niedziela, 4 maja 2014

70. "Never judge a book by its cover"



-Więc, Brad… -zaczął blondyn -O czym chciałeś pogadać?
-W zasadzie o niczym -uśmiechnął się Bradley -Chciałem po prostu się przejść -przerzedził dłonią włosy.
-Ok, rozumiem... A muszę ci powiedzieć, że masz bardzo fajne włosy.
Brunet wybuchnął śmiechem.
-Żartujesz sobie? One się w ogóle nie układają!
-Coś ty, te loczki są świetne! -zmierzwił niższemu włosy.
-Daj spokój, twoje to dopiero coś. Nakładasz jakiś żel czy coś?
-Nie, mi potrzebna tylko mama.
-Co? -zapytał zdziwiony Brad, na co Ross się roześmiał.
-Albo siostra, siostra też może być, ale mama jednak robi to najlepiej -odpowiedział uśmiechnięty blondyn, lecz widząc zdziwioną i pytającą minę towarzysza wyjaśnił -Włosy układa mi zawsze mama. Znaczy układała. A teraz jak jesteśmy w szkole to Rydel czasem pogada
-Co? -zaśmiał się zdziwiony jeszcze bardziej.
-Tsaa… chyba wyszedłem na jakiegoś konkretnego debila -uśmiechnął się niepewnie
-Nie, po prostu to dziwne, że włosy układa ci mama, czy siostra.
-Wiesz, może i dziwne, ale z nikim nie jestem bardziej związany niż z moją rodziną. Są moimi najlepszymi przyjaciółmi –wyjaśnił lekko się zawstydzając
-Rozumiem. Fajnie, że masz takie kontakty z rodziną -uśmiechnął się -Masz może ochotę na coś do picia?
-Szczerze to mam. Może Starbucks?
-Mm tak! Czytasz mi w myślach, to moje ulubione miejsce. Mam straszną ochotę na czekoladowe frappuccino.
Spojrzeli na zegarki i zorientowali się, że jest już dwadzieścia po 9, więc przyspieszyli kroku i ruszyli do najbliższego Starbucks'a, który był otwarty do 9:30. Na miejscu byli równo o wpół. Chcieli wejść do środka lecz zatrzymała ich dziewczyna, prawdopodobnie pracowniczka lokalu. Była średniego wzrostu, chudą brunetką o kręconych, długich włosach. Miała na sobie shorty i bluzkę odkrywającą brzuch. Żeby chłopcy nie weszli do kawiarni, dziewczyna opierając się o framugę drzwi, podniosła nogę, po czym oparła ją na framudze, po stronie przeciwnej, tym samym zagradzając im wejście. Oboje zmierzyli ją od góry do dołu i trzeba przyznać, że wpadła im w oko.
-Nic z tego misiaczki, już zamykamy -uśmiechnęła się brunetka.
-A może zrobisz dla nas wyjątek? -uśmiechnął się Brad zadziornie, po czym złapał ją za łydkę i "odblokował" przejście.
-A może nie zrobię? -uśmiechnęła się zadziornie.
-Daj spokój... -spojrzał na plakietkę przyczepioną do koszulki dziewczyny. -... Alex. Chyba nie chcesz stracić klientów? -zaczął do niej podchodzić i objął ją w pasie -Możesz dostać jakiś hojny napiwek -szepnął jej do ucha, a brunetkę przeszedł przyjemny dreszcz.
-No dobra. Ale tylko dlatego, że macie ładne buźki -powiedziała jeżdżąc paznokciem po jego torsie -Co chcecie?
-Ross? Czekoladowe frappuccino?
-Tak, może być -odpowiedział trochę zdziwiony całą sytuacją.
Dziewczyna nie odrywając wzroku od Brad'a poszła za ladę i zaczęła przyrządzać kawy.
-Ej loczku, w ogóle jak macie na imię?
-Brad, a to Ross -wskazał na blondyna.
Dziewczyna szybko napisała markerem imiona na kubeczkach i podała cenę za napoje. Brad wyciągnął pieniądze i karteczkę na której naskrobał swój numer, następnie zapłacił i podał Alex kartkę z numerem.
-Jak będziesz chciała to zadzwoń -powiedział brunet, biorąc kubeczki z lady.
-Może tak zrobię -odparła i odprowadziła obu chłopców do drzwi
-W takim razie, może poczekam –uśmiechnął się zadziornie
-W takim razie czekaj -odpowiedziała z zadziornym uśmiechem -Trzymaj się –dodał po chwili Brad, a Ross jedyne co zrobił, to machnął ręką, dalej nie mogąc wyjść z szoku. Na zewnątrz chłopak podał blondynowi kubek z jego kawą.
-Dobra. Stary, co to było? -zapytał dalej zdziwiony Ross.
-To się nazywało flirt, mój drogi kolego -Brad wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
-Ale, skąd wiedziałeś, że ona na ciebie leci, albo że nie ma chłopaka? - dopytywał się blondyn.
-To widać. Nie przestawała się na mnie gapić, swoją drogą jej się nie dziwię, na dodatek, gdyby miała chłopaka, nigdy w życiu by tak wysoko nie podniosła nogi.
-Umm, a to niby dlaczego?
-Oj Rossy, musisz się jeszcze wiele nauczyć. Laski są takie, że jak mają chłopaka to prywatne sprawy, zostawiając dla niego, poza tym, gdyby go miała, za dotknięcie jej nogi dostałbym w twarz, a nie dostałem, więc wiesz. –uśmiechnął się biorąc łyka napoju
-W ogóle cię nie ogarniam -brunet się zaśmiał.
-Pewnie takich rzeczy nie wiesz, bo jeszcze tego nie robiłeś. –powiedział unosząc brwi
-Pff, proszę cię. Ja tego nie robiłem?
-O czyli robiłeś? –uśmiechnął się wciąż unosząc brwi
-Umm duuh –przytaknął blondyn popijając kawę
-Może pochwalisz się szczegółami
-Camille. 21 lat. Seksowna pielęgniarka, która, wyobraź sobie sama się do mnie dobrała, zanim w ogóle zdążyłem coś powiedzieć –powiedział z dumą
-Nice! –odparł przybijając blondynowi high five  -I co podobało jej się?
-Tak, o ile się nie mylę to powiedziała, że był to jej najlepszy stosunek.
-Gratuluję stary -zaśmiał się Brad.
-A dzięki, a jak było z tobą? -zapytał zaintrygowany blondyn.
-Co ze mną? Chcesz wiedzieć ile razy to robiłem?
-Może bardziej z kim.
-Hmm… Więc, była taka jedna. Charlotte. Człowieku to był dopiero dobry raz. Ognista ruda, zapamiętaj sobie, takie są zawsze najlepsze w tych sprawach.
-Hah, postaram się zapamiętać -zaśmiał się Ross.
-A z Olivią? Jak było? - dopytywał się Brad, a Ross o mało nie zakrztusił się kawą.
-Z Olivią? Z Olivią nic nie było -odparł trochę przygaszony.
-Jak to nic nie było? Nie pytam w tym momencie o TO. Po prostu pytam jak z wami było.
-W zasadzie to nic ciekawego. –westchnął blondyn
-Ale jesteście razem, czy coś?
-Wiesz, trudno powiedzieć. To trochę skomplikowana relacja.
-To znaczy?
-Bo widzisz. To było tak, że byliśmy razem i ona ze mną zerwała, bo pocałowałem jej przyjaciółkę. Znaczy ona pocałowała mnie. I tak jakoś wyszło, że już nie byliśmy razem. W sumie mogliśmy rozwiązać to jak ludzie, ale Liv nie chciała i od razu podjęła decyzję. No i teraz wykazuje trochę zainteresowania, a czasami mówi, że musi się ustatkować. Później znowu mnie prowokuje do jakiegoś działania, a później znowu odrzuca i tak to z nią jest. I naprawdę nie wiem co jest teraz między nami. Czy to jest przyjaźń, czy jakiś związek, czy może w ogóle przyjaciele z przywilejami. Nie wiem, a co ty o tym sądzisz?
-Sądzę, że to nie wasza relacja jest skomplikowana, tylko Olivia ma coś z głową -odpowiedział, na co oboje się zaśmiali.
-Może i jest dziwna i skomplikowana, ale między innymi za to ją tak lubię.
-Za jej dziwność? –spytał Bradley z lekką ironią
-Za jej bycie sobą. Nikogo nie udaje -Uśmiechnął się blondyn.
-Tak jak ty, Ross. Jesteś w 100% sobą i to w tobie lubię –szturchnął wyższego w ramię –ale nie lubię tego, jaki jesteś wysoki… wprowadzasz mnie w dyskomfort
-Umm… wybacz, ale niestety nie odpowiadam za mój wzrost –odparł, na co brunet się zaśmiał -Możliwe. Ty za to jesteś sobą, ale za bardzo wścibskim. Poznam kiedyś tę mniej wścibską cześć ciebie?
-Pożyjemy, zobaczymy -uśmiechnął się –lepiej, żebym był wścibskim sobą, zamiast milutkim kłamczuchem –Ross się zaśmiał -Tylko nie każ mi czekać.
-Co? Na co? –spytał zdziwiony, na stwierdzenie zupełnie wyciągnięte z kontekstu
-Uganiacie się z Liv za sobą, jaką kot za myszką. Normalnie bym się tym nie przejął, ale jakoś za bardzo mnie interesujesz. Po prostu powiedzcie sobie, co czujecie.
-Jakby to było takie proste -westchnął
-Przecież jest. Wy to utrudniacie. Życie jest zbyt skomplikowane, żeby je jeszcze bardziej utrudniać owijając sprawy w bawełnę. Przecież można wszystko prosto z mostu i o. Prędzej, czy później i tak by cię czekało rozczarowanie… ewentualnie radość. Tak więc, czemu nie dowiedzieć się od razu i przejść już przez to?
Ross przetworzył słowa wypowiedziane przez Brad'a, które dały mu trochę do myślenia. Może to co mówi brunet było prawdą? Może serio sobie to utrudniali. Ale teraz Olivia nie będzie chciała z nim być. Nie ma mowy. Pamięta dokładnie jej słowa "nieważne, jaka jest twoja orientacja, ja zawsze będę twoją przyjaciółką". Blondyn tak pogrążył się w swoich przemyśleniach, że nawet nie zauważył, że stoją pod jego pokojem w akademiku. Z zamyślenia wyrwał go nie kto inny jak Bradley.
-Ziemia do Ross'a. - powiedział brunet uśmiechając się przy tym.
-Przepraszam, zamyśliłem się –otrząsnął się z myśli
-Zauważyłem. Jesteś nieobecny przez ostatnie 10 minut drogi –pokręcił głową 
-Taa, zawsze tak mam - uśmiechnął się lekko.
- To, co. Warto się pożegnać.
- Dzięki. –odparł krótko
- Za co?
- Za ten spacer. Przepraszam, że cię oceniłem z góry. Czuję się głupio teraz… ale z drugiej strony cieszę się, że nie zamknąłem ci drzwi przed nosem, bo przez chwilę jednak miałem ochotę to zrobić…
-Hah, nie ma sprawy. Teraz wiesz jaki jestem –uśmiechnął się –i pamiętaj, żeby nie oceniać książki po okładce
-No i nauczka na noc –zaśmiał się wyższy –to do jutra…  
- Trzymaj się –odparł Brad i oboje zaczęli się po chwili rozchodzić. Ross go nagle zatrzymał
-Bradley?
-Hmm?
-Masz jakieś plany na jutro? –spytał niepewnie spoglądając w dół blondyn
-Tak! –wykrzyknął z entuzjazmem
-Ee… no to może innym razem –odparł lekko zmieszany
-Nie, chodzi o to, że TAK! W sensie nie będę musiał wysłuchiwać od James’a i Connor’a o moim bałaganie. Bo oni jutro zamierzają robić porządek w pokoju. Tak to bym im tylko zawadzał. Chętnie się spotkam. A i jeśli nie masz nic przeciwko to Tris’a też bym wziął
-Nie, spoko –uśmiechnął się –to napisz, o której będziesz gotowy… albo ja napiszę, jak ci wygodniej
-Hah wyluzuj Ross, strasznie jesteś spięty. Nie zapraszasz mnie przecież na randkę, mamy po prostu wyjść, tak? –Lynch lekko speszony przytaknął -11, może być? –Bradley spotkał się z kolejnym kiwnięciem głową –super, to do jutra
-No do jutra –westchnął blondyn i w pewnym sensie odetchnął z ulgą.
Następnie udał się do pokoju, szybko wziął prysznic i położył się do łóżka. Zatonął w przemyśleniach, dlaczego właściwie był taki spięty, a szczególnie pod koniec spotkania. Później kontynuował analizę słów Bradley’a o utrudnianiu swojego życia. Zaczął się zastanawiać, czy nie powinien przypadkiem czegoś w sobie zmienić. Może faktycznie „prosto z mostu” to dobrze życiowe motto, jeśli można tak to nazwać. Po dość długim czasie udało mu się wreszcie zasnąć
***
Następnego dnia właściwie nikt nie został w pokoju nic nie robiąc.
Ratliff razem z Kelly postanowili wybrać się do kina na Rush, film opowiadający o rywalizacji dwóch kierowców Formuły 1. Żadne z nich nie było jakimś specjalnym fanem tego rodzaju wyścigów jednakże zapowiedź ekranizacji bardzo ich zaciekawiła i postanowili się na nią udać.
Nie byli rozczarowani filmem. Wręcz przeciwnie, bardzo im się spodobał. Następnie udali się na kolację do Olive Garden, a na końcu na długi spacer po wielkim Central Park.
***
Ross zgodnie ze wcześniejszym „umówieniem się” wyszedł na miasto z Bradley’em i Tristan’em. Nie obyło się oczywiście bez ich wizyty w Starbucks’ie, jako, że Brad uwielbia to miejsce. Zwiedzili również miejsca takie jak okolice Madison Square Garden i Time Square rozmawiając o tym, jak bardzo by chcieli wystąpić w tych miejscach z zespołami. Udało im się również o wiele lepiej poznać. Rozmawiali trochę o swojej przeszłości, o tym, jak zaczęły się zespoły oraz o kontaktach z rodzinami i o wsparciu, jakie im dały. Pod koniec wybrali się również na niewielkie zakupy, a pod koniec do McDonalds’a, żeby coś zjeść. Ross czuł się już swobodniej niż poprzedniego dnia, jednakże lekko intrygujące było dla niego zachowanie chłopców w niektórych momentach. Zdziwiły go bliskie kontakty między sobą. Jak potrafili się nawzajem klepnąć po tyłku i nic sobie z tego nie zrobić. Albo podczas pobytu w McDonalds’ie, w którym była masa ludzi udało im się znaleźć stolik dla dwóch osób. Tak też Ross usiadł na jednym z krzeseł. Na drugim natomiast Tris bez wahania biorąc Brad’a na kolana. Dodatkowo „pata tajał” nogami, że brunet podskakiwał. Cmoknęli się również nawzajem kilka razy w polik. Następnie gdy szli na metro Brad wskoczył Tris’owi na barana. Robił on czasem podobne rzeczy z braćmi, jednak wydawało mu się, że tylko bracia robią takie rzeczy. I w tym momencie zyskał kolejny temat do rozmyśleń. To ile w pewnym sensie stracił wychowując się z braćmi, spędzając z nimi trzy czwarte życia, mając bardzo mały kontakt z osobami ze świata zewnętrznego. Niby miał kilku kumpli, gdy chodził na zajęcia w grupie tanecznej, ale po pierwsze tam również byli jego bracia, a po drugie nie utrzymywał ze znajomymi takich kontaktów. Czasem razem gdzieś wyskoczyli, ale większe przyjaźnie nie zostały zawiązane…

no heej... nie wiem w sumie co powiedzieć, od czego zacząć i ten... dużo w sumie do powiedzenia nie mam... no więc rozdział...umm znowu porcja Ross'a, ale tak jakoś chciałam to zakończyć i musiało być trochę jego. ogólnie to chciałam dalej dłużyć ten rozdział pisząc jeszcze co u Rocky'ego, Liv i Rydel oraz Riker'a i Millie, tak oto się podzielili, ale stwierdziłam, że już mi się nie chce nad tym męczyć i oni będą w następnym rozdziale. w następnym rozdziale będzie też pożegnanie Jade, wohoo! albo buu... nie wiem, czy ją polubiliście, czy nie... dużo jej w sumie nie było... Rocky teraz będzie samotny ;c ale no, w następnym będzie mało Ross'a :) i będzie też lekka niespodzianka myślę, ale niekoniecznie miła 3:)
dobra, właśnie skończył mi się humor, bo się czegoś dowiedziałam i nie mam pojęcia co dalej pisać ._. czekam na opinie o rozdziale i ogółem ten, no... będę się starała pisać dłuższe rozdziały, bo częściej mi się raczej dodawać nie uda, bo muszę się wyrobić, bo dobrze wiem kiedy chcę zakończyć i chcę się wyrobić do tego czasu :) a tytuł dodam potem, jak na niego wpadnę...
~Gosia 

21 komentarzy:

  1. Wspaniały!!! =D Czy mi się zdaje czy planujesz coś istnie diabelskiego?xD
    Weny na nexta życzę!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział :) Niespodzianka.. niekoniecznie miła? ciekawe co knujesz ;P
    Czekam na next =]

    OdpowiedzUsuń
  3. GENIALNY *___* DAWAJ SZYBKO NEXT !!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ah bedzie szkoda konczyc ten blog. Jest bom bowy. Ale na cale szczescie Gosia nas nie opusci. ROZDZIAL GENIALNY. W kolejnych na pewno bedzie sie mega duzo dzialo, cos tak czuje ^^. Utalentowana dziewczyno rzycze weny :**

    OdpowiedzUsuń
  5. hahahaha kocham cię. <3 mówiłam, że będzie dobrze. pamiętaj, aby słuchać się starszych. ;D rozdział świetny, ale to już mówiłam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pół roku różnicy, wielce mi starsza -_-

      Usuń
    2. ale jednak wciąż starsza. ;*

      Usuń
  6. Oj ty coś knujesz . Haha. Fajny rozdzialik. Tylko trochę krótki . Czekam na next.
    P.S. Kiedy można spodziewać się następnego rozdziału?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. krótki? o_O ma prawie 2tys słów
      nie wiem, pod koniec tygodnia MOŻE... bo mam sporo nauki

      Usuń
    2. Hej. Zapewne się sporo napracowałaś pisząc 70 rozdział , ale ja mam wrażenie że pisałaś kiedyś dłuższe . To tylko moje zdanie. Czekam z niecierpliwością na następny rodział. Życzę weny i dobrej atmosfery przy nauce. Pozdrawiam Oliwia.

      Usuń
    3. nie no serio? miał prawie 2 tys słów, kiedyś było po 1500, ludzie xD

      Usuń
  7. Świetny rozdział i mam nadzieje, że nie planujesz nic szatańskiego.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  8. Naprawdę a to napawdę świetny rozdział ;) Ross się robi zazdrosny czy co?

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. nie wiem, bo w najbliższym czasie mam tyle sprawdzianów, kartkówek i prezentacji, że to się nie dzieje

      Usuń
  10. Rozdział świetny. Już nie mogę się doczekać kolejnego ^^
    P.S zapraszam do mnie, dopiero zaczynam ;>
    http://fanfiction-r5.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. no to za ile następny rozdział ?????????????????

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam twojego bloga i już wariuje, bo cały czas nie ma nowego :< Ale będę czekała tak długo jak będzie trzeba :D
    Ps. Zapraszam do mnie. Dopiero zaczynam. http://rossarah-opowiadanie.blogspot.com/2014/05/1-typowy-gupi-blondyn.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Twój blog jest najlepszy zdecydoanie z tych wszystkich jakie czytałam(a było ich sporo >.<)Piszesz świetnie bosko doskonale troche obrzydziłam mnie sytuacja z Patrickiem ale nie ważne -_- czekam na nexta XD zapraszam do siebie dopiero zaczynam ale mam nadzieje że nie jest z tym żle #_# :http://r5-dreams.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń