Riker odkąd się obudził około 5 rano zaczął nerwowo chodzić
po pokoju usiłując znaleźć wyjaśnienie, jakim cudem auto znalazło się w bagnie.
Chodził w kółko, gadając pod nosem… kilka razy Rocky prosił go o przestanie, bo
chciałby jeszcze pospać jednak najstarszy nie słuchał. Brunet nie mogący
ponownie zasnąć wziął pierwszą, lepszą książkę i zaczął ją czytać.
-Rocky, czy ty czytasz? Wszystko dobrze? –spytał blondyn
-nie, nie mogę spać. Wiesz może dlaczego? –odparł z wyrzutem
Po ponad godzinie główkowania uznał, że nie da się tego
logicznie wyjaśnić i chyba będzie musiał powiedzieć prawdę tym bardziej, że
rodzice mają przyjść około 7 by odebrać auto. Muszą wziąć Ryland’a, pojechać
odebrać Ross’a, a potem oddać auto i udać się na lotnisko. Osiemnastolatek
widząc, że brat wreszcie usiadł na łóżku odłożył książkę, położył się i zamknął
oczy. Po chwili jego radość z próby ponownego zaśnięcia prysła. Usłyszał jak
dzwoni jakiś telefon.
-kto musi dzwonić o tej zacnej godzinie –powiedział wkurzony
-to tylko Ross –uśmiechnął się Ryland sięgając po telefon
–co tam bracie? A u nas nic. Czemu nie śpisz? Rodzice dopiero za godzinę będą u
nas więc spokojnie możesz iść jeszcze spać, tym bardziej, że mogą mieć małe problemy
z autem. […] dobra, do zobaczenia
-dziękuję, skończyłeś? –najmłodszy przytaknął –dobrze,
pozwólcie mi się przespać przez tą godzinę –dodał, po czym znów zamknął oczy.
Po około 10 minutach zaczął dzwonić budzik. Zdenerwowany
Rocky wstał z łóżka, wziął iPhona Riker’a, w którym dzwonił budzik, otworzył
drzwi od pokoju, wyrzucił telefon, zamknął je i udał się z powrotem do łóżka.
-mój iPhone! –wykrzyknął Riker wygrzebując się w pośpiechu z
łóżka i biegnąc na korytarz po telefon –jak dobrze, że nic ci nie jest. Może
twój mam gdzieś wyrzucić? Najlepiej może spłukać w kiblu? –zwrócił się do
młodszego brata
-przepraszam bardzo, że nie mogę spać od godziny. To tylko i
wyłącznie twoja wina, bo zachciało ci się łazić i główkować. To się wymyśla
spontanicznie. I dlaczego budzik dzwoni piętnaście po 6, a nie o 7? –wypalił
zdenerwowany brunet
-bo o 7 będą rodzice i mamy być gotowi
-dobra, ale ja pierwszy idę do łazienki. Muszę się obudzić
-jak ci ma pomóc bycie pierwszym w łazience w obudzeniu się?
–zdziwił się lekko Ratliff, który zaczął wygrzebywać się z łóżka
- ja już mam swoje sposoby –odparł dwukrotnie unosząc brwi,
na co blondyn spojrzał się na niego dziwnym wzrokiem –to znaczy ten… wezmę
prysznic oczywiście –uśmiechnął się kłopotliwie –nie wiem co ty sobie
pomyślałeś… to ja już ten… -powiedział udając się do łazienki
-tylko po sobie posprzątaj –wtrącił Riker
-coo? -wystawił głowę zza drzwi osiemnastolatek
-Rocky, dobrze wiemy jak chcesz się rozbudzić. Spoko, masz
swoje potrzeby, rozumiem, ale posprzątaj po sobie lub zrób to tak, żeby nie
trzeba było sprzątać, bo to będzie ciekawe do tłumaczenia jak rodzice
zobaczą...
-masz na myśli wodę spod prysznica? Jak ja mam się myć żeby
nie było widać wody?
-ty już dobrze wiesz o co mi chodzi... Z resztą nie wnikam i
nawet nie chcę próbować -zaśmiał się najstarszy, na co brunet zrobił wielkie
oczy i z powrotem zamknął się w łazience
Chwilę po 7 do pokoju zawitali rodzice. Wszyscy chłopcy byli
już uszykowani. Przywitali się, chwilę posiedzieli. W końcu musieli jednak
przejść do tematu samochodu.
-no synu, gdzie masz kluczyki? –spytał Mark
-noo będzie ciekawie –zaśmiał się Rocky rozsiadając się
wygodnie na kanapie
-kluczyki zostały w aucie... -powiedział po cichu blondyn
-czy ty nie wiesz, że nie można zostawiać auta z kluczykami
w środku? Masz prawo od chyba 3 lat, a jeszcze się nie nauczyłeś? -zdenerwował
się lekko ojciec -w takim razie chodźmy na parking sprawdzić, czy nikt go nie
ukradł
-możesz go nie znaleźć na parkingu...
-aha, czyli jednak ktoś go ukradł
-niee, nikt go nie ukradł
-w takim razie gdzie jest?
-wiesz co, może zadzoń po taksówkę -odparł blondyn podając
tacie telefon
Po mnie Mark'a było widać, że jednak woli nie wiedzieć co
stało się z autem. Przyjechała taksówka, którą Riker, Stormie, Ryland i Mark
pojechali na miejsce zdarzenia.
W środku jakiegoś lasu, blisko 20km od szkoły, w jakimś
błocie spoczywał do połowy zanurzony samochód marki Toyota. Rodzice
zaniemówili, a najmłodszy wybuchł śmiechem, jednak po złym spojrzeniu taty
uciszył się.
-dobrze... Dobrze. Powiedz mi tylko jak my mamy to
wytłumaczyć w wypożyczalni. Nie był chyba ubezpieczony na utonięcie w bagnie!
-wykrzyknął Mark
-nie wiem... Mogę iść powiedzieć prawdę albo wykorzystamy
Ross'a i jego urok osobisty -odparł Riker
-skąd ty mi tu weźmiesz Ross'a? Wypisy są od południa.
-weźmy Rocky'ego -zaproponował Ryland -bo mój urok osobisty
raczej nie działa na starsze kobiety
-Riker nabroił, niech Riker odkręca -wtrąciła Stormie
-ale ja nie mogę nikogo bajerować moim urokiem osobistym, bo
mam dziewczynę -uśmiechnął się blondyn
*dwie godziny później w wypożyczalni na lotnisku*
-powodzenia Rocky, dasz radę. Pamiętaj, że to od ciebie
zależą nasze dalsze losy -powiedziała Stormie do syna klepiąc go po ramieniu.
Brunet niechętnie wszedł, a pozostali rozsiedli się w
poczekalni. Kobieta siedząca za biurkiem pozytywnie go zaskoczyła. Nie była to
jakaś stara osoba bliska emerytury tylko około dwudziestoma pięcio latka. Blond
włosy związane w kok, biała bluzka, a niej szara marynarka. Tak mniej więcej wyglądała
kobieta.
-dzień dobry... Powiem szczerze, że spodziewałem się jakiejś
starszej kobiety tutaj -zaczął Rocky
-hah czy to znaczy, że jestem za młoda? -zaśmiała się
kobieta
-nie, wręcz przeciwnie -uśmiechnął się -jestem Rocky, nie
lubię jak się do mnie mówi pan czy jakoś tak, bo dopiero skończyłem osiemnastke
więc jakby pani mogła mówić na ty, byłbym bardzo wdzięczny
-tak, nie ma problemu, ja jestem Linda, miło cię poznać
-uśmiechnęła się kobieta podając mu rękę. -co cię tu sprowadza?
-masz chłopaka? Męża? Może jesteś wdową?
-jestem singielką, niedawno zerwałam z chłopakiem...
Dlaczego pytasz?
-a nic, tak z ciekawości... Przyszedłem w sprawie oddania
auta...
-dobrze... Poproszę dowód i kluczyki od niego
-i właśnie z tym może być problem -uśmiechnął się kłopotliwie
osiemnastolatek i zaczął wyjaśniać całą sytuację
Kobieta wybuchła krzykiem, że mają poważne kłopoty i będą
musieli zapłacić za samochód. Rocky jednak nie poddawał się i próbował dalej
-chcesz poznać Ross'a Lynch?
-niee... Kto to?
-taki blondyn z serialu... A może masz w rodzinie kogoś, kto
go lubi? Albo może zespół R5?
-moja siostrzenica ich uwielbia! Dlaczego pytasz?
-tak się składa, że jestem z zespołu, za drzwiami są moi
dwaj bracia, jeden z zespołu, drugi manager, potem jeden zostaje dzisiaj odebrany
ze szpitala, drugi ma złamaną nogę... Więc dla dobra zespołu potrzebujemy
uniewinnienia i drugiego auta, a obiecuje ci, że spotkamy się prywatnie z twoją
siostrzenicą
-czy ty myślisz, że uwierzę w twoje bajeczki?
-mam dowód osobisty, mogę pokazać -powiedział i zaczął
grzebać po kieszeniach -mama ma mój dowód osobisty, chwila. Ja po niego pójdę,
a pani może poszukać w internecie i zobaczyć, że jestem prawdziwy
Po chwili chłopak wrócił z dowodem osobistym w ręce.
-widzisz? Rocky Lynch urodzony 1.11.1994. Pod nikogo się nie
podszywam? To jak... Spotkanie z siostrzenicą i wymarzesz jakoś to auto z
komputera żeby o nim zapomnieli? -spytał dwukrotnie unosząc brwi
-spotkanie z nią nie wystarczy. Ja wiem, że jesteś ode mnie
młodszy... Ale jedno spotkanie... Na kawę. Zgadzasz się?
-rodzice nie poniosą konsekwencji i nie będą musieli płacić
nawet za wynajem? -kobieta przytaknęła -stoi
-tylko bądź jeszcze tak miły i zostaw mi swój adres z
numerem telefonu
-a tak, pewnie
W końcu Rocky wyszedł z pomieszczenia z tryumfalnym
uśmiechem
-kto jest najlepszym synem na świecie jak nie ja? Oczekuję
czegoś w zamian... I już nawet wiem czego
-może najpierw nam powiesz co dokładnie załatwiłeś -odparł
Mark
-nie zrobiłem nic wielkiego. Jedyne co musimy zrobić to iść
na spotkanie z jej siostrzenicą. To tyle -powiedział z satysfakcją
-Dobrze... Co chcesz w nagrodę?
-Samochód. Jak wrócimy to chcę mieć samochód
-Nie przesadzasz aby przypadkiem?
-Niee? Dzięki mnie nie musicie płacić za auto, którego i tak
byście nie mogli używać
-Niczego ci nie mogę obiecać. Pomyślimy, ale nie rób sobie
zbyt dużych nadziei
-Tak, tak, jak zwykle zresztą -odparł lekko rozczarowany
~~~~~~~~~~~~~~~
W tym samym czasie Ratliff udał się z dziewczynami do
szkoły. Niedługo się jednak widzieli, ponieważ są w innych grupach. Przez całą
krótką drogę do szkoły Olivia i Rydel próbowały z Millie wydusić co się da, a
krótko mówiąc nie udało się nic. W końcu zmieniły temat na dzisiejszy powrót
Ross'a. Olivia się nie odzywała, bo sama nie wiedziała co o tym myśleć, jak się
z nim przywitać... Nadchodziły ją setki myśli.
____________________
Mark i Stormie odwieźli Rocky'ego i Riker'a do szkoły po
czym razem z najmłodszym synem udali się do szpitala odebrać Ross'a. Około
godziny 14 byli już w akademiku. Poszli do pani dyrektor, potem do nauczycieli.
Ross ma do końca tygodnia zwolnienie z lekcji i w tym też czasie nie ma się
obijać tylko nadrabiać zaległości. Pouczyć się żeby zaliczyć zaległe sprawdzany
oraz napisać te nadchodzące w przyszłym tygodniu. W końcu rodzice i Ryland się
z nim pożegnali i został sam w pokoju. To było oczywiste, że nie zabierze się
do nauki. Siadł do laptopa i zaczął grać w grę słuchając muzyki. Czas szybko minął.
Nim się obejrzał wrócili bracia z zajęć. Na początku nie zwrócili na niego
szczególnej uwagi. Prawdę mówiąc musiał wtrącić w ich rozmowę żeby go
zauważyli. Gdy tak się stało powiedzieli mu cześć. Riker oświadczył mu również,
że ma iść do dziewczyn pożyczyć zeszyty, bo rodzice rozmawiali z nim jeszcze
przed wylotem.
-Także pamiętaj. Jeśli myślisz, że będziesz się obijał przez
ten czas to jesteś błędzie. Na czas naszej obecności będziemy ci zabierać
elektryczności... Łącznie z tym nowym iPadem, który ci mieliśmy przekazać od
rodziców bo zapomnieli. -Powiedział Riker
-Czemu tylko ja dostałem iPada? -Zdziwił się najmłodszy
-Bo my już mamy. W każdym razie teraz idź po zeszyty
-Jesteś okrutny. Dopiero wróciłem ze szpitala, a ty mi
każesz się od razu uczyć i zbierasz elektryczności.
-Tak Ross, bo mówi się opuściłeś w nauce i jak tak dalej
pójdzie, będziesz zagrożony. Idź po zeszyty i lekcje
-a dlaczego od was nie mogę się dowiedzieć i odpisać? -wciąż
wypytywał blondyn
-Poważne? Chcesz zeszyty od nas? -Wtrącił Rocky
-Nieważne -odparł po czym wszedł i udał się do dziewczyn.
Heeej! Wreszcie skończyłam ten rozdział :) męczyłam się nad nim przez półtora tygodnia dopisując czasami zdanie na dzień :| jest taki jakiś o niczym... i nie chce mi się go czytać po raz kolejny żeby posprawdzać błędy... piszcie co sądzicie i nie wiem co tu jeszcze napisać... lecę uczyć się biologii xD następny rozdział pewnie jakoś w przyszłym tygodniu, a przynajmniej postaram się dodać w przyszłym tygodniu ;)
jeszcze moja kochana piosenka ;p
~Gosia
Świetny rozdział :D Tylko, jeśli następnym razem będzie taki krótki, to obiecuję, umrzesz w męczarniach kochana ;***
OdpowiedzUsuńPozdraaawiam ^_^
Uuu.. zaisty ^_^ Ciekawa jestem już da;szych rozdziałów :d Jak zwykle XD
OdpowiedzUsuńNie wiem co pisać, ale twoje rozdziały są serio biste ;3
:*
Bosski! i wcale nie nudny!
OdpowiedzUsuńBisty rozdział ^^ auto w bagnie xD Czekam na kolejne i kolejne rozdziały :D
OdpowiedzUsuńŚwietny ;3
OdpowiedzUsuńRocky uchronił rodzine przed konsekwencjami ^^ bohater xD
Czekam na kolejny ;*
Nareszcie powrócił Ross!!! Rocky i ta pomysłowość ;)
OdpowiedzUsuńGenialny rozdział!
Abi <3
świetny rozdział ^^ no, no.. Rocky jest mądry, haha xD czekam na kolejny rozdział ;3
OdpowiedzUsuńświetny :D
OdpowiedzUsuńRocky bohater bo uchronił rodzinę przed konsekwencjami ^^
czekam na kolejny ;p
kiedy dodasz następny?? bo nie mogę się już doczekać codziennie sprawdzam czy już dodałaś<3
OdpowiedzUsuńtrudno powiedzieć, bo ostatnio dopisuje mi brak weny i nie dopisałam nic od tygodnia :(
Usuńkiedy next :( :( ????????????
OdpowiedzUsuńza kilka minut jest mecz. podczas meczów miewam natchnienia... mam nadzieję, że uda mi się do jutra, ale nie obiecuję... ostatnio mam kompletnie brak natchnienia i nie wiem o czym pisać w rozdziale, przepraszam :(
UsuńNie mogę się doczekać następnego!!!! <3
OdpowiedzUsuńi co uda ci się dzisiaj dodać?:))
OdpowiedzUsuńdodaj to co masz napisane:***
OdpowiedzUsuńkiedy będzie następny bo ja zapuszczam korzenie. ;)
OdpowiedzUsuń