –brunet tak też zrobił, zmierzył się wzrokiem
-No… spojrzałem… i co?
-No wszystko. Choćby to, jaki jesteś niski. Już ja jestem od ciebie wyższa. W dodatku masz dziwną fryzurę. Po co podnosisz te loki z czoła, skoro równie dobrze mogłyby one być na nim oklapnięte. Lecisz samolotem. W ogóle zastanawiałeś się kiedyś nad operacją plastyczną twarzy? Albo chociaż nosa? I kto normlany na podróże w samolocie zakłada obcisłe spodnie? A co dopiero tak obcisłe… czy tobie w ogóle jeszcze krąży krew w nogach? I zdajesz sobie sprawę z tego, że nosząc ciągle tak obcisłe spodnie możesz stracić płodność? I po co masz na nogach jakieś Air Maxy, skoro w klapkach też ci by było wygodnie. Weź przykład ze mnie. Ja mam dresy, co prawda płodności przez obcisłe spodnie stracić nie mogę, ale i tak. Włosy mam luźno spięte, klapki na nogach… no spójrz na siebie, potem spójrz na mnie. Widzisz różnicę?
-Tak. Tak widzę różnicę –odparł lekko zirytowany
-Podziel się nią ze mną –uśmiechnęła się sztucznie
-Ja nie wyglądam przynajmniej jak jakiś bezdomny –powiedział, co szczerze mówiąc zgasiło dziewczynę –serio? Mówisz mi, że ja jestem dziwny. A na siebie kiedyś spojrzałaś? Wyglądasz jak już powiedziałem bezdomna. Twarz masz jak nie powiem co, jesteś jakaś walnięta, masz fobię przed chłopakami. Gadasz mi rzeczy, które tak naprawdę mam w nosie. Nie obchodzi mnie zdanie innych, a w szczególności nie twoje. Ubrałem się tak, bo może mi jest wygodnie, nie pomyślałaś o tym? I może mam normalne buty do samolotu, bo kto normalny chodzi w klapkach ze skarpetkami po ulicy? I to w środku Las Vegas. Zdajesz sobie sprawę, że z lotniska będziemy musieli dojechać do hotelu i prawdopodobnie będzie to autobusem miejskim? A co do wzrostu to jego się akurat nie wybiera. Tak samo jak zresztą wyglądu, czego ci współczuję. Bo jeśli mam być szczery to mogę się pochwalić większą urodą niż ty. I wiele osób by się ze mną zgodziło. –Wygłosił zdenerwowany, a następnie wstał z miejsca i wyjął plecak ze schowka na bagaże podręczne.
Przy tym spotkał się z ochrzanem od stewardesy. Powiedziała mu, że absolutnie nie wolno wyciągać bagaży podczas lotu. Brunet po prostu zignorował kobietę i ruszył w stronę miejsca, na którym siedział Tris. Ku jego wielkiemu zdziwieniu zastał chłopaka w najlepsze rozmawiającego z Bellą i Jennifer.
-[...] Ten Ben to idiota. Totalnie na ciebie nie zasługiwał -powiedział Tris do Belli -znajdziesz sobie kogoś lepszego
-Widzisz Bel? Mówiłam ci, znajdziesz kogoś lepszego, kto nie będzie takim debilem -dołączyła się Jennifer
-Tris... -Wtrącił Brad
-Co tam Braddy?
-A nic, tak ogółem... Nie mogłem już wytrzymać z tą psychopatką. Pytała się mnie, czy nie zastanawiam się nad operacją plastyczną twarzy! Ona! -Powiedział brunet z oburzeniem
-Dziewczyny, zgodzicie się, że Bradley jest nieziemsko przystojny i nie potrzebuje żadnych operacji plastycznych, prawda? -Powiedział Tris zwracając się do Belli i Jennifer
-Ależ oczywiście. Gdyby nie moja miłość do Kail'a chętnie bym coś z tobą ten... Choć jako, że to Vegas to może coś, którejś nocy -uśmiechnęła się zadziornie Jen, na co Brad jedynie zrobił wielkie oczy i uniósł brwi
-Przemyśle to... -Odparł niepewnie -A teraz... Nie będę wam przeszkadzał w dalszej rozmowie -powiedział, po czym zaczął rozglądać się po samolocie, kogo ewentualnie by mógł wyrzucić z miejsca. Jego wzrok zatrzymał się na Ross'ie, Olivii oraz nikim innym, jak Marcelem.
Szybko do nich poszedł.
-Marcel! -Wykrzyknął, na co chłopak aż podskoczył i z przerażeniem się na niego spojrzał -siostra cię potrzebuje!
-O mój Boże, siostrzyczka! -Zerwał się spanikowany
-Weź też swoje rzeczy, ich też potrzebuje -Marcel w pośpiechu wziął wszystko, co miał przy sobie i opuścił swoje miejsce przeciskając się przez Ross'a. Brad natychmiastowo przecisnął się na fotel, który przed chwilą zajmował chłopak i wygodnie się rozsiadł.
-Ah, poszło łatwiej niż myślałem -powiedział entuzjastycznie. Ross i Liv wciąż się nie odzywali. Jedynie patrzyli na niego w zdumieniu. -Teraz powinniście mi dziękować, że was od niego uwolniłem -dodał po chwili
-Nawet nie wiesz od jak dawna próbowaliśmy się go pozbyć -odparła wciąż zdumiona Liv
-Nie ma za co -uśmiechnął się. Ich spokój nie trwał długo, ponieważ po chwili wrócił Marcel.
-Siostra mnie wcale nie potrzebowała! I to moje miejsce! -Powiedział oburzony
-Widzisz mój drogi... -Zaczął Bradley -Teraz siedzisz z siostrą, rozgość się tam -Marcel jedynie zmierzył go wzrokiem, a następnie udał się do siostry
Cała trójka od razu pogrążyła się w rozmowach. Towarzystwo Brad'a znacznie bardziej odpowiadało Ross'owi i Liv, niż Marcela. Wtedy nie mogli właściwie zamienić ze sobą słowa. A teraz przechodzili z jednego tematu na drugi.
W pewnym momencie zapanowała cisza, którą Olivia postanowiła wykorzystać. Oparła się o ścianę, jeśli tak to można nazwać i powoli zaczęła odpływać. Nagle jej spokój zakłócił Bradley, który zaczął ją łaskotać. Dziewczyna momentalnie podskoczyła i wybuchła niepohamowanym śmiechem.
-P... Prze... Przestań! -Usiłowała wydusić przez śmiech -Ja... Chce... Spać!
Chłopak jednak nie dawał za wygraną. Zupełnie przeciwnie do próśb, łaskotał dziewczynę jeszcze mocniej. Nagle wtrącił się Ross
-Bradley, tak bezbronną waćpannę Hunter będziesz męczył?
-Umm... Tak -odparł ze złowieszczym uśmiechem wciąż łaskocząc dziewczynę. Nagle jednak sam został zaatakowany przez nikogo innego jak Ross'a
-A! A! Przestań! -Wydusił z siebie brunet -muszę siku! Proszę cię! -Blondyn dał za wygraną.
Bradley odetchnął z ulgą i zaczął wygrzebywać się z miejsca. Oczywiście musiał jeszcze przekroczyć Ross'a.
-Nie myśl, że uciekniesz od łaskotek -powiedział blondyn klepiąc bruneta w udo, tym samym spoglądając się w prawą stronę. Przynajmniej myślał, że było to jego udo. Gdy wreszcie spojrzał na Brad'a ten stał rozkraczony będąc w połowie wydostawania przez Ross'a. Gdy ich spojrzenia się napotkały Bradley dwukrotnie uniósł brwi z zadziornym uśmieszkiem.
-Jesteś pewien, że chodzi ci tylko o łaskotanie? -spytał, na co Ross się nerwowo zaśmiał
***
Brad wrócił po około 5 minutach. Wybrał zły moment, ponieważ musiał stać w kolejce. Olivia zdążyła zasnąć.
Jego ponowne przechodzenie przez Ross'a również nie zakończyło się pełnym sukcesem. Gdy wracał z toalety samolot wleciał w turbulencje, które początkowo były delikatne. Jednakże w momencie, gdy przekraczał blondyna, samolotem mocno zatrząsnęło, a chłopak okrakiem wylądował na Ross'ie. Ku sporemu speszeniu wyższego postanowił wykorzystać ową sytuację w żartobliwy sposób. Zaczął powoli poruszać biodrami przygryzając tym samym dolną wargę. Lynch nie miał pojęcia, jak się zachować. Patrzył się z niepewnością na dalsze poczynania bruneta.
-Oh Ross! -Wykrzyknął nagle Simpson przywołując spojrzenia całego samolotu w swoją stronę
-Zdradzasz mnie?! -Można po chwili było usłyszeć Tris'a. Bradley jedynie się zaśmiał, po czym zszedł wreszcie z Ross'a i zajął swoje miejsce.
-Jeny, Ross. Twoja mina była epicka. Wyglądałeś jakby jakaś ładna laska cię rozbierała, w tym samym czasie będąc zbyt podnieconym, żeby cokolwiek z tym zrobić -zaśmiał się brunet -nigdy tak nie robiłeś z kumplami?
-Wiesz... Większość czasu spędzam z braćmi i nigdy specjalnie nie miałem kumpli, więc... -odparł niepewnie blondasek
-Pobyt ze mną i Tris'em w pokoju baaardzo dobrze ci zrobi. I wiele cię nauczy -powiedział, po czym klepnął Ross'a w jego czułe miejsce. Blondyn dość niepewny, jednakże postanowił "oddać" chłopakowi i zrobił to samo. Bradley wykonał ponownie czyn, jednakże tym razem blondyn już mu nie oddał. -Teraz twoja kolej -odezwał się po chwili. Lynch jednakże mu nie odpowiedział. Jedynie się uśmiechnął. -Tylko żartowałem, nie zrozum mnie źle -Speszył się lekko brunet
-Nie zrozumiałem -odparł Ross z uśmiechem. Po chwili namysłu po raz kolejny klepnął towarzysza -Dobra koniec, bo się jeszcze podniecisz -dodał po chwili
-Tak sądzisz? -Zaśmiał się brunet -Ja się podniecę -powiedział z wyczuwalnym sarkazmem, na co Lynch się lekko zarumienił
-Noo nie wiem jakie są twoje poglądy, więc wolę nie ryzykować -zaśmiał się po chwili niepewnie
-Haha spokojnie, spokojnie… -Uśmiechnął się -bez względu na to jakie są, nie mam problemu z "zapanowaniem" nad moim podnieceniem... I nie powiem kto tutaj pierwszy mnie klepnął -spojrzał na blondyna rozbawiony
-Pff i co? -Spytał Ross z uśmiechem
-No nic, ale mówisz o moich poglądach, a jakie są twoje?
-Ee... -Zmieszał się lekko zbytnio nie wiedząc co odpowiedzieć. Wiedział, że jest bi, jednakże obawiał się reakcji Brad'a jeśli by mu o tym powiedział. W końcu nie znają się aż tak długo. Co prawda bardzo dobrze się dogadują i właściwie można nazwać ich przyjaciółmi, jednak blondyn nie był gotowy wyjawić mu prawdy- muszę iść do toalety -powiedział po chwili wstając z miejsca.
***
-Too... co tam? -Uśmiechnął się z nadzieją po powrocie, licząc na to, że Brad nie wróci do tematu
-A no nic, tak sobie tutaj siedzę i czekam na odpowiedź od pewnego kumpla
-Tak? Jakiego?
-Ciebie. Pytałem cię o coś -uśmiechnął się
-Noo taak... a pytałeś booo?
-Ciekawość. No wiesz, przyjaźnimy się -powiedział nie chcąc wzbudzać w Ross'ie żadnych podejrzeń
-Ee... co za pytanie - zaśmiał się. -Nie jestem idiotą i z moją psychiką wszystko w porządku. Oczywiście, że hetero -skłamał nie umiejąc znaleźć lepszego wyjścia
-Heh taa... Ja też -uśmiechnął się sztucznie, natomiast w środku zamarł. Liczył na to, że wreszcie znalazł prawdziwego kumpla poza zespołem, gdy ten nagle w pewnym sensie stwierdził, że jest on psychiczny. Tak jak zawsze Bradley tryskał energią, tak w tym momencie najchętniej wróciłby na swoje poprzednie miejsce. Tak jak nigdy go nie obchodziła opinia innych, tak słowa Ross'a go niezwykle dotknęły
-No o wszystko pięknie. Przynajmniej nie musimy się niczego obawiać w naszym towarzystwie -ponownie zaśmiał się blondyn
-Mhmm... -Odparł bez życia 
-Co jest? -Spytał Ross zauważając zmianę nastroju towarzysza
-Nic
-Na pewno?
-Tak jasne, dzięki. Jestem po prostu już zmęczony. Chyba wezmę przykład z Liv i się prześpię

-Haha, oki. Słodkich snów -odparł, a Brad ułożył się do snu.

Jeśli to czytasz, podziwiam Cię, że udało Ci się przeczytać cały rozdział
Matko, jaki on długi! 3240 słów dokładnie. Normalnie bym go pewnie podzieliła, ale jednak nie... Nie będę się znęcać xD w ogóle o dziwo dobrze mi się go pisało i przyjemnie. I ku mojemu zdziwieniu dość mi się podoba to, co stworzyłam. Mam nadzieję, że następny będzie mi się pisało równie lekko. Jeśli mam być szczera planowałam... wciąż planuję zakończyć opowiadanie równo z zakończeniem, jednak moje plany chyba nie zostaną zrealizowane ._. zbyt dużo mam jeszcze pomysłów do wykorzystania, więc chyba jeszcze się trochę pomęczę z tym... Tylko problem w tym, że znowu we wrześniu, razem z liceum chciałam zacząć nowe opowiadanie, którego już mam nawet prolog napisany :D no, ale to taka dodatkowa, bezsensowna informacja. Plus pisząc je chciałabym być skupiona tylko i wyłącznie na nim, więc może chociaż do końca wakacji uda mi się skończyć... No bo bądźmy szczerze, nie mogę tego ciągnąć wiecznie, bo zrobi się nudne
Mam nadzieję, że nie przeszkadza Wam obecność The Vamps w opowiadaniu, tym bardziej, że będą się coraz częściej pojawiać... Choć może o tym już wspominałam... Nie wiem >__< głównie Brad, ale o pozostałych również będę pamiętać ;) noo... too... nie mam pojęcia co jeszcze napisać. W każdym razie postaram się niedługo napisać rozdział i MOŻE, MOŻE w przeciągu tygodnia uda mi się go dodać, ale NIC NIE obiecuję, bo nie wiem jak będzie z weną.
To by było na tyle :)
A i jeszcze mam nadzieję, że rozdział Wam się również podoba i proszę o komentarze. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko niektórych trochę zboczonych momentów ze strony Brad'a, ale cóż mogę powiedzieć... będzie ich więcej :D a tak serio to zdążyłam zauważyć, że u chłopaków takie zachowania są zupełnie normalne i nic sobie z tego nie robią więc...
A z tytułu to jedna z moich ulubionych piosenek The Vamps - Move My Way
Cieszmy się razem z ich teledysku do Somebody To You wychodzącego dzisiaj oraz z teledysku R5 do Rock That Rock również wychodzącego dzisiaj :D cóż za piękny dzień <3
~Gosia

niedziela, 1 czerwca 2014

72."This ain't a movie that I wanna see; A tragic story, starring you and me; Yell "cut", we're stuck inside this scene"

* w tym samym czasie Rocky i Millie *
- Hej, jak się czujesz? - zapytała Millie, podchodząc od tyłu do Rocky'ego z rękoma w tylnych kieszeniach.
- Millie, to ty! -podbiegł i przytulił dziewczynę.
- Wow. A to za co? -uśmiechnęła się.
- A nie, za nic. Ja tylko jestem troszkę przejęty.
- Nie ma się co stresować. Wszystko pójdzie świetnie. A teraz pod diabelski młyn, bo jest za 5.
- Co?! Już?! Ale ja... Przecież. Ugh!
- Hej, spokojnie. - uśmiechnąła się do niego. - Jak już mówiłam, będzie dobrze.
- Mówisz?
- Mówię.
- Dzięki. - uśmiechnął się i przytulił ją. - Mogę iść?
- Tak. Nie, poczekaj. - poprawiła mu kołnierzyk koszuli. - Możesz iść. Nie, poczekaj. - odgarnęła mu włosy. - Dobra, idź. Nie, poczekaj.
- Millie. - uśmiechnął się.
- Przepraszam. Idź, bo nie zdążysz.
Rocky podszedł pod diabelski młyn, gdzie umówił się z Jade, jej jeszcze tam nie było. Nagle wszystkie światła w wesołym miasteczku zgasły. Było całkowicie ciemno.
- Rocky? - zapytała Jade idąc z rękoma wyciągniętymi przed siebie, żeby o nic nie uderzyć. - Rocky, jesteś tu?
- Hej. - załapał ją za ręce.
- Możesz mi wyjaśnić, czemu tu jest tak ciemno? Zabierzesz mnie gdzieś, gdzie mogę cię chociaż zobaczyć?
- Mogę cię zabrać, gdziekolwiek zechcesz. Nawet do gwiazd. - szepnął jej do ucha, po czym odbiegł.
- Rocky, co ty... Gdzie ty jesteś?
W tym momencie rozbrzmiały pierwsze akordy, a światła nagle rozbłysły. Pierwsze, co zobaczyła Jade to wielka scena, na której znajdowało się dziewięć osób. Zdziwił ją fakt, że na scenie jest o czterech chłopaków więcej niż powinno. Z jej perspektywy Rydel wyglądała troszkę śmiesznie. Jedna sama pośród ośmiu chłopców.
- Specjalnie na twoje pożegnanie zagramy coś, czego jeszcze nie słyszałaś. Za chwilę usłyszycie nasze stare piosenki. Pierwszą z nich jest Take You There. - powiedział Riker przez mikrofon, po czym zaczął śpiewać.
Dziewczyna była mile zaskoczona. Rozejrzała się dookoła i w końcu spostrzegła kogoś znajomego, nie stojącego na scenie. Szybko podbiegła do Liv I Millie, po czym przedstawiła się Kelly. Dziewczyny z zaciekawieniem słuchały starego repertuaru zespołu, który spodobał im się nawet bardziej niż obecny. Wszystkie piosenki były takiej inne od wszystkich. Miały w sobie coś wyjątkowego.
- A teraz ostatnia piosenka, którą zagramy. Co prawda nie jest nasza, ale trzyma poziom - zażartował Ross - Panie i panowie The Vamps i Lovestruck!
Czwórka nieznanych Jade chłopców zaczęła wykonywać swój utwór, oczywiście przy pomocy swoich kolegów. Kiedy piosenka się skończyła rozległy się wielkie brawa. Ludzie akurat przebywający w wesołym miasteczku zatrzymali się pod sceną i wysłuchali całego koncertu. Oczywiście najbardziej kibicowały im dziewczyny. Pierwszą osobą, która zeszła ze sceny był Rocky. Podleciał on od razu do Jade. Dziewczyna rzuciła się chłopakowi w objęcia, dziękując za cudowne pożegnanie. Ross poszedł gdzieś z chłopakami z The Vamps, a Rydel i Ellington'a gdzieś wcięło. Przy barze zostały tylko Liv, Kelly i Millie. Jedyną dziewczyną, która sięgnęła po drinka była właśnie Millie. W końcu dziewczyny uznały, że zostawią ją samą, ponieważ podszedł do niej Riker.
- Hej, nie za dużo tego magicznego płynu? - zapytał łagodnie.
- Whatever. Nie jesteśmy już razem, więc nie muszę ci się podobać.
- Millie zawsze mi się będziesz podobać. Nawet jak będziesz pijana. - uśmiechnął się i wyciągnął jej z dłoni szklankę.
- Riker, no.
- Millie, no.
- Riker, oddaj mi proszę moje whisky.
- Jesteś niepełnoletnia wiesz?
- I co z tego. Pragnę ci przypomnieć, że to ty załatwiłeś wcześniej drinki dla każdego.
- Masz rację, ale nie miałem zamiaru nikogo upić.
- Nie ty mnie upijasz, sama się upijam, więc oddaj mi to, albo wezmę następnego.
- Dobra. - powiedział i jednym łykiem wypił resztę szklanki ciemnozłotego alkoholu ze szklanki. - I tak musisz wziąć nowe.
- Dzięki ci bardzo. - powiedziała sarkastycznie.
- A nie ma za co. - uśmiechnął się i poszedł do chłopaków.
Zabawa trwała w najlepsze. Każdy robił co chciał. Jedyną osobą była Millie, która piła coraz więcej szklanek whisky.
W pewnym momencie podeszła do niej Rydel.
- Hej, a ty nie z Riker'em? I młoda, przystopuj trochę z tym. - wskazała na szklankę w jej dłoni.
- Nie jesteśmy już razem z Riker'em i będę robiła, co będę chciała.
- Okej. Wyjaśnisz mi czemu już nie jesteście parą, czy może mam powrócić z tym pytaniem jak wytrzeźwiejesz?
- Idź sobie.
- No jasne. Ale najpierw chodź pożegnać Jade. Zaraz jedzie na samolot.
- Fine. - powiedziała zrezygnowana i z trzaskiem odłożyła swoją szklankę na blat.
*w tym samym czasie Kelly i Ell*
- Kelly, możemy pogadać?
- O co chodzi? - zapytała szorstko.
- Bo widzisz. Już od dłuższego czasu się spotkamy i przeszliśmy przez dużo problemów razem. Nawet ta ostatnia kłótnia. Widzisz, wybaczyłaś mi ją i właśnie dlatego wiem, że jesteś niesamowita. Znaczy zawsze byłaś niesamowita, tylko po tej sprawie wiem, że jesteś jeszcze bardziej...
- Dlaczego nie powiesz tego Rydel? - przerwała mu.
- Słucham? - zdziwił się.
- Nie, to ja słucham Ellington. Dlaczego gadasz Rydel jaką to jest księżniczką, po czym dajesz jej pierścionek, a teraz przychodzisz z tym do mnie? Co? Odmówiła?
- Nie, to nie tak...
- Czyli widzę, że jestem dla ciebie po prostu wyjściem awaryjnym.
- Nie, Kelly ty nic nie rozumiesz.
- Nie, Ell. To ty nic nie rozumiesz. - mówiła ze łzami w oczach. - Jaka ja byłam głupia, że ci w ogóle wybaczyłam.
- Ale Kelly.
- Nie dzwoń do mnie, nie pisz i nawet nie waż się za mną iść. Z nami koniec Ellington. Po prostu po tylu latach związku, nie sądziłam, że tak to się skończy.
- Kelly.
- Żegnaj. Mam nadzieję, że więcej się nie zobaczymy. - powiedziała przez łzy, po czym pobiegła w stronę wyjścia.
Ratliff dalej stał jak wryty, nie mogąc uwierzyć w to, co się przed chwilą wydarzyło. Jednak uznał, że pójdzie do reszty, bo była to ostatnia szansa na pożegnanie się z Jade, a przecie po to tutaj przyszli. Udał się więc pod diabelski młyn, gdzie stali już jego przyjaciele. Każdy już pożegnał się z Jade, życzył bezpiecznego lotu i tym podobne.
Przyszła kolej na Rocky'ego. Brunet nie odezwał się ani słowem. Jedyne co zrobił to czuje pocałował niebieskowłosą (warto wspomnieć, że specjalnie na pożegnanie Jade przefarbowała włosy na niebiesko), co w jego języku oznaczało "będę za tobą tęsknić". Rozległo się popularne "aww" wykonane przez wszystkich prócz jednej osoby.
- Ugh. Muszę się napić. - powiedziała Millie i poszła w stronę baru.
Reszta uznała, że dadzą im trochę prywatności i poszli pakować instrumenty z powrotem do samochodu. W międzyczasie Ratliff opowiedział Rydel co się stało, a że usłyszała to cała grupa, był pocieszany przez wszystkich.
Wróćmy jednak do "zakochańców".
- O której masz lot? - zapytał Rocky przytulając dziewczynę.
- O północy.
- Odprowadzę cię.
- Rocky, nie utrudniaj pożegnania, ok? Lepiej będzie jak tam sama pójdę. Wiesz, że to niedaleko.
- No wiem… a w ogóle to przepraszam cię jeszcze raz za tamtą sytuację w restauracji. Naprawdę nie chciałem cię wykorzystać i naprawdę cię lubię. To było spontaniczne i nie wiedziałem co robię, przepraszam cię –powiedział patrząc dziewczynie w oczy
-Nie chciałam, żebyśmy żegnali się skłóceni. Po prostu zapomnijmy o tym… I jeszcze raz, dziękuję za wszystko i mam nadzieję, że do zobaczenia. - uśmiechnęła się do niego, po czym cmoknęła go delikatnie w usta.
- Trzymaj się. - powiedział, po czym pomachał jej na pożegnanie.
Przez chwilę wpatrywał się jeszcze w oddalającą się Jade, lecz później dołączył do ekipy pakującej cały sprzęt.
- Widział ktoś Millie? Muszę z nią pogadać.
- Powiedziała, że idzie się napić. - odpowiedziała mu Rydel. - I Rocky uważaj, bo ona jest już wstawiona.
- Skoro tak, to ja ją może wezmę do akademika.
- A czemu Riker jej weźmie? - zapytała zdziwiona Liv.
- Właśnie braciszku. Czemu ty jej nie weźmiesz? - dopytywała się blondynka.
- Millie i ja nie jesteśmy już razem, okej? Wszystko wam wyjaśnię, ale proszę nie teraz. Jestem zmęczony i myślę, że Millie tak samo. Rocky zabierz ją już do tego pokoju.
- Robi się bracie. - powiedział żwawo, po czym poszedł do baru.
Zastał tam nie kogo innego jak nawaloną -brzydko mówiąc- w trzy dupy brunetkę.
- Hej, ktoś tu dzisiaj zaszalał, co? - zaśmiał się Rocky.
- I? Jest jakiś konkretny powód twojej obecności tutaj?
- A i owszem, mam misję, aby cię zabrać do akademika. - powiedziała wesoło. - O ile dasz radę iść.
- Ja nie dam rady?
- Czy ja coś takiego powiedziałam? - droczył się z nią.
- Czyli we mnie wątpisz kochasiu.
- Ja? Skądże. - odpowiedział sarkastycznie.
- Zaraz ci pokażę. Dojdę do tego akademika na własnych nogach i to sama.
- No dalej, jestem tego ciekawy. - powiedział z uśmiechem, czym sprowokował dziewczynę. Brunetka tak gwałtownie wstała z krzesła, że wszystko przed nią zawirowało, prawie by się przewróciła, gdyby oczywiście nie Rocky.
- Dobra, mała pijaczko. Sama nawet na nogach nie ustoisz. Chodź tutaj. - powiedział, po czym podniósł ją z ziemi.
- O czyli mnie zaniesiesz?
- Nie podoba ci się ten pomysł?
- Mi bardzo. Tylko kotku jest mi trochę zimno wiesz.
- No masz ci los, nie mogłaś powiedzieć tego wcześniej? - zdenerwował się chłopak. Delikatnie postawił Millie na ziemi, która, aby się nie przewrócić od razu objęła go w pasie. Brunet ściągnął kurtkę, po czym założył ją na dziewczynę. Następnie ponownie wziął ją na ręce i zaczął iść w stronę akademia. Kiedy w końcu doszli do pokoju dziewczyn postawił ją na ziemię i ściągnął z niej kurtkę. Następnie posadził na łóżku i zaczął ściągać z niej bluzkę.
- Rocky, co ty robisz?
- Ee, rozbieram cię?
- Jeśli chcesz się ze ma przespać to śmiało, jestem pijana. Jutro i tak nie będę nic pamiętać.
- Zwariowałaś? Nie zamierzam z tobą spać. A gdybym zamierzał to musiałabyś być trzeźwa. Po prostu chcę to z ciebie ściągnąć, żeby ci się wygodniej spało, głupolku wiesz? - zaśmiał się cicho.
- Aha.
Rocky ściągnął z niej bluzkę i spodnie, czyli została w samej bieliźnie. Następnie wziął ją na ręce zaniósł do łazienki i przepłukał twarz. Związał jej włosy i z powrotem zaniósł do łóżka. Tym razem przykrywając ją kołdrą. Na wszelki wypadek przy łóżku położył miskę, oraz chusteczki w razie potrzeby opróżnienia żołądka. Ukucnął przy dziewczynie i pogłaskał ją delikatnie po głowie.
- Rocky?
- Tak?
- Dziękuję. Dziękuję, za wszystko. - powiedziała i pocałowała bruneta delikatnie w policzek.
- Nie ma sprawy. - odpowiedział i mimowolnie się uśmiechnął. Zaraz po tym Millie usnęła. Rocky po cichu opuścił pokój i spotkał na korytarzu swoich przyjaciół.
- Millie śpi, ja też idę. - oznajmił i skierował się do swojego pokoju.
Reszta przyznała, że był to bardzo wykańczający dzień i zrobiła to samo, każdy usnął niemalże natychmiastowo.

No to tak jak mówiłam, dodaje ten rozdział. jest on nieco krótszy od ostatnich (czyt. 1700 słów) bo jakby to napisali pod fanficiem w języku angielskim jest to filling chapter, czyli uzupełniający rozdział krótko mówiąc
Ogółem jak teraz się nad nim zastanawiam to coś mi w nim nie pasuje, ale nie umiem stwierdzić co... Większą jego część rownież napisała Iga ponieważ ja kompletnie nie miałam weny... A, nie pasuje mi coś w końcówce na przykład, ale jakoś nie mam pomysłu, żeby to jakkolwiek zmienić wiec...
Ale ogółem to się wkurzyłam. Mam po kilkaset wejść dziennie, pod ostatnim rozdziałem jest z 10 komentarzy (pod obecnym głównie o tym albo jak Riker i Millie mogli zerwać, albo jak bardzo chcecie Rydel i Ell'a razem) i dodatkowo zazwyczaj komentujcie, żeby spytać kiedy będzie następny rozdział, a tak to już nie (to mówię ogółem o komentarzach pod rozdziałem, nie tylko pod poprzednim). To serio jest trochę wkurzające tym bardziej, ze gdy nie dostaje jakichś sensowniejszych komentarzy to nie wiem czy jest sens, żebym dalej pisała. Naprawdę jestem coraz bliższa urwania tego opowiadania choćby w tym oto momencie, bo mam wrażenie, że i tak już nikt tego nie czyta i piszę to nie dość, że na siłę to jeszcze dla siebie. bo ja sama mam coraz mniejszą ochotę na pisanie tego i naprawdę sama nie wiem czy je skończę jakimś takim normalnym rozdziałem, w którym wszytko będzie jasne i w ogóle
no, to by było na tyle
a piosenka z tytułu to 5 Seconds Of Summer - Heartache On The Big Screen
~Gosia


poniedziałek, 26 maja 2014

71. "Nothing Lasts Forever"

***
Rocky, Olivia i Rydel natomiast wybrali się na miasto, żeby kupić rzeczy potrzebne na imprezę pożegnalną Jade, która ma odbyć się następnego dnia. Kupili potrzebne jedzenie, jakieś serpentyny w sprayu, balony i confetti. Uznali również, że miło by było zainwestować w jakiś upominek dla niej. Za najlepszy uznali wywołanie wspólnych zdjęć i ułożenie ich w antyramie, czym miały zająć się dziewczyny po powrocie do akademika. Udali się również na miejsce luna parku, gdzie zaczęli powoli przygotowania na jutrzejszy dzień.
***
Riker i Millie chodzili po centrum handlowym praktycznie bez celu. Jak zwykle trzymali się za ręce, ale było między nimi coś, czego nie było wcześniej. Była lekka niepewność i coś jeszcze, czego nie potrafili zdefiniować.
-Masz może ochotę na jakieś lody czy coś? A może coś do picia? -zapytał Riker w pewnym momencie.
-W zasadzie to mam ochotę na jakąś bombę kaloryczną. Chodźmy może na jakiś deser lodowy. -odpowiedziała.
-A z czym chcesz ten deser? -uśmiechnął się lekko
-Jak to z czym? Ze wszystkim! -prawie krzyknęła z wielkim uśmiechem na twarzy.
Chłopak spojrzał na dziewczynę, objął ramieniem i delikatnie pocałował w czoło, po czym zaprowadził do najbliższej lodziarni, gdzie zamówili największy deser lodowy ze wszystkimi dodatkami. Podczas jedzenia panowała cisza, której nigdy między nimi nie było. Czuli się dziwnie i niezręcznie.
-Millie... Musimy pogadać -zaczął blondyn niepewnie.
-O czym? -odparła wesoło, chcąc ukryć zdenerwowanie.
-Myślę, że my... Myślę, że my się chyba wypaliliśmy. Nie wiem dlaczego, ale czuję jakbyśmy nie byli już sobą. - mówił na jednym wydechu, w ogóle na nią nie patrząc -Czuję, że się od siebie oddaliśmy i jakoś nie mam pojęcia dlaczego, ale...
-Riker... -przerwała mu -Riker spójrz na mnie -chłopak podniósł wzrok na brunetkę i ich oczy się spotkały -Ja też tak czuję. Nie wiem dlaczego, ale po prostu już nie czuję się tak jak wcześniej. Może to przez ten projekt, a może przez nas, nie wiem. Wiem, że to już nie my.
-Eh, Millie... Co się z nami stało?
-Uwierz, że chciałabym to wiedzieć.
-Czyli co? To koniec? Tak po prostu?
-Myślę, że tak będzie najlepiej. Jeżeli nie czujemy już tego, co na początku to nie ma sensu tego ciągnąć -westchnęła.
-Tak, chyba masz rację... A dostanę chociaż buziaka? Takiego ostatniego, na pożegnanie? -uśmiechnął się, na co brunetka się lekko zaśmiała.
-Pewnie, że tak. Ale najpierw zapłaćmy i chodźmy stąd. -uśmiechnęła się
Blondyn zapłacił i wyszli z lodziarni. Dziewczyna wspięła się na palce, zarzuciła mu ręce na szyję i po raz ostatni czule pocałowała chłopaka, który objął ją w talii i w pełni odwzajemnił pocałunek. Chwilę później odsunęli się od siebie.
-To jak? Przyjaciele? -uśmiechnął się Riker
-Przyjaciele -odwzajemniła uśmiech -Dziwne
-Ale co?
-Myślałam, że po moim zerwaniu z chłopakiem będę wypłakiwać sobie oczy, a tymczasem ja nic nie czuję.
-Heh, przepraszam, jeżeli to zerwanie nie spełniało twoich oczekiwań -zaśmiał się
-Daj spokój. Przynajmniej nie będę miała spuchniętych oczu przez tydzień, więc nie jest tak źle -uśmiechnęła się
-Jasne. To gdzie idziemy?
-Skoro mamy przyjęcie dla Jade to warto byłoby kupić sobie nową kieckę.
-Tylko mi nie mów, że mam teraz łazić z tobą po sklepach.
-Masz -wyszczerzyła zęby w uśmiechu
-Ale muszę? - zapytał błagalnym tonem.
-Chodź już i nie marudź
Blondyn westchnął rezygnująco i objął dziewczynę ramieniem w przyjacielskim geście przytulenia. Nagle cała niezręczność zniknęła, a oni czuli się o wiele lepiej i pewniej niż wcześniej. Weszli do pierwszego sklepu. Millie od razu go przetrząsnęła i znalazła ładną, białą sukienkę w kwiatki. Poszła ją przymierzyć i po chwili wyszła z przymierzalni.
-I jak wyglądam? -zapytała Millie obracając się wokół własnej osi.
-Powiedziałbym, że genialnie, ale nie wiem, czy mi wypada -uśmiechnął się
-Wiesz, komplementy dalej możesz mi prawić. Ja tam lubię ich słuchać. -odwzajemniła uśmiech.
-No tak, cała Millie -zaśmiał się -Bierzesz?
-Tak, tak, tylko się przebiorę.
Dziewczyna szybko wyszła w poprzednim stroju z przymierzalni, po czym podeszła do kasy i zapłaciła za sukienkę. Następnie razem z Riker'em poszli szukać innych.
_____________________________________________
Niedziela rozpoczęła się oczywiście od przygotowań do imprezy. Właściwie "wykańczających" przygotowań, ponieważ większość zrobili już wczoraj. Na dziś zostało im przygotowanie jako takiej sceny, nagłośnienia i ustawienia instrumentów, mikrofonów itp, ponieważ ustalili, że zaśpiewają kilka piosenek. Za namową Ross'a zaprosili również The Vamps na całą imprezę oraz zaprosili do wspólnego występu. Chłopcy oczywiście się zgodzili. W czasie, kiedy chłopcy podłączali gitary, a dziewczyny załatwiały drinki u kelnerów, Rydel mocowała się ze swoim keyboardem, próbując wyciągnąć go z bagażnika samochodu. W pewnym momencie podszedł do niej Ratliff.
-I jak moja piękna blondyneczka się czuje? -na dźwięk tych słów dziewczyna podskoczyła i odwróciła się gwałtownie.
-Zwariowałeś? Przestraszyłeś mnie! - uśmiechnęła się do niego.
-Przepraszam. To jak moja prześliczna księżniczka się dziś czuje? - uśmiechnął się zalotnie, na co blondynka się zaśmiała.
-Ty już coś piłeś, czy ktoś cię walnął w głowę? - mówiła z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Nie, ja jestem bardzo poważny. Słuchaj. Rydel, wiem, że widujemy się już od dawna i wiem, jakie są twoje uczucia do mnie...
-Ell, co Ty pieprzysz? - przerwała mu, ale chłopak dalej mówił.
-A ty wiesz, jakie są moje uczucia do ciebie. Może było trochę nieporozumień, ale jednak jesteśmy tutaj. - mówiąc to, zaczął klękać na jedno kolano. - Nic nas od siebie nie oddzieliło i już nic nas nie rozdzieli.
Więc chciałbym dziś zapytać.
-Ratliff, co ty robisz?
-Rydel, wyjdziesz za mnie? - powiedział i wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko z brylantowym pierścionkiem.
Dziewczyna stała jak wryta wgapiając się w pierścionek i klęczącego przed nią przyjaciela. Nie miała zielonego pojęcia, co mu w tym momencie odpowiedzieć. W tym momencie brunet spuścił głowę i zamknął pudełeczko.
- Żałuj, że nie widziałaś swojej miny. - wydusił przez śmiech i wstał z ziemi.
- Czy ciebie już do reszty pogrzało?! Co to za szopka w ogóle, co?!
- Haha, uspokój się. Musiałem to przećwiczyć.
- Przećwiczyć zaręczyny?!
- Rydel, spokojnie. Tak, musiałem to przećwiczyć. Nie wszystko czasami wychodzi tak spontanicznie.
- To mogłeś mi chociaż o tym powiedzieć!
- Ale wtedy nie byłoby takiego efektu!
- Ellington, ty idioto. Nawet nie wiesz, jak mnie wystraszyłeś. - uśmiechnęła się delikatnie.
- Przepraszam. Ale byłaś jedyną osobą, która wie o zaręczynach, więc padło na ciebie. A, no i chciałem to zrobić zaraz po naszym występie. - wyjaśnił wszystko.
- Nie ma sprawy. Życzę powodzenia w takim razie. - poklepała go po ramieniu.
- Nie dziękuję, bo zapeszę. No, a teraz co. Pomóc ci z tym keyboardem?
- Przydałoby się.
- Okej. Idź zobaczyć co z perkusją, a ja już Ci go podłączę. - uśmiechnął się.
- Dzięki. - odwzajemniła uśmiech i wróciła na scenę do chłopaków.
Kiedy już Ellington podłączył sprzęt Delly, ona sama rozpędziła się trochę na jego bębnach. Dała niezły popis i wszyscy zaczęli bić jej brawo.
- Dobra blondyna, spadaj, bo król perkusji nadchodzi. - powiedział Ell z uśmiechem, kręcąc w dłoni jedną z pałeczek.
Wszyscy wrocili na swoje miejsca i rozpoczął się też szybki sound check i nauka nowych akordów, ponieważ R5 mieli w planach zagrać jedną piosenkę The Vamps, a samo The Vamps chciało zrobić niespodziankę gościowi i zaśpiewać coś, czego jeszcze nie słyszała.
Kiedy chłopcy i Rydel grali multum piosenek, aby się dobrze przygotować, Olivia, Millie i Kelly popijały przy barze pierwsze drinki.
- Wiecie co? Czasami dobija mnie fakt, że nie mam zdolności muzycznych. Znaczy się, aż takich zdolności muzycznych, żeby występować, czy coś. Patrzcie, jak oni się genialnie bawią na tej scenie. Nic, tylko pozazdrościć. - westchnęła Olivia, której wzrok obserwował tylko Ross'a i Brad'a wygłupiających się na scenie.
- Wiesz, że wyjęłaś mi to z ust? - powiedziała Millie, której wzrok wędrował po każdej osobie, zwykle patrzyłaby się tylko na Riker'a, ale nie wiedziała, czy w ich obecnej sytuacji było to "dozwolone".
- Tak. Nic, tylko pozazdrościć. - przytaknęła Kelly, spoglądając to na Rydel, to na Ell'a, którzy, jak na każdym koncercie, uśmiechali się do siebie.
Rzeczywiście widok był niesamowity. Pomimo, iż na scenie było ich dziewięciu, to bawili się w najlepsze. Skakali, przepychali się. Po prostu cieszyli się tym, co robią. Po skończonej próbie, do godziny 19 zostało im jeszcze trochę czasu, więc wszyscy zajęli się swoimi sprawami. Rocky poszedł pogadać z gościem od oświetlenia, Rydel I Ellington omawiali dokładnie zaręczyny, Riker gadał z Kelly, a Ross i The Vamps jak ostatni idioci ganiali się i lali wodą. Natomiast Millie i Liv, w milczeniu przyglądały się chłopcom.
- Co za ciołki. Przecież to woda na próbę. Później będą narzekać, że nie mają co pić. - odezwała się Liv w pewnym momencie, mimo wszystko się uśmiechając.
-Idź do nich, bo zrobią sobie krzywdę. - zaśmiała się Millie.
-E tam, nie będę im wychodzić w paradę.
-Jak chcesz. Idę pogadać z Rocky'm. - powiedziała, odstawiła szklankę i poszła do bruneta.
Nagle chłopcy przestali całą zabawę i się rozeszli. Liv straciła ich wszystkich z oczu, co ją trochę zaniepokoiło. Nagle przed nią wyskoczył cały mokry Ross.
- Wystraszyłeś mnie! - zaśmiała się.
- Skoro tak, to misja zakończona powodzeniem. - uśmiechnął się.
- Spadaj. - odepchnęła go lekko.
- Nie. Wolałbym się przytulić.
- Nie, jesteś mokry.
- No chodź. - wyciągnął ręce w geście przytulenia.
- Aaa, nie! - krzyknęła, śmiejąc się i zaczęła przed nim uciekać.
- Tak sobie pogrywamy? Chciałem się tylko przytulić, ale skoro chcesz być bardziej mokra, twój wybór! - krzyknął za nią, po czym zaczął ją gonić z butelką wody w ręku.
Kiedy Olivia otrzymała już parę ciosów z wody, poślizgnęła się na mokrej już trawie i wpadła na Ross'a, wynikiem czego była piękna gleba obojga. Liv leżała na Ross'ie. Chłopak szybko to spostrzegł i obrócił się z nią w taki sposób, że to ona leżała na ziemi.
- I co teraz Olivio Marie Hunter? - zapytał z zadziornym uśmiechem, podpierając się rękoma nad ramionami Liv, żeby jej nie przygnieść.
- Teraz łaskawie ze mnie zejdziesz i pomożesz mi wstać. - mówiła z szerokim uśmiechem na twarzy.
- No nie wiem, coś nie leży mi ta propozycja.
- Jak na razie, jedyne co tu leży to ty i to na mnie, więc złaź. - zaczęła się wykręcać.
- Ee, e, e. Nie tak szybko. Muszę mieć coś w zamian. - uśmiechnął się triumfalnie.
- O matko, co ty znowu chcesz. - westchnęła.
- Najpierw to spójrz mi w oczy. - powiedział spokojnie, delikatnie odwracając jej twarz za podbródek. Powiedział to ponieważ, dziewczyna unikała jego spojrzenia przez ten czas, kiedy na sobie leżeli.
- Patrzę. I co teraz?
- A uśmiechniesz się dla mnie?
- A nie uśmiecham się?
- No niekoniecznie.
- Przepraszam, już się poprawiam. - powiedziała i uśmiechnęła się.
- Od razu lepiej.
- A teraz co?
- Może to -powiedział słodko i zaczął się schylać, żeby ją pocałować. Blondynka wykorzystała rozkojarzenie blondyna i szybko przewróciła siebie z nim, tak, że tym razem ona leżała na nim.
- Tak pogrywamy? - złapał ją mocno w talii. - Myślisz, że w tej pozycji się wymigasz?
- Myślałam, ale coś czuję, że i tak mnie nie puścisz, co?
- Nie.
- A co mam zrobić?
- Wiesz, już prawie byś zrobiła, ale zachciało ci się wstać.
- Przepraszam -spojrzała mu prosto w oczy, których widok ponownie ją zahipnotyzował.
- Nie szkodzi -uśmiechnął się i jeszcze raz zaczął się do niej nachylać.
Tym razem Liv, chyba z obawy, że teraz też ktoś im może przeszkodzić, objęła go za szyję i przyciągnęła do siebie, a ich usta złączyły się w delikatnym pocałunku. Niestety nie trwał on długo, ponieważ Brad w poszukiwaniu Ross'a, połknął się o jego nogi.
- Ałłł -jęknął Bradley w trawę leżąc na ziemi.
- Cześć Brad. - powiedziała Liv, starając się podnieść z Ross'a.
- Poczekaj, najpierw ja wstanę. - powiedział blondyn, po czym pomógł wstać blondynce.
- Hej, Livvy. - odpowiedział Brad dalej z twarzą w trawie.
- To ja już pójdę. - Olivia cmoknęła Ross'a w policzek i odeszła od chłopaków.
- Stary, co jest? Co ty masz jakiś alarm w głowie "całują się, trzeba im przeszkodzić? " - zapytał trochę podirytowany, pomagając wstać brunetowi z ziemi.
- Przepraszam, nie miałem pojęcia, że się całujecie, przysięgam. Szukałem cię, bo zaraz 19 i trzeba iść na scenę. - wyjaśnił chłopak podnosząc ręce w geście poddania się.
- Tak, jasne. Występ. Chodź na scenę. - powiedział i poszli razem.



Heeej, wróciłam! yeey :D ogółem rzecz biorąc rozdział ten został przedzielony na pół, bo wyszło mi 3800 słów, więc no, postanowiłam przedzielić, a drugą część dodam pod koniec tygodnia :)
zerwanie Rillie, buuu... albo może fajnie? zerwali, bo krótko mówiąc mi się no znudzili... ten związek był nijaki i w ogóle. trzeba trochę zmian wprowadzić ;) poza tym hmm... Ross i Liv... nie, nie są razem, ale ja jestem wredna :D co by tu jeszcze napisać... nie wiem w sumie, kurcze >__< w ogóle co do rozdziału to dziękuję bardzo Idze za wielką przy nim pomoc, bo gdyby nie ona pewnie bym go dzisiaj nie dodała <3 
to chyba na tyle jak na razie... śpieszę się, bo lecę na dodatkowy angielski
mam nadzieję, że rozdział się podoba i że mnie jeszcze nie zostawiliście, proszę o komentarze :)
piosenka taka tam, z której właśnie wytrzasnęłam tytuł >_<

~Gosia