poniedziałek, 9 czerwca 2014

73."Do you wanna move my way? Maybe I don't wanna change. Should I wanna feel this way? Tell me, why can't we just stay the same?"

-Pośpieszcie się! Czy tak bardzo chcecie się spóźnić na samolot? -Krzyczała dyrektorka poganiając wszystkich uczniów. Jest dopiero 5 rano, ale na lotnisku muszą być co najmniej półtorej godziny przed odlotem. Sam lot mają o 7:30.
Tak więc dzisiaj nadszedł wyczekiwany dzień, wyjazd do Las Vegas. Nie dla wszystkich opierał się on jednak na ekscytacji. Millie jeszcze nie do końca doszła do siebie. Zbytnio nie ogarnia, co się wokół niej dzieje i w dodatku bez przerwy narzeka na ból głowy oraz, że chce jej się pić. Ellington natomiast zrozpaczony wczorajszym zerwaniem jedyne co robi to albo chodzi smutny i milczący, albo wybucha jakie to wszystko beznadziejne i że już nigdy nie znajdzie prawdziwej miłości.
R5 stało w grupce z dziewczynami i The Vamps, gdy nagle podeszła do nich jedna z nauczycielek.
-Witajcie, mam do was sprawę. Otóż wczoraj wieczorem, gdy was nie było przydzielane były pokoje. Jako, że ponownie podkreślę nie było was, nie macie zbyt dużego wyboru. Dziewczyny, wy będziecie w trójkę, natomiast, co do chłopców, mam do rozdzielenia dwa pokoje po trzy osoby i jeden na dwie. Proszę o szybką decyzję i żebyście zgłosili mi ją jeszcze przed wyruszeniem na lotnisko. -Nauczycielka odeszła, natomiast wszyscy chłopcy wymienili się kłopotliwymi spojrzeniami.
-Pewnie! Po co dać jeden duży pokój skoro można rozdzielić dwa zespoły na trzy pokoje! -Powiedział sarkastycznie Rocky
-Dobra, ale tak ogółem to jak to zrobimy? -Spytał Ross
-Ja chcę być z moim Braddy boy'em -wtrącił Tristan obejmując Bradley'a, na co ten się zaśmiał
-No dobra. Wy w dwójkę, ale co z nami? -Oburzył się James
-Wy... Wy też możecie być w dwójkę
-Jasne, bo mamy tyle pokoi -powiedział ironicznie najstarszy z The Vamps
-Dobra. Ale u nas to może być tak, że na pewno Rocky będzie z Ell'em, a ja mogę być z Ross'em -wtrącił Riker
-Okej... Ósemkę podzieliliśmy na cztery dwójki, jest postęp -powiedział Rocky
-Git. Teraz tylko po jednej osobie dołożyć do dwóch dwójek i będzie wszystko cacy! -Odezwał się Bradley
-Uu no to ja mam pomysł! -Zaczął wykrzykiwać Rocky -Ross ostatnio się z wami trzyma. Może niech będzie w pokoju załóżmy z Tris'em i Brad'em, Con będzie z James'em, a Riker ze mną i Ell'em!
-Rocky, wreszcie wpadłeś na coś mądrego! -Powiedział Riker udając poruszonego -co chłopcy na to?
-Mnie pasuje jak najbardziej -odparł Ross
-No to jak, trójkącik? -Spytał Tris dwukrotnie unosząc brwi, a następnie kładąc drugą rękę na ramieniu Ross'a. Blondwłosy siedemnastolatek pozostał bez komentarza jedynie z przerażoną miną -Braddy, musimy go jeszcze wielu rzeczy nauczyć
-Oj musimy -uśmiechnął się diabelsko brunet
-Riker... Chyba jednak wolę być z wami -zaczął niepewnie Ross
-Za późno! Właśnie zgłosiłem nasze rozmieszczenie -wtrącił Rocky z uśmiechem na co Ross westchnął
***
Podróż samolotem nie wszystkim przebiegała tak sprawnie, jak sobie wyobrażali. Przyjaciele dotarli na samym końcu i musieli podosiadać się do innych. Wychowawczyni kazała Ross’owi i Liv dosiąść się do Marcela. Niestety chłopak miał fobie przed lataniem i samolotami, przez co bezdyskusyjnie chciał siedzieć na środku. Nie tylko im tak źle się trafiło. Bradley i Riker zajęli miejsca koło Marceliny, która tak jak jej bliźniak miała fobie i siedziała na środku. Ellington również wcale nie skakał z radości na wieść, że ma spędzić 5 godzin siedząc razem z ładną, lecz niezbyt mądrą Bellą i jej koleżanką Jennifer. Tym bardziej, że kompletnie nie miał ochoty wysłuchiwać jej bzdur. Wciąż nie otrząsnął się po wczorajszym zerwaniu.
Dobrze trafili jedynie Millie, Rocky i Connor, którzy siedzieli razem. Rydel także nie miała najgorzej zajmując miejsce między James’em i Tristan’em.

*Jennifer, Bella i Ratliff*
Ell odkąd tylko samolot wystartował musiał wysłuchiwać jaki to Jennifer miała problem, kiedy szła ostatnio na imprezę.
-No i wiesz zapowiadała się super impreza. Ubrałam tą czarną, obcisłą sukienkę i te czarne szpilki z cekinami, które kupiłam na wesele mojej kuzynki, bo uznałam, że nie będę kupowała nowych. No i oczywiście granatowy cień do powiek, eyeliner, tusz… no boski makijaż sobie zrobiłam! –Powiedziała Jennifer
-Aww, pięknie musiałaś wyglądać –odparła Bella, na co Jen przytaknęła –A co zrobiłaś z włosami?
-No wiesz, mi naturalnie się kręcą, więc postanowiłam po prostu je wyprostować. Ale nie był to dobry pomysł, bo wilgotność w tym dniu była duża i wiesz, po 2 godzinach zaczęły się znowu kręcić i wszystko poszło na nic –westchnęła blondynka
-O niee tyle pracy, na marne! –Odparła rudowłosa
-No właśnie, więc wiesz. Żeby już bardziej się nie upokorzyć, z godnością w połowie imprezy wyszłam, no bo jak bym wyglądała z wpół falowanymi włosami. To kompletnie nie pasowało do mojego stroju!
-Taak oj bardzo nie pasowało. I te fale, i jeszcze makijaż mógłby ci się wywietrzyć –wtrącił się Ell niemogący już wysłuchiwać gadania dziewczyn
-Noo, matko dobrze, że wyszłam. Wywietrzony makijaż, to by była dopiero porażka… Co jakby mnie Kail zobaczył!
-Nie mów, że Kail też tam był! Jesteś pewna, że cię nie widział? –Spytała Bella z przejęciem
-No chyba nie, bo wyszłam głównym wejściem, a on był przy basenie
-Oo niee bieedny Kail widziałby cię w takim stanie, aż chciałbym być teraz na jego miejscu daleko od waszego paplania... –Powiedział sarkastycznie Ell
-To są bardzo ważne sprawy! –Oburzyła się Bella
-Nie, nie są!! Ludzie mają większe problemy na głowie niż jakiś rozmazany makijaż! – Wybuchł nagle
-Oj głuptasku. Na głowie są włosy, makijaż nosi się na twarzy –wtrąciła Jennifer zachowując spokój
-Oh zamknij się, dobrze wiesz o co mi chodzi.
-Może opowiesz nam o swoim problemie Ratliff, może ci pomożemy –zaproponowała Jennifer
-Umm… nie dzięki, sam sobie z nim poradzę –odparł wstając z miejsca
-Dokąd idziesz? –Spytała z przejęciem Bella
-Gdzieś. Zaraz będziecie miały towarzyszkę –rzucił, po czym zaczął się rozglądać, gdzie siedzi Rydel. Wreszcie ją „namierzył”. Siedziała między James’em a Tristan’em. Tris spał z słuchawkami na uszach, natomiast James śmiał się z nią w najlepsze. –Cóż, pośmieją się później –powiedział do siebie, po czym ruszył w stronę przyjaciółki
-[…] no więc mówię ci! Po prostu nie mogliśmy wtedy wytrzymać ze śmiechu! A gdybyś widziała jego zdziwioną minę –mówił James śmiejąc się razem z Rydel
-Ryd… Ryd, wybacz, że przerywam wam tę niezwykle zabawną rozmowę –zaczął niepewnie. Oboje się na niego spojrzeli
-Nie no spoko, co jest Ell? –Spytała z uśmiechem
-Proszę cię, błagam nawet, zamień się ze mną miejscem –westchnął
-Umm… co jest nie tak z twoim?
-Poważnie? Siedzę z Bellą, tą z projektu, ta ruda, kojarzysz? –Rydel przytaknęła –no właśnie. I jeszcze z jej przyjaciółką. Ja już nie mogę wysłuchiwać tych pieprzonych rozmów o jakimś Kail’u, który oh na szczęście jej nie widział z falowanymi włosami kompletnie niepasującymi do jej makijażu i sukienki! Bo przecież ona tyle się napracowała, prostowała je. A tu nagle była wielka wilgotność na dworze i-mówił szybko naśladując sarkastycznie emocje dziewczyn, jednakże blondynka mu wreszcie przerwała
-Już wystarczy, zrozumieliśmy Ell.
-Ale czy one nie mogą zrozumieć, że ludzie mają większe problemy niż nadzieja, że nie było się zauważonym przez chłopaka, na którego się leci? Niektórzy mogą już nigdy więcej nie zobaczyć ukochanej osoby przez własną głupotę! –Krzyknął prawie na cały samolot, na co oczywiście skierowali na niego wzrok
-Ja tam pójdę –wtrącił nagle Tris
-Wow, myślałem, że śpisz –zdziwił się James
-Dobrze wiesz, że to Brad i Con zawsze śpią, ja jestem w tym gorszy… ale tak, akurat teraz przysnąłem –westchnął zaspany –jako, że Rydel i Ell i tak się przyjaźnią, niech tu siądzie, może mu poprawicie razem humor. A ja pójdę próbować spać u nich… -powiedział wstając z miejsca
-Dzięki Tris, ratujesz mnie –uśmiechnął się Ell –ale wiesz, w razie, gdybyś nie mógł z nimi wytrzymać to wbijaj, wywalimy Rydel –dodał, na co blondyn się zaśmiał
-Okej, będę pamiętał –odparł, po czym ruszył na uprzednie miejsce Ell’a.
Swobodnie usiadł na zewnętrznym miejscu i już miał zamknąć oczy, jednakże czuł na sobie czyjś wzrok. Niepewnie spojrzał się w swoją prawą stronę i spotkał się z dwoma zdziwionymi spojrzeniami Jennifer i Belli.
-Coś nie tak? –Spytał unosząc jedną brew i zdejmując słuchawki z uszu
-Jesteś transwestytką? –Spytała Bella, na co Tris wybuchł śmiechem
-Hahaha słucham?
-Ellington powiedział, że będziemy miały towarzyszkę… a ty… wyglądasz jak chłopak, jesteś ubrany… ubrana jak chłopak… zero kobiecych kształtów… -powiedziała niepewnie rudowłosa
-Emm… nie, nie jestem transwestytką, jestem chłopakiem… nazywam się Tristan i będę wam towarzyszył, bo dziewczyna, która miała do was przyjść wolała zostać tam, więc…
-Okej… -odparła niepewnie obracając się do przyjaciółki. Tris natomiast założył z powrotem słuchawki na uszy, zamknął oczy i postanowił spróbować ponownie zasnąć.

*Rocky, Millie i Connor*
Owa trójka dogadywała się bardzo dobrze. A dwoje z nich może aż za dobrze… chodzi mianowicie o Connor’a i Millie. Od początku znaleźli wspólny język. Rocky czasem dołączał swoje komentarze, jednakże specjalnie nie chciało mu się rozmawiać. Loty zwykle go męczyły. Siedział z zamkniętymi oczami i usiłował zasnąć, gdy nagle rozmowa dwójki wyjątkowo zaczęła przykuwać jego uwagę.
-Ojć, masz rzęsę na policzku –powiedział Connor, na co dziewczyna już miała unieść rękę, by ją zetrzeć –nie, nie. Zamknij oczy i pomyśl życzenie –odparł, na co brunetka wykonała polecenie. Niebieskooki natomiast delikatnie starł rzęsę z jej policzka. Millie powoli zaczęła podnosić powieki i spotkała się z niebieskimi oczami chłopaka.
-Masz bardzo ładne oczy –powiedziała z uśmiechem –zawsze miałam słabość do basistów –Connor delikatnie się zarumienił
-Wybaczcie, że przerywam tę niezwykle fascynującą rozmowę, ale pragnę ci przypomnieć Millie, że ostatnio z twojej słabości do basistów wyszedł marny związek, także ten. Chyba nie jesteście sobie pisani –wtrącił nagle Rocky. Przez owe stwierdzenie został obdarzony groźnym spojrzeniem brunetki i neutralnym Connor’a
-Wracając –zaczęła po chwili ignorując Rocky’ego, odwracając się z powrotem do siedemnastolatka –czyli jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką? –Spytała, na co ponownie pogrążyli się w rozmowie. Rocky jedynie westchnął i ponownie ułożył się do snu

*Riker, Marcelina i Bradley*
Bądźmy szczerzy. Riker i Bradley natrafili chyba na najgorsze możliwe towarzystwo. Jak już zostało wspomniane wcześniej siedzieli rozdzieleni przez dziewczynę. Nie mogli nawiązać normalnej rozmowy bez choćby jednego niemiłego komentarza ze strony Marceliny. W końcu postanowili się poddać i spróbować zasnąć. Riker’owi, jako że siedział przy oknie przyszło to bez trudu. Gorzej miał Bradley, siedzący od strony przejścia. Kompletnie nie miał się o co oprzeć. Zauważyła to Marcelina, która momentalnie skupiła na nim uwagę i zaczęła prawić różne komentarze.
-Jesteś dziwny –odezwała się nagle
-Słucham? Niby czemu? –Odparł z lekkim zdziwieniem
-No spójrz na siebie –brunet tak też zrobił, zmierzył się wzrokiem
-No… spojrzałem… i co?
-No wszystko. Choćby to, jaki jesteś niski. Już ja jestem od ciebie wyższa. W dodatku masz dziwną fryzurę. Po co podnosisz te loki z czoła, skoro równie dobrze mogłyby one być na nim oklapnięte. Lecisz samolotem. W ogóle zastanawiałeś się kiedyś nad operacją plastyczną twarzy? Albo chociaż nosa? I kto normlany na podróże w samolocie zakłada obcisłe spodnie? A co dopiero tak obcisłe… czy tobie w ogóle jeszcze krąży krew w nogach? I zdajesz sobie sprawę z tego, że nosząc ciągle tak obcisłe spodnie możesz stracić płodność? I po co masz na nogach jakieś Air Maxy, skoro w klapkach też ci by było wygodnie. Weź przykład ze mnie. Ja mam dresy, co prawda płodności przez obcisłe spodnie stracić nie mogę, ale i tak. Włosy mam luźno spięte, klapki na nogach… no spójrz na siebie, potem spójrz na mnie. Widzisz różnicę?
-Tak. Tak widzę różnicę –odparł lekko zirytowany
-Podziel się nią ze mną –uśmiechnęła się sztucznie
-Ja nie wyglądam przynajmniej jak jakiś bezdomny –powiedział, co szczerze mówiąc zgasiło dziewczynę –serio? Mówisz mi, że ja jestem dziwny. A na siebie kiedyś spojrzałaś? Wyglądasz jak już powiedziałem bezdomna. Twarz masz jak nie powiem co, jesteś jakaś walnięta, masz fobię przed chłopakami. Gadasz mi rzeczy, które tak naprawdę mam w nosie. Nie obchodzi mnie zdanie innych, a w szczególności nie twoje. Ubrałem się tak, bo może mi jest wygodnie, nie pomyślałaś o tym? I może mam normalne buty do samolotu, bo kto normalny chodzi w klapkach ze skarpetkami po ulicy? I to w środku Las Vegas. Zdajesz sobie sprawę, że z lotniska będziemy musieli dojechać do hotelu i prawdopodobnie będzie to autobusem miejskim? A co do wzrostu to jego się akurat nie wybiera. Tak samo jak zresztą wyglądu, czego ci współczuję. Bo jeśli mam być szczery to mogę się pochwalić większą urodą niż ty. I wiele osób by się ze mną zgodziło. –Wygłosił zdenerwowany, a następnie wstał z miejsca i wyjął plecak ze schowka na bagaże podręczne.
Przy tym spotkał się z ochrzanem od stewardesy. Powiedziała mu, że absolutnie nie wolno wyciągać bagaży podczas lotu. Brunet po prostu zignorował kobietę i ruszył w stronę miejsca, na którym siedział Tris. Ku jego wielkiemu zdziwieniu zastał chłopaka w najlepsze rozmawiającego z Bellą i Jennifer.
-[...] Ten Ben to idiota. Totalnie na ciebie nie zasługiwał -powiedział Tris do Belli -znajdziesz sobie kogoś lepszego
-Widzisz Bel? Mówiłam ci, znajdziesz kogoś lepszego, kto nie będzie takim debilem -dołączyła się Jennifer
-Tris... -Wtrącił Brad
-Co tam Braddy?
-A nic, tak ogółem... Nie mogłem już wytrzymać z tą psychopatką. Pytała się mnie, czy nie zastanawiam się nad operacją plastyczną twarzy! Ona! -Powiedział brunet z oburzeniem
-Dziewczyny, zgodzicie się, że Bradley jest nieziemsko przystojny i nie potrzebuje żadnych operacji plastycznych, prawda? -Powiedział Tris zwracając się do Belli i Jennifer
-Ależ oczywiście. Gdyby nie moja miłość do Kail'a chętnie bym coś z tobą ten... Choć jako, że to Vegas to może coś, którejś nocy -uśmiechnęła się zadziornie Jen, na co Brad jedynie zrobił wielkie oczy i uniósł brwi
-Przemyśle to... -Odparł niepewnie -A teraz... Nie będę wam przeszkadzał w dalszej rozmowie -powiedział, po czym zaczął rozglądać się po samolocie, kogo ewentualnie by mógł wyrzucić z miejsca. Jego wzrok zatrzymał się na Ross'ie, Olivii oraz nikim innym, jak Marcelem.
Szybko do nich poszedł.
-Marcel! -Wykrzyknął, na co chłopak aż podskoczył i z przerażeniem się na niego spojrzał -siostra cię potrzebuje!
-O mój Boże, siostrzyczka! -Zerwał się spanikowany
-Weź też swoje rzeczy, ich też potrzebuje -Marcel w pośpiechu wziął wszystko, co miał przy sobie i opuścił swoje miejsce przeciskając się przez Ross'a. Brad natychmiastowo przecisnął się na fotel, który przed chwilą zajmował chłopak i wygodnie się rozsiadł.
-Ah, poszło łatwiej niż myślałem -powiedział entuzjastycznie. Ross i Liv wciąż się nie odzywali. Jedynie patrzyli na niego w zdumieniu. -Teraz powinniście mi dziękować, że was od niego uwolniłem -dodał po chwili
-Nawet nie wiesz od jak dawna próbowaliśmy się go pozbyć -odparła wciąż zdumiona Liv
-Nie ma za co -uśmiechnął się. Ich spokój nie trwał długo, ponieważ po chwili wrócił Marcel.
-Siostra mnie wcale nie potrzebowała! I to moje miejsce! -Powiedział oburzony
-Widzisz mój drogi... -Zaczął Bradley -Teraz siedzisz z siostrą, rozgość się tam -Marcel jedynie zmierzył go wzrokiem, a następnie udał się do siostry
Cała trójka od razu pogrążyła się w rozmowach. Towarzystwo Brad'a znacznie bardziej odpowiadało Ross'owi i Liv, niż Marcela. Wtedy nie mogli właściwie zamienić ze sobą słowa. A teraz przechodzili z jednego tematu na drugi.
W pewnym momencie zapanowała cisza, którą Olivia postanowiła wykorzystać. Oparła się o ścianę, jeśli tak to można nazwać i powoli zaczęła odpływać. Nagle jej spokój zakłócił Bradley, który zaczął ją łaskotać. Dziewczyna momentalnie podskoczyła i wybuchła niepohamowanym śmiechem.
-P... Prze... Przestań! -Usiłowała wydusić przez śmiech -Ja... Chce... Spać!
Chłopak jednak nie dawał za wygraną. Zupełnie przeciwnie do próśb, łaskotał dziewczynę jeszcze mocniej. Nagle wtrącił się Ross
-Bradley, tak bezbronną waćpannę Hunter będziesz męczył?
-Umm... Tak -odparł ze złowieszczym uśmiechem wciąż łaskocząc dziewczynę. Nagle jednak sam został zaatakowany przez nikogo innego jak Ross'a
-A! A! Przestań! -Wydusił z siebie brunet -muszę siku! Proszę cię! -Blondyn dał za wygraną.
Bradley odetchnął z ulgą i zaczął wygrzebywać się z miejsca. Oczywiście musiał jeszcze przekroczyć Ross'a.
-Nie myśl, że uciekniesz od łaskotek -powiedział blondyn klepiąc bruneta w udo, tym samym spoglądając się w prawą stronę. Przynajmniej myślał, że było to jego udo. Gdy wreszcie spojrzał na Brad'a ten stał rozkraczony będąc w połowie wydostawania przez Ross'a. Gdy ich spojrzenia się napotkały Bradley dwukrotnie uniósł brwi z zadziornym uśmieszkiem.
-Jesteś pewien, że chodzi ci tylko o łaskotanie? -spytał, na co Ross się nerwowo zaśmiał
***
Brad wrócił po około 5 minutach. Wybrał zły moment, ponieważ musiał stać w kolejce. Olivia zdążyła zasnąć.
Jego ponowne przechodzenie przez Ross'a również nie zakończyło się pełnym sukcesem. Gdy wracał z toalety samolot wleciał w turbulencje, które początkowo były delikatne. Jednakże w momencie, gdy przekraczał blondyna, samolotem mocno zatrząsnęło, a chłopak okrakiem wylądował na Ross'ie. Ku sporemu speszeniu wyższego postanowił wykorzystać ową sytuację w żartobliwy sposób. Zaczął powoli poruszać biodrami przygryzając tym samym dolną wargę. Lynch nie miał pojęcia, jak się zachować. Patrzył się z niepewnością na dalsze poczynania bruneta.
-Oh Ross! -Wykrzyknął nagle Simpson przywołując spojrzenia całego samolotu w swoją stronę
-Zdradzasz mnie?! -Można po chwili było usłyszeć Tris'a. Bradley jedynie się zaśmiał, po czym zszedł wreszcie z Ross'a i zajął swoje miejsce.
-Jeny, Ross. Twoja mina była epicka. Wyglądałeś jakby jakaś ładna laska cię rozbierała, w tym samym czasie będąc zbyt podnieconym, żeby cokolwiek z tym zrobić -zaśmiał się brunet -nigdy tak nie robiłeś z kumplami?
-Wiesz... Większość czasu spędzam z braćmi i nigdy specjalnie nie miałem kumpli, więc... -odparł niepewnie blondasek
-Pobyt ze mną i Tris'em w pokoju baaardzo dobrze ci zrobi. I wiele cię nauczy -powiedział, po czym klepnął Ross'a w jego czułe miejsce. Blondyn dość niepewny, jednakże postanowił "oddać" chłopakowi i zrobił to samo. Bradley wykonał ponownie czyn, jednakże tym razem blondyn już mu nie oddał. -Teraz twoja kolej -odezwał się po chwili. Lynch jednakże mu nie odpowiedział. Jedynie się uśmiechnął. -Tylko żartowałem, nie zrozum mnie źle -Speszył się lekko brunet
-Nie zrozumiałem -odparł Ross z uśmiechem. Po chwili namysłu po raz kolejny klepnął towarzysza -Dobra koniec, bo się jeszcze podniecisz -dodał po chwili
-Tak sądzisz? -Zaśmiał się brunet -Ja się podniecę -powiedział z wyczuwalnym sarkazmem, na co Lynch się lekko zarumienił
-Noo nie wiem jakie są twoje poglądy, więc wolę nie ryzykować -zaśmiał się po chwili niepewnie
-Haha spokojnie, spokojnie… -Uśmiechnął się -bez względu na to jakie są, nie mam problemu z "zapanowaniem" nad moim podnieceniem... I nie powiem kto tutaj pierwszy mnie klepnął -spojrzał na blondyna rozbawiony
-Pff i co? -Spytał Ross z uśmiechem
-No nic, ale mówisz o moich poglądach, a jakie są twoje?
-Ee... -Zmieszał się lekko zbytnio nie wiedząc co odpowiedzieć. Wiedział, że jest bi, jednakże obawiał się reakcji Brad'a jeśli by mu o tym powiedział. W końcu nie znają się aż tak długo. Co prawda bardzo dobrze się dogadują i właściwie można nazwać ich przyjaciółmi, jednak blondyn nie był gotowy wyjawić mu prawdy- muszę iść do toalety -powiedział po chwili wstając z miejsca.
***
-Too... co tam? -Uśmiechnął się z nadzieją po powrocie, licząc na to, że Brad nie wróci do tematu
-A no nic, tak sobie tutaj siedzę i czekam na odpowiedź od pewnego kumpla
-Tak? Jakiego?
-Ciebie. Pytałem cię o coś -uśmiechnął się
-Noo taak... a pytałeś booo?
-Ciekawość. No wiesz, przyjaźnimy się -powiedział nie chcąc wzbudzać w Ross'ie żadnych podejrzeń
-Ee... co za pytanie - zaśmiał się. -Nie jestem idiotą i z moją psychiką wszystko w porządku. Oczywiście, że hetero -skłamał nie umiejąc znaleźć lepszego wyjścia
-Heh taa... Ja też -uśmiechnął się sztucznie, natomiast w środku zamarł. Liczył na to, że wreszcie znalazł prawdziwego kumpla poza zespołem, gdy ten nagle w pewnym sensie stwierdził, że jest on psychiczny. Tak jak zawsze Bradley tryskał energią, tak w tym momencie najchętniej wróciłby na swoje poprzednie miejsce. Tak jak nigdy go nie obchodziła opinia innych, tak słowa Ross'a go niezwykle dotknęły
-No o wszystko pięknie. Przynajmniej nie musimy się niczego obawiać w naszym towarzystwie -ponownie zaśmiał się blondyn
-Mhmm... -Odparł bez życia 
-Co jest? -Spytał Ross zauważając zmianę nastroju towarzysza
-Nic
-Na pewno?
-Tak jasne, dzięki. Jestem po prostu już zmęczony. Chyba wezmę przykład z Liv i się prześpię

-Haha, oki. Słodkich snów -odparł, a Brad ułożył się do snu.

Jeśli to czytasz, podziwiam Cię, że udało Ci się przeczytać cały rozdział
Matko, jaki on długi! 3240 słów dokładnie. Normalnie bym go pewnie podzieliła, ale jednak nie... Nie będę się znęcać xD w ogóle o dziwo dobrze mi się go pisało i przyjemnie. I ku mojemu zdziwieniu dość mi się podoba to, co stworzyłam. Mam nadzieję, że następny będzie mi się pisało równie lekko. Jeśli mam być szczera planowałam... wciąż planuję zakończyć opowiadanie równo z zakończeniem, jednak moje plany chyba nie zostaną zrealizowane ._. zbyt dużo mam jeszcze pomysłów do wykorzystania, więc chyba jeszcze się trochę pomęczę z tym... Tylko problem w tym, że znowu we wrześniu, razem z liceum chciałam zacząć nowe opowiadanie, którego już mam nawet prolog napisany :D no, ale to taka dodatkowa, bezsensowna informacja. Plus pisząc je chciałabym być skupiona tylko i wyłącznie na nim, więc może chociaż do końca wakacji uda mi się skończyć... No bo bądźmy szczerze, nie mogę tego ciągnąć wiecznie, bo zrobi się nudne
Mam nadzieję, że nie przeszkadza Wam obecność The Vamps w opowiadaniu, tym bardziej, że będą się coraz częściej pojawiać... Choć może o tym już wspominałam... Nie wiem >__< głównie Brad, ale o pozostałych również będę pamiętać ;) noo... too... nie mam pojęcia co jeszcze napisać. W każdym razie postaram się niedługo napisać rozdział i MOŻE, MOŻE w przeciągu tygodnia uda mi się go dodać, ale NIC NIE obiecuję, bo nie wiem jak będzie z weną.
To by było na tyle :)
A i jeszcze mam nadzieję, że rozdział Wam się również podoba i proszę o komentarze. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko niektórych trochę zboczonych momentów ze strony Brad'a, ale cóż mogę powiedzieć... będzie ich więcej :D a tak serio to zdążyłam zauważyć, że u chłopaków takie zachowania są zupełnie normalne i nic sobie z tego nie robią więc...
A z tytułu to jedna z moich ulubionych piosenek The Vamps - Move My Way
Cieszmy się razem z ich teledysku do Somebody To You wychodzącego dzisiaj oraz z teledysku R5 do Rock That Rock również wychodzącego dzisiaj :D cóż za piękny dzień <3
~Gosia

15 komentarzy:

  1. Obecność The Vamps nie przeszkadza ;) To oryginalny pomysł, jest ciekawiej i zabawniej. Ta scenka z Bradem i Rossem totalnie mnie rozwaliła hahahahahaha Jeszcze teraz się śmieję xD
    Szkoda, że chcesz kończyć, ale rozumiem Cię. Też jestem zdania, że lepiej skupić się na jednym blogu i stworzyć coś świetnego niż pisać kilka z czego poważnie zajmować się jednym, ewentualnie dwoma.
    Znowu się rozpisałam xd Życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. eeeee no fajny ten rozdział ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział bardzo fajny.I kompletnie nie przeszkadza mi obecność the Vamps. Ten blog z kolejnym rozdziałem staje się coraz bardziej wyjątkowy i niepowtarzalny. Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział! To, że The Vamps jest w opowiadaniu wcale nie przeszkadza, tylko je urozmaica :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda że będziesz go kończyć... mi się on nie nudzi. Wręcz przeciwnie, na każdy rozdział czekam z ogromną niecierpliwością.
    No ale cóż... twój blog - ty decydujesz :)
    Przez ciebie polubiłam the Vamps. Serio! xD

    OdpowiedzUsuń
  6. o rany, ile rozdziałów musiałam nadrobić xD
    powiem tak, na początku naprawde miałam nadzieję, że szybko pozbędziesz się tych The Vamps, ale teraz muszę przyznac, że naprawde ich dzięki temu opowiadaniu polubiłam :3
    No i cóż... Szkoda, że chcesz zakończyć bloga, ale jak najbardziej Cię rozumiem & to oczywiście Twoja decyzja :)
    Teraz czekam na kolejny rozdział, życzę weny <3

    ~ Cat.

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdizał :) A ja bardzo lubię The Vamps ;)
    Czekam na next =]

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciągnij wiecznie! Nie zrobi się nudne xD Rozdział super, gdybyś nie wspomniała pod koniec, nawet nie zauważyłabym że jest taki długi xD Szybko się czyta, dlatego zrobię to jeszcze raz! :D Strasznie mi się podobają te zboczone momenty ze strony Brad'a i to niezdecydowanie i niepewność Rossa. Ahhh <3
    Jestem strasznie ciekawa tego następnego opowiadania, ale nie kończ tego tak szybko. Proszę :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię The Vamps, ale czytuje Bravo i ich kojarzę nawet trochę po imionach :) Opowiadanie jest wciąż ciekawe, najbardziej martwi mnie Ross - tak mi go szkoda ;( Ale wierzę, że masz pozytywne plany co do bohaterów, chociaż to jest Twoje opowiadanie, więc rób, jak chcesz ;) Ja też mam zamiar wprowadzić do swojego bloga sporą zmianę, ale nie wiem jak przyjmą ją czytający... Czekam na next.
    the-story-of-auslly.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Super, świetny, zjebisty :) Kocham tego bloga !!! Rozdział jak ZAWSZĘ ŚWIETNY.
    Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam wszystkie postacie nawet Marcela z Marceliną, ale tych The Vamps nie mogę strawić. Nie pasują mi tu, ale to twój blog. Smutno mi będzie, ale jestem ciekawa jak zakończysz opowiadanie. Czekam na nowy rozdział. ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Odpowiedzi
    1. jestem w trakcie pisania, MOŻE uda mi się dzisiaj skończyć, ale nie obiecuję, bo za chwilę mecz, a potem drugi <3

      Usuń
  13. Hej można spodziewać się dziś rozdziału

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, zamierzam dodać przed meczem o 21 ;)

      Usuń